Kamil Stoch jest wielkim mistrzem i nie trzeba tego specjalnie dowodzić. Po igrzyskach w Pjongczangu wrócił do rywalizacji w Pucharze Świata w wielkim stylu. W Lahti znokautował konkurentów latając w innej, swojej lidze i wszystko wskazywało na to, że podobnie będzie w Oslo. 

 

Wygrywał treningi, kwalifikacje, daleko latał w konkursie drużynowym w którym Polacy zajęli drugie miejsce za Norwegami, ale Stefan Horngacher, trener naszych skoczków, miał do Stocha pewne uwagi. Stwierdził, że lider turnieju RAW Air popełniał drobne błędy, a jego próby nie były perfekcyjne.


Mimo wszystko, gdy w pierwszej serii niedzielnego, indywidualnego konkursu Stoch skoczył 138 metrów, zdecydowanie najwięcej z całej stawki, niewielu było takich, którzy w tym momencie postawiliby na jego porażkę. Wcześniej oddał przecież najdłuższy skok próbny – 136 m. 

 

Tak się jednak stało. W drugiej próbie Stoch wylądował na 119 metrze i spadł na szóste miejsce. Miał zdecydowanie najgorsze warunki z całej stawki, tylko 0,20 m/sek pod narty. Zwycięzca Daniel Andre Tande (132 m) miał 0,89 m/sek, a trzeci Michael Hayboeck 1,04m/sek, co pozwoliło mu skoczyć 130,5 m.


Norwegowie Robert Johansson i Johann Andre Forfang, którzy zajęli miejsca czwarte i piąte też skorzystali z bardzo korzystnych warunków. Johanssonowi (129 m) wiało pod narty z siłą 0,87 m/sek, a Forfang (134,5 m) trafił na prawdziwy huragan: 1,33 m/sek.


Adam Małysz zapytany czy w tej sytuacji był to sprawiedliwy konkurs odpowiedział krótko: zabrakło fair play. Kamil Stoch unika takich sformułowań. Stwierdził, że jego zdaniem skok był dobry, ale poczeka jeszcze na ocenę Stefana Horngachera. Dodał tylko, że w czasie lotu poczuł, jakby ktoś pociągnął go za narty. I to był ten moment, który zadecydował o wyniku tej próby.


Stoch jeszcze nigdy nie wygrał w Oslo, wszystko wskazywało na to, że dokona tego po raz pierwszy. Najważniejsze jednak, że nie stracił prowadzenia w turnieju RAW Air w którym wyprzedza trzech Norwegów: Johanssona, Forfanga i Tande.


W klasyfikacji generalnej też jest liderem. Drugie miejsce zachował Richard Freitag (135 pkt straty), ale jego rodak, Andreas Wellinger stracił miejsce na podium. Zajął je Norweg Daniel Andre Tande (180 pkt straty).


W niedzielę wieczorem skoczkowie pojechali do Lillehammer, gdzie we wtorek rozegrany zostanie kolejny konkurs RAW Air. Ale już jutro seria próbna, Pamiętajmy, że do punktacji tego turnieju liczą się również kwalifikacje oraz konkursy drużynowe, więc wszystko jeszcze może się zdarzyć. Podobnie jak w walce o Kryształową Kulę. Rywalizację w Pucharze Świata kończyć będą loty na mamutach, najpierw w Vikersund, a później w Planicy. I tam właśnie Norwegowie, a szczególnie Daniel Andre Tande, aktualny mistrz świata w lotach, szukać będą swojej szansy na sukces.