Egipcjanin w półfinale Champions League potwierdził po raz kolejny, że jest w tym sezonie jednym z czołowych piłkarzy świata. Dwie bramki i dwie asysty przeciwko byłemu klubowi sprawiły, że The Reds są jedną nogą w finale Ligi Mistrzów. W sobotę jednak okazało się, że skrzydłowy… jest tylko człowiekiem.

Mimo ogromnej przewagi Liverpoolu, w barwach którego zabrakło między innymi Sadio Mane gospodarze nie zdołali pokonać bramkarza Garncarzy, Jacka Butlanda. Najlepszą sytuację zmarnował w piątej minucie wspomniany Salah, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Anglikiem po przejęciu Jordana Hendersona w środkowej strefie boiska. Egipcjanin w swoim stylu podciął piłkę, jednak nie zdobył swojej 32. bramki w tym sezonie Premier League. Zdziwieni byli nawet… komentatorzy angielskich stacji.

Liverpool tym samym znacząco oddalił się od wicemistrzostwa Anglii, bowiem traci do Manchesteru United dwa punkty i ma już dwa mecze rozegrane więcej. Po piętach zespołowi Kloppa drepcze też Tottenham, który po rozegraniu zaległych spotkań może przeskoczyć ekipę z Anfield. Wydaje się, że niemiecki trener całą uwagę skupia na sukcesie w europejskich pucharach.

Liverpool - Stoke 0:0

Liverpool: Karius; Gomez, Van Dijk, Klavan, Moreno; Alexander-Arnold (Milner 65'), Henderson, Wijnaldum; Salah, Firmino, Ings (Clyne 65')

Stoke: Butland; Zouma, Shawcross, Martins Indi (Sobhi 52'), Pieters; Shaqiri, Allen, Ndiaye, Bauer; Diouf, Crouch (Fletcher 65')

Żółte kartki: Van Dijk - Crouch, Diouf