"Po rozpoczęciu działalności dość szybko postawiliśmy obóz drugi, chociaż na drodze Basków napotkaliśmy spore trudności techniczne. Latem jest może trochę łatwiej, ale też nie aż tak różowo. Przykładem jest zdobycie szczytu z Marcinem Kaczkanem w 2014 roku, natomiast po nas nikt już nie zdołał wejść, aż do 2017" - powiedział członek legendarnego "Wunder team", który na przełomie wieków dokonał serii najznakomitszych wspinaczek w historii o charakterze alpejskim, jak np. zimowe przejścia ściany Troll Wall w Norwegii, Grandes Jorasses w masywie Mont Blanc, Eiger w Alpach.

Gołąb zwrócił uwagę, że zimą znacznie rzadziej pojawiają się okna pogodowe, a jeżeli już to na bardzo krótko. Ponadto od bazy do szczytu pojawia się coraz bardziej meandrujący i nieprzewidywalny jet stream, ale o tym wszyscy himalaiści wiedzą od dawna. Problem w tym, że obecnie jet stream zachowuje się inaczej niż podczas poprzednich ekspedycji zimowych. "Samo jego słuchanie w bazie robi wrażenie" - podkreślił członek Klubu Wysokogórskiego Gliwice.

Kierownik narodowej wyprawy Krzysztof Wielicki powiedział po przylocie do Warszawy: "Wprawdzie wróciliśmy na tarczy, ale wrócili wszyscy, nikogo na górze nie zostawiliśmy i to jest najważniejsze. Trudno nie być szczęśliwym z tego powodu. Natomiast K2 ostrzegała nas, żeby zostawić ją w spokoju. Przypadki uderzeń kamieniami Bieleckiego, a zaraz po nim Froni nie były jedynymi, aczkolwiek najbardziej dotkliwymi. Każdy z kolegów dostał w jakąś część ciała, także i pakistańscy wspinacze. Jednemu uderzenie przepołowiło nawet kask".

Na konferencji prasowej po powrocie do kraju zdobywca Korony Himalajów i Karakorum podziękował uczestnikom wyprawy, którzy "dzielnie i cierpliwie walczyli, by osiągnąć cel, sponsorom, bez których to przedsięwzięcie nie mogłoby zostać zrealizowane, członkom komitetu organizacyjnego, a także licznym fanom, wspierających każdego z osobna i wszystkich razem".

Rzecznik prasowy Michał Leksiński dodał, że "zainteresowanie wyprawą na świecie było ogromne, a informacja o działalności Polaków na K2 dotarła do blisko 250 milionów osób".

24 lutego do ekipy pod K2 dołączył Przemysław Guła, nazwany przez uczestników ekspedycji doktorem Judymem, nie tylko z racji że jest doktorem nauk medycznych, ale ze swej posługi także dla tubylców. Specjalista chirurgii urazowej i medycyny ratunkowej przyznał, że miał co robić.

"Z chorobą wysokościową jest tak, iż nikt nie zna dnia ani godziny kiedy przyjdzie. Objawy miały nie tylko osoby z mediów, które przybyły do bazy, ale także pakistańscy tragarze. Oni zimą nie idą w góry, gdyż wypraw prawie nie ma o tej porze, dlatego wystąpiły u nich problemy aklimatyzacyjne. A w ogóle miałem w tym krótkim czasie mego pobytu ponad 20 interwencji, od obrzęków do ślepoty" - powiedział lekarz i ratownik TOPR.

Jak przyznał, fama o "cudownym leczeniu" doszła do wioski Askole, odciętej od świata, gdzie na wiadomość o zbliżaniu się karawany zbierał się tłum pacjentów. "Wszystkim nie mogłem pomóc, tam jest jeden felczer, myślimy o zorganizowaniu pomocy medycznej dla tych mieszkańców" - dodał krakowianin.

Z końcem grudnia pod wodzą Krzysztofa Wielickiego do Karakorum wyruszyli: Maciej Bedrejczuk, Adam Bielecki, Jarosław Botor (ratownik medyczny), Marek Chmielarski, Rafał Fronia, Janusz Gołąb, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Piotr Snopczyński (kierownik bazy), Piotr Tomala, Dariusz Załuski (filmowiec) i Denis Urubko. Na miejscu dołączyło do nich czterech bardzo dobrych - jak ocenił Wielicki - pakistańskich wspinaczy.

Pod koniec stycznia Urubko uczestniczył wspólnie z Bieleckim, Tomalą i Botorem w akcji ratunkowej na Nanga Parbat (8126 m). Udało im się ocalić francuską alpinistkę Elisabeth Revol, natomiast jej partner wspinaczkowy Tomasz Mackiewicz pozostał na wysokości ok. 7200 m.

Z początkiem lutego z powodów rodzinnych do kraju musiał wrócić Botor, a dwa tygodnie po nim Fronia, u którego doszło do pęknięcia przedramienia w wyniku uderzenia samoistnie spadającym kamieniem w trakcie podchodzenia do obozu pierwszego na 5900 m drogą Basków. Nieco wcześniej w podobny sposób urazu twarzy doznał podczas wspinaczki do "jedynki" Bielecki, który po kilkudniowej przerwie powrócił do działalności górskiej.

Po tych wypadkach Wielicki podjął decyzję o przeniesieniu działań na klasyczną drogę pierwszych zdobywców przez tzw. Żebro Abruzzi.

K2 było atakowane zimą w ogóle tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.