Tym razem najlepsi mogą jeszcze zarobić sporo pieniędzy. Trzeba tylko zgromadzić najwięcej punktów w pięciu skokach nowego turnieju Willingen Five (kwalifikacyjny i cztery konkursowe), by cieszyć się z premii w wysokości 25 tysięcy euro. W tej dyscyplinie, to solidna nagroda.

 

Nie wszyscy się jednak na nią skusili, zabraknie olimpijskiej kadry Austriaków i Japończyków. Tym pierwszym nic się nie udaje, więc trener Heinz Kuttin postanowił, że zaryzykuje, odpuści ostatnie zawody przed igrzyskami i może chociaż Stefan Kraft, najlepszy w minionym sezonie, pokaże wreszcie na co go stać.

 

Przed laty, konkretnie przed mistrzostwami świata w Predazzo (2003) podobny manewr zastosował Apoloniusz Tajner, ówczesny trener polskich skoczków, który zabrał Adama Małysza na treningi do Ramsau zamiast do Willingen, i był to strzał w dziesiątkę. „Orzeł z Wisły” zdobył we Włoszech dwa złote medale.

 

Stefan Horngacher na szczęście nie musi szukać takich rozwiązań. Nieudany występ Kamila Stocha w Zakopanem uznał słusznie za wypadek przy pracy. Dzień wcześniej przecież najlepszy polski skoczek ustanowił rekord Wielkiej Krokwi i wydatnie pomógł kolegom wygrać konkurs drużynowy.

 

W Willingen zobaczymy więc oprócz Stocha: Stefana Hulę, Dawida Kubackiego, Macieja Kota, Piotra Żyłę i Jakuba Wolnego. Pierwsza piątka bez względu na wyniki leci w poniedziałek do Pjongczang.

 

Cztery lata temu Kamil Stoch wygrał oba konkursy w Willingen, by kilkanaście dni później w Soczi sięgnąć po dwa złote medale na olimpijskich skoczniach. I nie był to pierwszy przypadek, gdy ci, którzy stawali na podium pod Muehlenkopfschanze święcili olimpijskie triumfy.

 

W 2006 złoto igrzysk w Turynie na dużej skoczni zdobył Thomas Morgenstern wyprzedzając swojego kolegę z reprezentacji Austrii, Andreasa Koflera. Wcześniej obaj stali na podium w Willingen w odwrotnej kolejności. Pierwszy był Kofler przed Morgensternem.

 

W 2010 roku Gregor Schlierenzauer, zwycięzca z Willingen zdobył w Vancouver trzy medale. Indywidualnie dwa brązowe, za Simonem Ammannem i Adamem Małyszem, oraz złoty w konkursie drużynowym. Czy zasada ta będzie obowiązywać w zbliżających się igrzyskach ?
Prezes PZN Apoloniusz Tajner niezmiennie wierzy w Stocha i drużynę. Co więcej jest przekonany, że już w ten weekend zobaczymy Polaków w olimpijskiej formie, co wróży wielkie emocje i sporo radości.

 

Zdaniem Tajnera, Muehlenkopfschanze jest dużym, trudnym technicznie obiektem, który nie wybacza błędów. To skocznia tylko dla orłów, selekcja jest na niej zawsze brutalna, a wygrywają naprawdę najlepsi. A podopieczni Horngachera, na czele ze Stochem, należą przecież do elity. - I postarają się to udowodnić, możemy być spokojni – mówi prezes, wieczny optymista.