Zapiski z tego, co działo się na parkiecie Staples Center:

- Przez 30 lat oglądaliśmy format, w którym  podczas Meczu Gwiazd NBA (ASG) rywalizowali ze sobą koszykarze konferencji Wschodniej i Zachodniej. Wprowadzona w tym roku zmiana  - James i Curry wybierają na tej samej zasadzie, na której tworzą się drużyny na podwórkach czyli bierz tego, z kim chcesz grać – została wymuszona coraz większą krytyką kibiców basketu narzekających na poziom meczu. Co ciekawe, to w jakiej kolejności wybierał LeBron, zostało ujawnione dopiero PO MECZU w Los Angeles. Kolejnośc wyboru Jamesa: Kevin Durant, Anthony Davis, Kyrie Irving oraz DeMarcus Cousins (zastąpiony z powodu kontuzji przez Paula George).  Zamiast spotkań wyjątkowo towarzyskich i cyrkowych (w dwóch ostatnich ASG drużyny zdobyły w sumie 369 i 374 pkt!), oglądaliśmy w niedzielę rywalizację zbliżoną do prawdziwej. 293 punkty w edycji 2018 roku to mniej aż o 81 pkt niż w 2017 roku, a trzypunktowa różnica między zwycięzcą i przegranym była najmniejsza od 2012 roku.
 
- Pierwsze 36 minut to nie była koszykówka jak w playoffs, bo taka nigdy w Meczu Gwiazd nie będzie, ale i tak mecz wyglądał znacznie lepiej  niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Ostatnie dwanaście minut to już gra na całego koszykarzy, z których żaden nie chciał przegrać. Nie chodziło nawet o to, że każdy zwycięzca dostawał 100 tysięcy, a przegrany „tylko’ 25. Te 100 000 dolarów to każda z gwiazd ASG i tak zarabia za każdy mecz w NBA, ale dumę najlepszych nie mierzy się w dolarach tylko w wygranych meczach.

- 33-letni LeBron, który w lidze gra lat szesnaście, jest chyba cyborgiem. Prawie triple-double (29 pkt, 10 zbiórek, 8 asyst) plus energia, która pociągnęła za soba cała druzynę w ostatnich piętnastu minutach meczu. LeBron jest zaledwie szóstym graczem Meczu Gwiazd z trzema lub więcej tytułami MVP i jest w bardzo dobrym towarzystwie: Bob Pettit i Kobe Bryant (po 4) oraz Michael Jordan, Oscar Robertson i Shaquile O’Neal (po 3).

- Przez większość meczu kibice i dziennikarze zadawali sobie pytanie, kiedy wyjdzie na parkiet Jimmy Butler, gwiazda Minnesoty Timberlwolves i jeden z najbardziej wszechstronnych graczy NBA. „Jimmy Buckets„ nie zagrał ani jednej minuty, co jest wydarzeniem dla gracza, który jest na ławce rezerwowych jeśli nie bez precedensu (obsługiwałem 16 Meczów Gwiazd i takiej sytuacji nie pamiętam), to na pewno bardzo rzadkim. Teorii było wiele (od zbyt dużej liczby imprez towarzyszących do przeziębienia), ale sam Butler powiedział po zakończeniu spotkania „że chciał odpocząć bo ważniejsze są jego występy w końcówce sezonu”. A dla pozostałych nie?

To, że Mecz Gwiazd to impreza zarezerowana dla VIP-ów, sponsorów i ludzi ważnych dla NBA, widać było najlepiej w ostatnich 120 sekundach. Bo jaki prawdziwy kibic wyszedłby, kiedy na tablicy wyników jest remis? Żaden, a w Staples Center zrobiło się pustawo, bo przecież trzeba uciec przed korkami...