Reprezentacja Polski w futsalu na inaugurację Mistrzostw Europy zremisowała z aktualnym wicemistrzem świata i Europy, Rosją 1:1. Polacy gola na wagę remisu strzelili na niespełna dziesięć sekund przed końcem meczu.

Polacy na futsalowym Euro zagrali po raz drugi po siedemnastoletniej przerwie. Biało-Czerwoni skazywani byli na porażkę w starciu z zespołem, który z trzech poprzednich Mistrzostwach Europy wracał ze srebrnymi medalami, a w finale ostatniego Mundialu przegrał z Argentyną 4:5. W składzie „Sbornej” było aż czterech naturalizowanych Brazylijczyków: Robinho, Romulo, Eder Lima oraz gracz FC Barcelony Leandro Esquerdinha, który debiutował w meczu z Polską, bo paszport rosyjski otrzymał tuż przed wylotem na turniej w Słowenii.

Selekcjoner „Sbornej” Siergiej Skorowicz przed tym spotkaniem był pewny wygranej swojego zespołu. – Jesteśmy zmotywowani i naszym celem jest zdobycie złotego medalu – mówił przed wylotem do Lublany.

Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Polacy świetnie grali zwłaszcza w defensywie i umiejętnie rozbijali ataki przeciwnika.  Sami też mieli kilka okazji bramkowych, a najbliżej wpisania się na listę strzelców był Mikołaj Zastawnik.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Fantastycznie w naszej bramce spisywał się zaledwie 19-letni Michał Kałuża. Taki wynik utrzymywał się do 36 sekundy. Wtedy na prowadzenie wyszli Rosjanie po bramce zdobytej przed Iwana Cziskałę.

Zdeterminowani Polacy grali do końca i na 9,4 sekundy ich upór został nagrodzony. Do wyrównania doprowadził Michał Kubik. – To był typowy odruch. Wiedziałem, że mamy mało czasu, bo podczas gry w przewadze kontrolowałem czas. Było sporo miejsca na uderzenie więc podjąłem decyzję... no i udało się -  dodał na zakończenie zdobywca bramki.

Ostatecznie wynik meczu już się nie zmienił i sensacja stała się faktem. - Polska zremisowała z Rosją 1:1 zdobywając tym samym historyczny punkt w finałach Mistrzostw Europy. - Wiedzieliśmy z kim gramy. Ten mecz mieliśmy w głowie już od jakiegoś czasu, w końcu to są mistrzostwa Europy – podkreśla Artur Popławski, który w defensywie był nie do przejścia.

- Nie kalkulowaliśmy tylko chcieliśmy wyjść na ten mecz jak na wojnę! Determinacji i woli walki nie mogło nam w tym meczu zabraknąć. Cieszy postawa całej drużyny, wykonaliśmy tytaniczną pracę i możemy w spokoju skupić się na kolejnym rywalu. Wiedzieliśmy, że Rosjanie będą długo przy piłce. Trener uczulał na to, że nie możemy się tym irytować tylko cały czas ciężko pracować i tak też było. Był to dla mnie szczególny mecz, bo 50 z orzełkiem na piersi, nigdy nie przypuszczałem, że będę mógł reprezentować swój kraj tyle razy – dodał na zakończenie wczorajszy jubilat.

Mecz z Rosją był znakomicie rozegrany pod względem taktycznym. Polacy byli świetnie przygotowani pod względem fizycznym i znakomicie wytrzymali trudy tego spotkania fizycznie.

- Zrealizowaliśmy plan taktyczny na ten mecz, choć zdajemy sobie sprawę, że też nie ustrzegliśmy się błędów – uważa Kubik. - Wynik nas bardzo cieszy. Pokazaliśmy wszystkim tym którzy skazywali nas na sromotną porażkę, że możemy osiągnąć taki wynik. Teraz przed nami drugi mecz i musimy się do niego należycie przygotować, a zwłaszcza odbudować fizycznie.

Punkt zdobyty w meczu z Rosją sprawił, że Biało-Czerwoni mają duże szanse aby wyjść z grupy. Niewykluczone, że awans do ćwierćfinału może już dać remis w czwartkowym meczu z Kazachstanem.

- Bardzo się cieszymy z tego wyniku z Rosją, ale też wiemy o swoich problemach – uważa trener reprezentacji Polski, Błażej Korczyński. - Jest to dobry wynik i szanujemy ten punkt. Do godziny dwudziestej czwartej była radość z dobrego występu, ale już po północy myślimy o Kazachstanie. To są finały Mistrzostw Europy i nie ma czasu na euforię po jednym meczu. To tylko może nas zgubić – podkreśla nasz selekcjoner.

Mecz Polska – Kazachstan w czwartek 1 lutego. Transmisja od 17:50 w Polsacie Sport.