Pindera: Na polu minowym

Sporty walki

Takie walki jak ta Tomasza Adamka z Joey’em Abellem pamięta się długo. Polsat Boxing Night w Częstochowie również zostanie zapamiętany z więcej niż dobrej strony.

Bałem się o Adamka przed tym pojedynkiem. Wiedziałem, że jest lepszym pięściarzem od siłacza z Minnesoty, ale walki z takimi kilerami jak Abell, to jest saperska robota. Przypomina chodzenie po polu minowym. Jeden nieostrożny krok i po wszystkim.

 

„Góral” miał tego świadomość, więc wyszedł do ringu skoncentrowany. Wiedział, że jest w formie, mówił mi też o tym dr Jakub Chycki odpowiedzialny za fizyczne przygotowania Adamka. Polak wniósł na wagę 102,750 kg, jego rywal był znacznie cięższy (115,400 kg samych mięśni). Chycki powiedział, że w dniu walki Adamek będzie ok 2 kg  cięższy. - Ale w niczym nie zmniejszy to jego  szybkości – zapewniał.

 

W starciach z takimi kolosami jak Abell szybkość ma ogromne znaczenie. Do tego chłodna głowa, co zdaniem Adamka jest darem od Boga. „Góral” w grudniu skończył 41 lat, ale wydolności mogliby mu pozazdrościć znacznie młodsi zawodnicy. Umiejętności i ringowego sprytu też. Amerykanin chyba nie sądził, że czeka go tak trudne zadanie, i że w efekcie dostanie takie lanie.

 

Pierwszy raz leżał na deskach w drugiej rundzie. Uderzony w tempo prawy krzyżowy Adamka trafił precyzyjnie w szczękę Abella. Od razu przypomniałem sobie kilka takich sytuacji: tak posłał na deski Jonathana Banksa, jeszcze w wadze junior ciężkiej czy Travisa Walkera w Newark, kiedy sam już spadał w przepaść. Tym razem kontrolował sytuację, pamiętał o obronie. Po pierwszych deskach Abell zrozumiał, że czeka go bolesna noc, ale chyba nie sądził, że scenariusz  będzie tak czarny.

 

Amerykanin nie lubi ciosów na korpus. Wystarczy obejrzeć jego pojedynek z Kubratem Pulewem. Adamek i jego amerykański trener Gus Curren doskonale o tym wiedział i od pierwszego gongu konsekwentnie szukał okazji, by tam właśnie lokować swoje uderzenia. W szóstym starciu Abell był liczony po takim właśnie, bolesnym ciosie na dolne partie. I to był początek końca. W siódmej rundzie, gdy Amerykanin znów padał na deski, sędzia ringowy Daniel van de Viele przerwał pojedynek.

 

Wypełniona do ostatniego miejsca Arena Częstochowa była w tym momencie jednym, wielkim krzykiem radości. Tomasz Adamek nie zawiódł, stoczył najlepszą walkę w ostatnich latach. Osiem lat temu, gdy wygrywał w Ontario z Chrisem Arreolą pokazał swój najlepszy boks w wadze ciężkiej. W pojedynku z Abellem przypomniał sobie tamte czasy.

 

Co to oznacza na przyszłość ? Za wcześnie jeszcze, by się nad tym zastanawiać. Występujący pod banderą MB Promotions Tomasz Adamek raczej nie przejdzie teraz na sportową emeryturę. A jego kolejny rywal będzie notowany znacznie wyżej niż Joey Abell. Niech tylko już nie będzie mańkutem, bo Adamek nie lubi rywali leworęcznych. Ale ja widać potrafi pokonać i takich.

 

Nie zawiedli też Mateusz Masternak i Adam Balski (obaj waga junior ciężka) Pierwszy rozbił i zmusił do poddania cenionego Youri Kalengę, rewanżując mu się za porażkę sprzed czterech lat, drugi pewnie pokonał niebezpiecznego Rosjanina mieszkającego w San Diego, Denisa Graczowa.

 

Masternak jest coraz bliżej walki o mistrzostwo świata. W Częstochowie zdobył pas mistrza Europy WBO. Wcześniej czy później dostanie szansę, by bić się o bardziej prestiżowe trofea.

 

Ewa Brodnicka taki pas już ma. Jest mistrzynią świata WBO w wadze superpiórkowej i właśnie ten tytuł po raz pierwszy obroniła wygrywając po dobrej walce z Kanadyjką Sarah Pucek.

 

Gus Curren, 44 letni trener z Florydy może być dumny. Adamek, Balski, Brodnicka i Łukasz Wierzbicki, to jego zawodnicy. Wszyscy wygrali. Wierzbicki znów pokonał Michała Żeromińskiego, ale boksował o niebo lepiej niż pięć miesięcy temu, choć krew z rozbitego łuku brwiowego zalewała mu oko.

 

Po trzyletniej przerwie wrócił niepokonany Damian Jonak i wygrał z Argentyńczykiem Marcosem Jesusem Cornejo. Doznał w tej walce kontuzji prawej ręki, widać było na nim rdzę, ale dobrze, że wrócił.

 

Nieco więcej oczekiwałem po Robercie Parzęczewskim, który tym razem zaprezentował się przeciętnie, choć z Kanadyjczykiem Timem Croninem wygrał wysoko. Na pewno stać go na więcej.

 

W sumie naprawdę było co oglądać w Częstochowie. Organizator, Mateusz Borek może być zadowolony. Pełna hala, wspaniała atmosfera i dobre walki, czegoż chcieć więcej. A finisz był mistrzowski, zwycięstwa Masternaka i Adamka efektowne, choć mieli przecież trudnych, niebezpiecznych rywali.

 

„Górala” oklaskiwano na stojąco, wciąż wzbudza wielkie emocje, a kiedy Abell padał na deski, by ostatecznie zostać poddany, emocje sięgnęły zenitu. Takie chwile pamięta się długo.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze