Rok temu pod wodzą Ojrzyńskiego Arka sięgnęła po puchar, wygrywając w Warszawie z Lechem Poznań po dogrywce 2:1. Teraz znów doszła do finału PP, jednak ostatnio jest krytykowana za porażki w lidze.

„Celem głównym jest utrzymanie w ekstraklasie, ale puchar to fajny dodatek. Tak się złożyło, że zagramy z Legią, czeka nas ciekawe spotkanie. Od dawna mówiliśmy, że jesteśmy drużyną pucharową. Nasze mecze w Pucharze Polski, już od początku tego sezonu, były dramatyczne. Również ubiegłoroczny finał, później zacięty mecz o Superpuchar z Legią i emocjonujące potyczki w rozgrywkach UEFA. W środę wszystko może się zdarzyć. Nie popisaliśmy się w lidze, ale wpływ na to miały nasze mecze półfinałowe PP z Koroną Kielce” – przyznał we wtorek trener Arki.

Jego podopieczni przegrali aż pięć z sześciu ostatnich spotkań, z czego cztery z rzędu w ekstraklasie.

„Każdy mecz jest inny. Przegraliśmy cztery mecze w lidze, ale rok temu przed finałem byliśmy osiem czy dziewięć meczów bez zwycięstwa, w tym bodaj po sześciu porażkach, a jednak potrafiliśmy pokonać Lecha. Finał Pucharu Polski to nowy rozdział. Jutro zobaczymy inną Arkę, będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony” – zapewnił.

Jak należy zagrać, aby pokonać Legię?

„Trzeba być czujnym. Brak koncentracji i zdecydowania powodował, że w ostatnich meczach ligowych traciliśmy bramki. Ten mecz pucharowy trzeba zagrać mądrzej. Ostatnio tak właśnie zagraliśmy w półfinale z Koroną – na zero z tyłu, a gol w końcówce dał nam przepustkę do finału. Jesteśmy przygotowani, przecież niedawno graliśmy z Legią w lidze i pokonaliśmy ją 1:0. Wprawdzie u siebie, ale to też coś. Oczywiście pamiętamy, że Legia grała wtedy w nieco innym składzie niż teraz” – przyznał szkoleniowiec.

Trener Ojrzyński jest znany z tego, że mówi ciekawie i barwnie. Tak było również podczas wtorkowej konferencji prasowej na PGE Narodowym. Gdy jego podopieczni odpowiadali, że przyjechali tutaj po puchar, dodał bez namysłu: „Fajnie mówią, oby tak jutro zaprezentowali się na boisku”.

Z kolei zapytany o motywację finansową zażartował, uśmiechając się do siedzącego obok piłkarza Arki Adama Marciniaka:

„Adam to materialista, może dla niego ta nagroda finansowa jest ważna. Ale dla mnie pieniądze nie są istotne. Jesteśmy przed szansą obrony trofeum. To pokazuje, że jesteśmy ambitną drużyną. Nie każdego stać przecież na to, żeby dojść po raz drugi do finału. Pieniądze to tylko dodatek. Jeżeli zaś chodzi o serię zwycięstw lub porażek, w piłkę gra się po to, żeby zdobywać trofea, a nie wygrywać kilka meczów z rzędu” – zaznaczył.

Zwycięzca w finale otrzyma milion złotych, a pokonany – 200 tysięcy. Do tego dochodzą jeszcze premie za przejście poprzednich rund.

Mimo awansu do finału PP i praktycznie zapewnionego już utrzymania w ekstraklasie, nie wiadomo, jak długo trener Ojrzyński pozostanie w Gdyni.

„Co dalej ze mną? Nie wiem, co się stanie dziś wieczorem, a co dopiero później. Ja spokojnie podchodzę do tego, biorę życie takim, jakie jest” – stwierdził szkoleniowiec.

Jego podopieczni zdają sobie sprawę, że w środę faworytem będzie Legia, ale z drugiej strony rola obrońcy trofeum zobowiązuje…

„Presja jest taka sama jak przed ubiegłorocznym finałem z Lechem. Znów nie będziemy faworytami. Przyjechaliśmy jednak obronić trofeum i zrobimy wszystko, aby tego dokonać” – zapewnił Adam Marciniak.

„Mamy doświadczenie z tego stadionu. Chcemy z tego skorzystać i jutro wygrać” – stwierdził Krzysztof Sobieraj.

A Rafał Siemaszko, strzelec jednego z goli w ubiegłorocznym finale, dodał:

"Legia ma sporo trofeów. My niewiele i chcielibyśmy podnieść jutro ten puchar. Zobaczymy, co się wydarzy. W ubiegłym roku byliśmy w gorszej sytuacji, a jednak potrafiliśmy się odciąć od sytuacji w lidze i wygrać z Lechem. Liczymy, podobnie jak rok temu, na pomoc naszych fanów”.

 

Początek środowego finału w Warszawie o godzinie 16.00; transmisja – Polsat, Polsat Sport.