To oczywiście mocno populistyczna teza i można by znaleźć mnóstwo innych bardziej adekwatnych przykładów, aby dopiec ludziom, którzy w różnych latach zarządzali warszawskim klubem.
 
A wrzawa, która się teraz podniosła w związku z tym, że Salah mógł grać w naszej ekstraklasie, a jednak nie zagrał to woda na młyn dla menedżerów, którzy teraz będą wciskać swój „towar” z większa intensywnością, z adnotacją: jak go nie weźmiecie, to będzie tak jak kiedyś z Salahem...
 
Podobnie rzecz się miała z Brazylijczykiem Paulinho, którego podobno nie chciał ŁKS, a dziś jest zawodnikiem Barcelony. Nikt nie chce pamiętać, że w ŁKS ten zawodnik rozegrał 17 spotkań, ale nie został, bo właścicielem jego karty zawodniczej był biznesmen z Litwy, który wyznaczył za niego zaporową w tamtym czasie cenę, której łódzki klub nie był w stanie zapłacić. Poza tym absolutnie nie zanosiło się, że akurat ten z licznej kolonii Brazylijczyków w naszej lidze poczyni taki postęp.
 
Po prostu nie wszystkie przypadki są oczywiste na wczesnym etapie kariery. Przecież Jose Mourinho nie docenił Egipcjanina w Chelsea, choć ten już był ukształtowanym zawodnikiem, a trener miał go u siebie na co dzień. Kiedy Salah wchodził na boisko jako zmiennik bardzo często grał po prostu słabo, choć dziś trudno w to uwierzyć. Czy gdyby „Special one” wiedział, że dziś Salah będzie warty 200 mln euro oddałby go na wypożyczenie? A Legii w tamtym czasie oferowano tak naprawdę anonima. Dlatego moim zdaniem nie powinniśmy się czepiać menedżerskiego sztabu klubu akurat o Salaha.
 
W kwestii wyrzutów sumienia nigdy już przecież nie zostanie przebita sprawa Lewandowskiego sprzed ponad dekady. Niedawno wraz z Mateuszem Borkiem mieliśmy okazję odbyć bardzo długą rozmowę z Robertem. I krok po kroku wspominał swoją przygodę z Legią.
 
Będąc w rezerwach Legii klub nie przedłużył mu kontraktu na mocy którego zarabiał... 1500 złotych miesięcznie. O tym, że ma się pakować poinformowała go sekretarka, a do załamanego chłopaka podszedł tylko by zapytać czy wszystko w porządku trener bramkarzy. Lewandowski już wtedy nie był żadnym „nołnejmem” tylko najskuteczniejszym na Mazowszu młodzieżowcem, ale po kontuzji.
 
Wyrzucony z Legii dostał ofertę gry w czwartoligowych Łomiankach, ale przyjął go pierwszoligowy Znicz Pruszków, tam natychmiast został królem strzelców i mógł już wybierać spośród ofert właściwie wszystkich klubów ekstraklasy. Legia też się zgłosiła i zaoferowała mu, aby... otrzaskał się w rezerwach.
 
Czyli Legia tak naprawdę nie skorzystała nawet z nadarzającej się możliwości naprawy kompromitującego zachowania.
 
Takie błędy polegające na niedostrzeganiu talentów, które ma się pod własnym nosem, braku szacunku dla swoich zawodników i podcinanie im skrzydeł kosztem sowicie opłacanych obcokrajowców są znacznie większym grzechem niż pominięcie najzdolniejszego nawet Egipcjanina.