Najmłodsza z siostrzanego tercetu, absolwentka University of Texas w El Paso i Uniwersytetu Warszawskiego (psychologia), przebywa w Australii od kilkunastu miesięcy. Mieszka w Brisbane, gdzie pracuje jako trenerka i pomaga w wychowaniu dzieci starszej siostry Małgorzaty, jednej z najlepszych polskich koszykarek w historii, która zmarła nagle w maju 2011 roku właśnie w tym mieście.

 

- Chyba wszystkie dzieci w Australii uprawiają jakiś sport. Synowie Małgosi oczywiście też. Koszykówka, tenis, pływanie, dodatkowo starszy David, piątoklasista, gra w krykieta. Ta dyscyplina nie wywołuje moich emocji, ale Deduś (rodzinny pseudonim Davida - PAP) super wygląda w tym stroju, więc mam na co popatrzeć i kogo dopingować. Być może, jako ciocia, nie jestem obiektywna, ale to cudowne dzieciaki - powiedziała PAP Marta Dydek.

 

W lutym zadebiutowała w roli trenerki-asystentki reprezentacji stanu Queensland koszykarzy do lat 20 w mistrzostwach Australii. Trafiła do drużyny ze specjalnego programu wolontariatu. Namówił ją do tego jeden z doświadczonych szkoleniowców w tym stanie - Leonard King. Wolontariat to zresztą na antypodach bardzo popularna forma aktywności w różnych dziedzinach życia.

 

- Zostałam zaangażowana do zespołu U-20, dzięki czemu miałam okazję pracować z czterema zawodnikami z AIS (Australian Institute of Sports - PAP), czyli reprezentacji kraju. W mistrzostwach Australii zajęliśmy, na osiem drużyn, czwarte miejsce. To było dla mnie super doświadczenie. Zawsze myślałam, że najfajniej jest być zawodniczką i nie sądziłam, że rola trenera może sprawiać tyle przyjemności - wspomniała.

 

Polka pracowała m.in. Amerykaninem Brucem Palmerem, bardzo utytułowanym trenerem mającym renomę na antypodach i w USA. Przez wiele lat prowadził zespoły koszykarzy w lidze NBL w Australii, a obecnie współpracuje jako konsultant z NBA w Chinach.

 

- Możliwość współpracy z Bruce'em była ogromnym szczęściem i okazją do doskonalenia umiejętności w nowej profesji. Szkoda, że po tym turnieju zdecydował się przejść na emeryturę. To niezastąpiony, wyjątkowy mentor, z którym staram się utrzymywać regularny kontakt. Nasi stanowi zawodnicy to naprawdę świetne chłopaki - dwóch z nich jeszcze przed mistrzostwami podpisało umowy z uniwersytetami pierwszej Dywizji ligi NCAA w USA. Myślę, że w przyszłości czeka ich obiecująca, międzynarodowa kariera. Bardzo doceniam możliwość pracy z zawodnikami reprezentującymi tak wysoki poziom - zaznaczyła.

 

Dydek cieszy się, że w Australii udało jej się zakotwiczyć na dłużej, by móc nie tylko opiekować się siostrzeńcami, ale i spełniać marzenia zawodowe.

 

- Mam stałą pracę i dodatkowo zajmuję się trenowaniem młodzieży w dwóch prywatnych szkołach w Brisbane. W jednej - Saint Peter’s Lutheran College - prowadzę zespół dziewczynek w wieku 14-15, a w drugiej - Brisbane Boys College - 16-17-letnich chłopców. Praca z młodzieżą daje mega radość i energię! Aktywnie udzielam się jako trener-woluntariusz w stanowym szkoleniowym programie w Queensland i stąd angaż do reprezentacji U-20. Program mnie wciągnął, wręcz pochłonął i mam nadzieję, że będę kontynuować przygodę z najbardziej utalentowaną młodzieżą naszego stanu. Oprócz tego mój świat +kręci się+ dookoła kalendarza maluchów Małgosi i jej męża Davida..." - dodała.

 

Była koszykarka chwali sobie życie w Brisbane, nie tylko z powodów kontaktów rodzinnych.

 

- Gdyby nie dzieci Małgosi to na pewno bym nie wylądowała tak daleko od rodziny i przyjaciół w Polsce. Mam ogromne szczęście, bo trafiłam tu na cudownych, życzliwych i pozytywnych ludzi. Życie w Brisbane jest specyficzne, takie na luzie, ale bardzo mi odpowiada. Jest duże poczucie wspólnoty, działania razem, udzielania się w sferze publicznej. Rodzice bardzo angażują się w edukację i sport swoich pociech - pomagają trenerom i innym dzieciakom. Myślę, że my Polacy też mamy takie cechy, tylko czasami zapominamy o tym, jak fajnie jest, kiedy wszyscy sobie pomagają i działają razem - podkreśliła.

 

Serdeczność i pozytywne nastawienie do drugiego człowieka widać na każdym kroku, choćby podczas jazdy samochodem.

 

- Jazda w Brisbane to czysta przyjemność. Nie zdążysz nacisnąć kierunkowskazu, a już cię wpuszczają na inny pas, nawet podczas największych korków. Oczywiście zdarzają się różne sytuacje na drodze, ale ogólnie jest wszystko na luzie i z uśmiechem i to jest coś fantastycznego. Poza tym Brisbane jest pięknym miastem z cudowną pogodą przez cały rok. Mamy tu: upalne lato, gorące lato, ciepłe lato i chłodne lato. Kurtki nie istnieją w mojej szafie, a długie spodnie oraz bluzy nosi się tylko w chłodne lato i to wieczorami... - przyznała.

Urodzonej w Wołominie byłej koszykarce kadry brakuje nie tylko kontaktu z najbliższymi i przyjaciółmi, ale i atmosfery świąt zarówno Bożego Narodzenia, jak i Wielkiej Nocy. Na te pierwsze przylatuje do Polski.

 

- Takiej atmosfery jak w Polsce na Wielkanoc i Boże Narodzenie nie ma nigdzie indziej. W Brisbane mamy Polish Club, czyli restaurację i sklep, więc często udaje mi się kupić polskie potrawy takie, jak kiełbaska, pierogi, pączki, itp. Czasami gotuję z mamą korzystając z połączenia internetowego... Dzieci Małgosi są bardzo ciekawe Polski i chcą przylecieć tu, by spotkać się z całą rodziną, a zwłaszcza babcią, ciocią (Katarzyna Dydek, była koszykarka i obecnie trenerka - PAP) oraz starszą kuzynką, nie pomijając psa Guapy...

 

- Często opowiadam im jak wiele ludzi w kraju i na całym świecie lubiło ich mamę. Mówię im, że w Polsce mogą spodziewać się, że przyjaciele i znajomi Gosi będą patrzeć na nich z uśmiechem, opowiadać wiele ciekawych i śmiesznych historii związanych z nią związanych... - podsumowała.