Osoby szykujące się na wiele emocji w związku z pojedynkiem Halep i Kerber nie zawiodły się, choć początek spotkania nie zapowiadał takiego scenariusza. Pierwszy set był festiwalem przełamań - sześć z dziewięciu gemów zakończyło się "breakiem". Zaskakująco słabo mecz rozpoczęła Niemka, która w trzeciej rundzie rozgromiła słynną Rosjankę Marię Szarapową 6:1, 6:3. Tym razem prezentowała się apatycznie i dość szybko przegrywała 0:5. Odrobiła następnie stratę trzech gemów, ale Rumunka nie wypuściła z rąk szansy na objęcie prowadzenia w całym spotkaniu.

 

W drugiej odsłonie zawodniczka z Konstancy wygrywała 3:1, ale wtedy do gry włączyła się Kerber, która doprowadziła do wyrównania. Dużą dramaturgię miał trwający 68 minut trzeci set, w którym sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po przełamaniu przy stanie 4:3 pierwsza rakieta świata była blisko szczęścia, ale Niemka odpowiedziała tym samym. W decydującej fazie tej partii wymiany - ku uciesze kibiców - stawały się coraz dłuższe i coraz bardziej efektowne. Ostatni punkt dający Kerber wspomnianego "breaka" zdobyła po wygraniu akcji składającej się z 26 uderzeń, posyłając bekhend w linię.

 

Zawodniczki, zwłaszcza Niemka, były coraz bardziej zmęczone przedłużającym się pojedynkiem, ale nie rezygnowały z walki. W 10. gemie Rumunka, u której widać było nerwowość, zmarnowała dwie piłki meczowe, w 12. to samo przydarzyło się jej przeciwniczce. Prowadząca 8:7 liderka listy WTA wykorzystała swoją czwartą szansę na zakończenie zwycięstwem trwającego prawie 2,5 godziny meczu. Pomogła jej w tym wyczerpana już Kerber, który posłała piłkę na aut.

 

Halep miała 50 uderzeń wygrywających i 50 niewymuszonych błędów, u Niemki było ich 33 i 34. Pierwsza z zawodniczek dołożyła do tego sześć asów.

 

"To spotkanie było jak jazda górską kolejną. Nie poddałam się i muszę powiedzieć, że jestem z siebie bardzo dumna. To był bardzo trudny mecz i wciąż jeszcze się trzęsę. Rozegranie dwóch takich pojedynków w jednym turnieju nie jest prostą sprawą" - zaznaczyła Rumunka.

 

W 1. rundzie doznała urazu kostki, a w 3. stoczyła trwający trzy godziny i 45 minut pojedynek z Amerykanką Lauren Davis (4:6, 6:4, 15:13), broniąc trzy meczbole. Było to wyrównanie rekordu w kobiecym meczu Australian Open pod względem liczby gemów.

 

Będąca od kilku lat w światowej czołówce zawodniczka z wszystkich imprez wielkoszlemowych najsłabiej radziła sobie dotychczas właśnie w Melbourne. W latach 2014-15 zatrzymała się na czołowej ósemce, w dwóch kolejnych edycjach odpadła w pierwszej rundzie.

 

Prawie 27-letnia tenisistka pięć razy była w półfinale Wielkiego Szlema. Oba dotychczasowe występy w decydującym spotkaniu turnieju tej rangi zaliczyła we French Open - w 2014 roku i w poprzednim sezonie. Wciąż czeka na pierwszy w karierze triumf w takich zawodach.

 

Sezon rozpoczęła od triumfu w imprezie WTA w chińskim Shenzen. Mecz z Kerber był jej 11. wygranym z rzędu. W czwartek zakończyła zaś dobrą passę starszej o trzy lata Niemki. Ta, łącznie z Pucharem Hopmana i zwycięstwem w turnieju WTA w Sydney, wygrała wszystkie 14 swoich wcześniejszych tegorocznych spotkań.

 

Kerber po pełnym sukcesów 2016 roku, kiedy to m.in. triumfowała w Australian Open i US Open, w kolejnym sezonie zmagała się ze spadkiem formy. W efekcie wypadła z czołówki światowego rankingu. Dzięki awansowi do półfinału w Melbourne w poniedziałek powróci do Top10.

 

Finał z udziałem Halep i Woźniackiej także będzie spotkaniem obecnej z byłą liderką listy WTA. Obie czekają na swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, a ta z nich, która wygra w sobotę, w poniedziałek będzie pierwszą rakietą świata.