Najpierw katastrofalny łomot od Quantum Bellator Fire, chwilę później solidne bęcki od fnatic, a na dokładkę bolesne sprowadzenie do parteru przez Cloud9. Tak w skrócie wyglądał występ Virtus.pro na ELEAGUE Majorze w Atlancie i Bostonie - dwunastym turnieju mistrzowskim w historii „Złotej piątki”. Ale czy ostatnim? To wielce prawdopodobne. Przegrywając trzy mecze bez żadnej wygranej, spółka Filipa ‘NEO’ Kubskiego utraciła przecież cenny status legendy. To wydarzenie bez precedensu. Polacy wywalczyli przecież to zaszczytne miano na drugim Majorze w historii. Teraz inwitacje się skończą. A styl gry i szesnaście łącznie zdobytych przez nich punktów nie przemawiają za tym, by Virtusi - przynajmniej w niezmienionym składzie - przedarli się przez męczące kwalifikacje na kolejne zawody.

 

W każdym z trzech rozegranych w Atlancie meczów - i trzeba to otwarcie przyznać - „Złota piątka” nie prezentowała się, mówiąc bardzo eufemistycznie, najlepiej. Bardziej od samych przegranych boli właśnie to, w jaki sposób przeciwnicy dyrygowali Polakami, rozstawiając ich po kątach. Ta bezradność najbardziej odczuwalna była w pierwszej konfrontacji z debiutantami, jednak w kolejnych dwóch Virtusi wcale jej się nie wyzbyli. Nawet w arcyważnym pojedynku o utrzymanie w zmaganiach popełniali tragiczne w skutkach błędy.

 

Mecze Virtus.pro na ELEAGUE Major Boston:

 

Virtus.pro 3:16 Quantum Bellator Fire - Cache
Virtus.pro 6:16 fnatic - Inferno
Virtus.pro 7:16 Cloud9 - Mirage

 

Ale Major wciąż trwa - już bez Polaków. Do fazy pucharowej zakwalifikowali się już zawodnicy FaZe Clanu i G2 Esports. Walizki oprócz biało-czerwonych spakować mogą natomiast reprezentanci North. W akcji pozostają ponadto gracze Space Soldiers, BIG, Vega Squadron, Natus Vincere, SK Gaming, Gambit Esports, mousesports, fnatic, Cloud9, Quantum Bellator Fire, Teamu Liquid i Astralis.