Euroliga. Maskoliunas: Udział w finale to wielki sukces

Koszykówka
Euroliga. Maskoliunas: Udział w finale to wielki sukces
fot. PAP

Darius Maskoliunas, dwukrotny mistrz Polski koszykarzy z Prokomem Sopot i mistrz Euroligi z Żalgirisem Kowno (1999) nie ukrywa dumy, że po 19 latach ponownie, tym razem jako trener, wystąpi z ekipą z Kowna w Final Four Euroligi. "Satysfakcja i wielki sukces" - powiedział.

Polska Agencja prasowa: Po 19 latach, gdy jako zawodnik zdobył pan mistrzostwo Euroligi z Żalgirisem w składzie m.in. z Tomasem Masiulisem i Czechem Jiri Zidkiem (Trefl Sopot) oraz obecnym szkoleniowcem reprezentacji Litwy Dainiusem Adomaitisem (Śląsk Wrocław, Anwil Włocławek), jedzie pan z klubem z Kowna ponownie na Final Four. Czy były emocje po końcowym gwizdku ostatniego meczu ćwierćfinałowego tegorocznej rywalizacji w Eurolidze z Olympiakosem Pireus, którą Żalgiris wygrał 3-1?

 

Darius Maskoliunas: Były oczywiście, choć trudno porównywać. Trochę lat minęło, byłem młodszy... Inaczej odbierałem ten wielki sukces jako koszykarz, inaczej patrzę na to, czego dokonaliśmy w tym sezonie w Eurolidze. Satysfakcja duża jest, na pewno. Myślę, że bardziej doceniam obecny sukces, jakim jest awans do Final Four. Teraz Euroliga jest dużo mocniejsza, a w play off grają same topowe drużyny. Dokonaliśmy czegoś niemożliwego.

 

Pierwszy szkoleniowiec Żalgirisu, wybitny zawodnik Sarunas Jasikevicius, mistrz Europy z 2003 r., płakał po ostatnim zwycięskim meczu nad Olympiakosem. A pan?

 

Przeżywałem tak jak on, ale nie okazywałem tak bardzo na zewnątrz. Nie chciałem kopiować zachowania Sarunasa..., ale wewnątrz była wielka radość.

 

Żalgiris startował z szóstej pozycji po sezonie zasadniczym i wyeliminował Olympiakos, trzeci zespół i finalistę rozgrywek z 2017 r. To się nie zdarza często w historii play off Euroligi.

 

Tak, dlatego doceniam bardzo to, co stało się udziałem Żalgirisu. W Eurolidze nie ma przypadkowych zespołów, każdy może wygrać z każdym. Mieliśmy dobry sezon, a ćwierćfinale naprawdę byliśmy lepsi w każdym z trzech meczów. Zasłużyliśmy na to. Nie było przypadku.

 

W półfinale Żalgiris zagra z obrońcą tytułu Fenerbahce Stambuł. Pana drużyna nie jest faworytem. Drugą parę tworzą CSKA Moskwa i Real Madryt. Gdyby był możliwy wybór (o rywalu decyduje układ drabinki) wolałby pan innego rywala?

 

Nie, bo nasza drużyna nie może się równać budżetem, potencjałem, z żadnym z tych zespołów, ze średniakami Euroligi też zresztą nie. Będziemy walczyć o wygraną, a Fenerbahce zagra pod presją, bo musi zwyciężyć - to wielka różnica. Jest taka polska piosenka: dopóki serce pełne marzeń. Z takim nastawieniem jedziemy do Belgradu, choć awans do Final Four jest sam w sobie wielkim sukcesem, to cud.

 

Kto jest faworytem drugiego półfinału Real - CSKA?

 

Nie wiem, daję pięćdziesiąt procent obydwu ekipom. Do Realu wrócił po kilkumiesięcznej przerwie Sergio Llull. To koszykarz bardzo energetyczny, dający wiele pozytywnych emocji zespołowi. Z kolei nie wiadomo w jakiej formie są w CSKA ostatnio kontuzjowani Nando de Colo i Kyle Hines.

 

Mimo, że w Prokomie nie gra pan od kilkunastu lat nadal bardzo dobrze mówi pan po polsku.

 

Dziękuję, ale słowa mi często uciekają z głowy. Na co dzień oczywiście nie mówię po polsku, ale mam, w nie tylko w Trójmieście, przyjaciół, znajomych, z którymi jest w kontakcie i rozmawiam od czasu do czasu.

jk, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze