Simmonsa z pierwszym numerem w drafcie "Szóstki" wybrały już w 2016 roku. Na debiut w NBA musiał jednak poczekać dodatkowe 12 miesięcy, bo w okresie przygotowawczym doznał złamania kości w prawej stopie.

 

Minionej nocy Australijczyk na swoim koncie zapisał 13 punktów, 12 asyst i 10 zbiórek, a jego zespół pokonał na wyjeździe New York Knicks 118:110. - To dla mnie po prostu surrealistyczne. Przez te wszystkie lata w lidze grało mnóstwo niesamowitych zawodników, a ja znalazłem się między Oscarem Robertsonem a Magiciem Johnsonem. Nie pojmuję tego - przyznał Simmons.

 

Na wyprzedzenie Robertsona nie ma już szans, bo do końca sezonu zasadniczego 76ers rozegrają jeszcze tylko 15 spotkań. 21-latek występuje na pozycji rozgrywającego, choć ma aż 208 cm wzrostu. - Jestem bardzo zadowolony, że zdecydowaliśmy się, żeby sprawdzić Bena właśnie na tej pozycji. Myślę, że będzie na niej grał już do końca kariery - przyznał trener Brent Brown.

 

Wszystko wskazuje na to, że m.in. dzięki Simmonsowi dla filadelfijskiego klubu wreszcie nadchodzą lepsze czasy. W tabeli Konferencji Wschodniej zajmuje szóste miejsce i prawdopodobnie po pięciu latach przerwy zagra w play off. W obecnym sezonie wygrał już 37 spotkań, czyli prawie tyle, co łącznie w dwóch wcześniejszych (38).

 

Oprócz Simmonsa, wyróżniającą się postacią jest też Joel Embiid. 24-letni Kameruńczyk uzyskał w czwartek 29 pkt i miał 10 zbiórek. Bardzo dobrze gra również urodzony w tym samym roku Chorwat Dario Saric - 21 pkt i 12 zbiórek.

 

W pozostałych meczach zwyciężali faworyci. Prowadzący w Konferencji Zachodniej Houston Rockets (54-17) pokonali we własnej hali Los Angeles Clippers 101:96, a najlepsi na Wschodzie Toronto Raptors (51-17) na wyjeździe wygrali z Indiana Pacers 106:99.

 

Z 11. wygranej z rzędu cieszyła się ekipa Portland Trail Blazers. Tym razem u siebie pokonała Cleveland Cavaliers 113:105. Ubiegłorocznym finalistom na nic zdała się świetna gra LeBrona Jamesa - 35 pkt i 14 zbiórek. Gospodarzy do triumfu poprowadzili C.J. McCollum - 29 pkt i Damian Lillard - 24 i dziewięć asyst.

 

Z kolei 19. kolejnej porażki doznali koszykarze Memphis Grizzlies (18-50), którzy we własnej hali ulegli Chicago Bulls 110:111. Najdłuższa seria przegranych meczów w historii klubu wyniosła 23 i zdarzyła się w sezonie 1995/96, kiedy zespół debiutował w NBA, a swoją siedzibę miał wówczas w Vancouver.