Z całym szacunkiem, ale przekonanie, że 32-letni zawodnik, który strzelił 12 goli w lidze australijskiej i został tam piłkarzem miesiąca, uratuje nam skórę podczas mundialu w Rosji to chyba zbyt daleko posunięty optymizm. A opowieści o tym, że teraz to już wszędzie się świetnie gra w piłkę i Sydney FC, gdzie występuje Mierzejewski, na pewno nie odstaje powiedzmy od lidera naszej ekstraklasy Jagiellonii Białystok, z której powołanie dostał choćby młody Przemysław Frankowski też jakoś nie przemawiają.

Mierzejewski kilka lat temu sam wybrał sobie ścieżkę kariery, która niosła ze sobą wielkie prawdopodobieństwo zamknięcia drogi do kadry. Powiedzmy sobie wprost: ruszył w świat za pieniędzmi, spychając na drugi plan wielkie ambicje sportowe. Gra w takich klubach jak Al Nasr w Arabii Saudyjskiej, Al Sharjah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i teraz Sydney FC to droga do bardzo dobrych finansów i generalnie może imponować odwaga z jaką „Mierzej” poznaje różne zakątki świata, przyzwoicie tam sobie radząc. Nie ma co się na niego obrażać, można zrozumieć. Skoro jednak wybrałeś taka opcje to teraz nie rozpaczaj, że nie masz szans wystąpić na mundialu.

Parę lat temu Mierzejewski przyjeżdżał na zgrupowania kadry z Trabzonsporu z dobrej ligi tureckiej i niczym specjalnym nie imponował. U Nawałki zagrał raz i mocno go zresztą zirytował jakimś interpersonalnym zachowaniem. Trudno dać wiarę, że tak mocno rozwinął się w krajach arabskich i w Australii już po trzydziestce. Można by się jeszcze zastanawiać czy brać gościa do kadry, który wylądował gdzieś po drugiej stronie planety, gdyby wcześniej był częścią tej drużyny i jakoś tam się przyłożył do awansu.

W tym przypadku jednak nie ma o tym mowy. A Nawałka musi też dbać o jedność w drużynie, abstrahując też czasem od walorów czysto sportowych. Biorąc to pod uwagę lepiej jednak zrobi jeśli na mundial zaprosi jakiegoś młodziaka z naszej przaśnej polskiej ligi, z którego będziemy mieli pociechę jeszcze przez lata.