Grzegorz Michalewski: Do pierwszego meczu futsalowych mistrzostw Europy pozostało już naprawdę niewiele czasu. Który z goli, które strzeliłeś jako reprezentant Polski, był dla ciebie tym najważniejszym? Ten z Kazachstanem dający nam remis 1:1 czy z Hiszpanią podczas turnieju eliminacyjnego w Elblągu?

Marcin Mikołajewicz: Każdy gol strzelony w biało-czerwonych barwach niósł ze sobą pewien ładunek emocjonalny, ale do końca życia na pewno zapamiętam trafienie z meczu przeciwko Hiszpanom, gdyż dało nam ono możliwość wzięcia udziału w barażach i wywalczenie tego, o co cała futsalowa Polska walczyła, czyli awansu na mistrzostwa Europy.

Domyślam się, że dwumecz z Kazachstanem i porażka w rewanżu 0:7 była czymś zupełnie innym. Co czułeś wracając do Polski?

Byłem wtedy bardzo przygnębiony. Wiadomo, że Kazachowie są o wiele wyżej notowanym zespołem, ale w pierwszym meczu zagraliśmy nieźle. W drugim rywale bardzo szybko sprowadzili nas na ziemię. Teraz jedziemy do Słowenii i zagramy z nimi kolejne spotkanie i jestem pewny, że będziemy w stanie nawiązać równorzędną walkę.

W dwumeczu z Węgrami całkowicie wyłączyliście z gry największą gwiazdę "Bratanków" Zoltana Drótha i zagraliście koncertowo.

Takie były założenia. Trenerzy świetnie rozpracowali przeciwnika, a my wykonaliśmy swoją robotę na boisku. W rezultacie wywalczyliśmy pierwszy awans na mistrzostwa Europy od 2001 roku i przede wszystkim udowodniliśmy, że się on nam należał.

Nie da się ukryć, że na papierze Rosjanie i Kazachowie są od nas silniejsi. Czym będziecie chcieli ich zaskoczyć?

Na pewno będziemy chcieli zagrać podobny mecz do tego z Hiszpanią i narzucić rywalom własny styl gry. Jeżeli zagramy mądrze w obronie, to myślę, że będziemy w stanie sprawić niespodziankę, a wygrana z reprezentacją Rosji czy Kazachstanu na tak wielkiej imprezie na pewno byłaby zaskoczeniem. Naszym celem jest zwycięstwo w przynajmniej jednym meczu w grupie.

Cała rozmowa z kapitanem futsalowej reprezentacji Polski Marcinem Mikołajewiczem w załączonym materiale wideo.