Polska Agencja Prasowa: Czego się pan spodziewa po tej rywalizacji?

 

Mike Taylor: To wyjątkowo ekscytujące półfinały, z udziałem czterech najlepszych zespołów po fazie zasadniczej. Najciekawiej zapowiada się rywalizacja Anwilu ze Stelmetem. Zespół z Włocławka chce powetować sobie niepowodzenia z zeszłego roku, gdy także startował do play off z pierwszej pozycji, a odpadł już w pierwszej rundzie. Obrońca tytułu ma dodatkowe wyzwanie, bo musi sobie radzić bez kontuzjowanych Kelatiego i Mokrosa. Ze szczególną uwagą będę obserwował jak radzą sobie w play off gracze drużyny narodowej.

 

Który z zespołów zdobędzie mistrzostwo?

 

Przeważa opinia, że mistrzem zostanie zwycięzca rywalizacji Anwilu ze Stelmetem, ale pamiętajmy, że mamy w półfinale dwie inne bardzo dobre drużyny – Toruń i Ostrów. Moim zdaniem, wszystko się może zdarzyć.

 

Ilu graczy powoła pan na zgrupowanie przed meczami z Litwą i Kosowem w kwalifikacjach mistrzostw świata?

 

To okienko jest inne niż poprzednie. Musimy zbudować drużynę niemal natychmiast. Nie będziemy powoływać wielu graczy. Będzie ich piętnastu.

 

Czy będą zmiany w składzie kadry?

 

Najważniejsze zmiany, jakie chcemy wprowadzić są takie, żeby byli w drużynie Adam Waczyński, A.J. Slaughter i Damian Kulig.

 

Ma pan pewność, że tym razem przyjadą i zagrają w reprezentacji?

 

To nigdy nie jest pewne, a wynika ze zwolnień zawodników przez kluby na mecze reprezentacji. Każda federacja staje przed takim problemem. Mam nadzieję, że to letnie okienko będzie bardziej korzystne dla nas. Robimy wszystko, by ci gracze byli razem z drużyną. To jej bardzo ważni zawodnicy.

 

Dziś nie wie pan, czy przyjadą, czy nie?

 

Sytuacja jest podobna do tej z poprzednich okienek. Chcemy ich, drzwi są otwarte. Mamy nadzieję, że uda im się dogadać w tej sprawie z klubami. Zachęcamy ich i wspieramy. Potrzebujemy tych zawodników.

 

Czy można się spodziewać nowych twarzy w reprezentacji? Na przykład Adama Łapety, szczególnie w sytuacji, gdy etatowy środkowy Przemek Karnowski mało gra w lidze hiszpańskiej.

 

Rozpatrujemy wiele opcji. Byliśmy blisko powołania Adama, gdy grał w Lietuvos Rytas Wilno (sezon 2015/16). W Ostrowie radzi sobie bardzo dobrze, ale też musimy zobaczyć, czy Karnowski jest obecnie gotowy do gry w drużynie narodowej, czy zmierza w dobrym kierunku. Każda opcja kadrowa jest otwarta. Na ten moment nie skreślam żadnego z kandydatów.

 

Czy to nie dziwne, że gracze których powoływał pan w ostatniej chwili, w trybie awaryjnym przed poprzednimi okienkami – Kamil Łączyński, Jakub Wojciechowski – poczynali sobie na boisku lepiej od doświadczonych i ogranych reprezentantów?

 

Mamy w kadrze sporą grupę zawodników, w których zainwestowaliśmy w ostatnich latach, których dobrze znamy, pracujemy razem już pięć lat, darzymy się zaufaniem i wierzymy w nich. Zdarza się, że dochodzą nowi gracze i coś dodają. Traktuję to jako pozytyw. Szczególnie w sytuacji, gdy konflikt z Euroligą nie pozwala wystawić do gry reprezentacji w optymalnym składzie.

 

Reprezentacja bardzo ostatnio rozczarowała w wyjazdowym meczu w Węgrami. Bardzo obawia się pan meczu z Litwą 28 czerwca u siebie? Może być kluczowy dla pana dalszej pracy z reprezentacją Polski…

 

Koncentruję się na tym, by jak najlepiej wypełnić swoje obowiązki w sytuacji, jaką mamy. Było w ostatnim czasie wiele spekulacji na mój temat. Uważam, że wciąż jesteśmy na drodze do awansu do drugiej rundy kwalifikacji MŚ. Mamy podobny bilans z Węgrami, ale korzystniejszą różnicę punktową w bezpośrednich spotkaniach. Nieważne, jakie byłyby wyniki – czy wygralibyśmy w Węgrami, czy pokonamy Litwę, a może się tak stać, ciągle mamy wiele pracy do wykonania w drugiej rundzie.

 

- Moje stanowisko jest takie: to jest proces dwuletni. Nieważne, co się zdarzyło w pierwszym czy drugim okienku – ocena pracy i rozliczenie powinno następować po dwóch latach, zakończeniu cyklu. Wciąż mamy okazję awansować po raz drugi w historii polskiej koszykówki do finałów mistrzostw świata, co ostatni raz zdarzyło się w 1967 roku. Jesteśmy w drodze. Oczywiście, potrzebujemy grać lepiej. Nikt tego bardziej nie chce niż ja i moi zawodnicy.