W styczniu wyróżniający się w ekstraklasie zawodnik znalazł się w szerokiej, 24-osobowej kadrze ogłoszonej przez trenera Mike'a Taylora przed drugą serią spotkań eliminacyjnych. Jego nazwiska zabrakło jednak wśród 14 wybrańców amerykańskiego szkoleniowca, którzy przygotowują się do piątkowo-poniedziałkowej rywalizacji z Kosowem we Włocławku i Węgrami w Szombathely.

- Jestem młodym zawodnikiem, muszę jeszcze znacznie poprawić swoje umiejętności. Wiem, że jeśli będę nadal pracował, stawał się coraz lepszy, to przyjdzie moment, że trener mnie powoła i będę mógł pomóc reprezentacji - ocenił swoją sytuację zawodnik.

Obecny sezon, w którym kończy mu się kontrakt z Asseco, jest najlepszy w jego karierze. W gdyńskiej drużynie jest jednym z liderów. Świadczą o tym nie tylko statystyki - ze średnią 13,0 pkt i 12,6 rankingu eval jest drugi w zespole za Krzysztofem Szubargą (14,4 i 15,0), ale i postawa na boisku: waleczność, wszechstronność, energia.

- Na razie nie myślę o przyszłości. Chcę jak najlepiej skończyć ten sezon drużynowo i indywidualnie. Plan krótkoterminowy to wygrać najbliższe mecze, długoterminowy – znaleźć się w play off - przyznał.

Prowadzone przez trenera Przemysława Frasunkiewicza Asseco jest jedyną drużyną w ekstraklasie grającą wyłącznie w polskim składzie. Żołnierewicz nie narzeka jednak na brak zagranicznego wzorca w zespole.

- To naprawdę fajne doświadczenie. Jestem bardzo dumny, że mogę grać w drużynie składającej się tylko z polskich zawodników. Do tego uzyskujemy dobre wyniki, mamy dodatni bilans (11 zwycięstw - 10 porażek). Nie pamiętam, kiedy zdarzyło się w lidze, żeby w całości polska drużyna miała taki dorobek. Jeśli zaś chodzi o mentorów, mamy Piotrka Szczotkę i Krzysztofa Szubargę, naprawdę bardzo dobrych graczy – jest od kogo się uczyć. W dodatku trener jeszcze niedawno sam był zawodnikiem, kolegą z drużyny. Tym lepiej się znamy. Dlatego momentami gramy bardzo dobrą koszykówkę. Najważniejsze, że tworzymy kolektyw, bo wynik meczu nie zależy od jednego zawodnika tylko od całej drużyny - podkreślił.

Początkowo wcale nie było pewne, że najmłodszy z trzech braci Żołnierewiczów zostanie koszykarzem. Sportową karierę rozpoczynał od piłki nożnej.

- Mój najstarszy brat, Mateusz, grał w koszykówkę, ale drugi, Krystian, był bardzo dobrym piłkarzem, grał w Arce Gdynia, został najmłodszym w klubie debiutantem w ekstraklasie. Ze względu na kontuzję musiał jednak zakończyć karierę. Moje sportowe zainteresowania rozwinęły się dzięki braciom. Dużo czasu spędzaliśmy grając ze sobą, rozwijaliśmy się fizycznie. Zmieniłem dyscyplinę w momencie wyboru gimnazjum. Kierowałem się poziomem nauczania i wybrałem szkołę z angielskim i o profilu koszykarskim, współpracującą z GTK Gdynia. Decyzja okazała się słuszna. Z roku na rok robiłem postępy. W wieku 18 lat po dobrym finałowym turnieju mistrzostw Polski juniorów podpisałem kontrakt z Asseco. To był przełom - przypomniał.

Żołnierewicz będzie w piątek i poniedziałek kibicował reprezentacji rozgrywającej mecze z Kosowem i Węgrami. Zwłaszcza debiutującemu w drużynie narodowej seniorów środkowemu Asseco Mikołajowi Witlińskiemu.

- To mój bardzo dobry kolega ze szkolnej ławki, jeszcze z gimnazjum. W reprezentacji juniorów do lat 18 zdarzyło nam się awansować do Dywizji A mistrzostw Europy - zakończył Przemysław Żołnierewicz.

Piątkowy mecz Polska - Kosowo we Włocławku rozpocznie się o godz. 19.