Z meczów ZAKSY Kędzierzyn-Koźle najświeższy jest obraz finałowej porażki z PGE Skrą Bełchatów, ale to właśnie podopieczni Andrei Gardiniego zafundowali kibicom najpiękniejszy mecz tego sezonu w wykonaniu polskiej drużyny. Podczas Klubowych Mistrzostw Świata byliśmy dumni i zachwyceni, zwłaszcza po spotkaniu z Cucine Lube Civitanova. Choć w całej imprezie kędzierzynianie nie weszli nawet do najlepszej czwórki, to udało im się pozostawić dobre wrażenie po starciu z europejską potęgą. Mianem tym określamy zespoły z Włoch czy Rosji i wciąż czujemy, że to dla nas zbyt wysokie progi.

Od powstania Ligi Mistrzów, czyli od osiemnastu lat, kluby spoza tych dwóch krajów zwyciężały w tych rozgrywkach zaledwie trzy razy. Ostatni raz ponad dekadę temu triumfowało niemieckie VfB Friedrichshafen (prowadzone obecnie przez selekcjonera reprezentacji Polski Vitala Heynena). Powód wydaje się jasny... Nie ma co ukrywać, budżety czołowych włoskich klubów (Cucine Lube Civitanova, Sir Colussi Sicoma Perugia czy Pallavolo Modena) są o połowę, a nawet o 75 procent większe niż ich polskich odpowiedników.

ZAKSA, Skra czy Asseco Resovia mają w kasie od 2,5 do 3,5 mln euro, podczas gdy Włosi od 6 do 7 mln. Przede wszystkim posiadają też prywatnych właścicieli, którzy gdy trzeba dodatkowo wzmacniają klubowe kasy. Rosjanie budżety mają "z gumy", a możliwości Zenitu Kazań sięgają nawet 15 mln euro! I choć kolejny rosyjski gigant - Zenit St. Petersburg - rokrocznie ma do wydania tylko o około 3 mln mniej, to największe gwiazdy do swojego kraju ściągają Włosi. Zawodnikom takim jak Osmany Juantorena, Ivan Zajcew czy Earvin N'Gapeth płacą oni ponad 400 tysięcy euro rocznie, podczas gdy występujący na polskich parkietach siatkarze (Mateusz Mika, Mariusz Wlazły) mogą liczyć na zarobki rzędu 250 tysięcy euro. Bezkonkurencyjni są Rosjanie, którzy graczom pokroju Matthew Andesona i Dimitriego Musersky'ego płacą ponad pół mln euro.

Na uwagę zasługują również kwoty transferów najlepszych siatkarzy do czołowych drużyn. Za transfer N'Gapetha do Zenitu Rosjanie zapłacili około 850 tysięcy euro, podczas gdy ściągnięcie Wilfriedo Leona kosztowało Perugię milion euro.

Pieniądze nie zawsze są najważniejsze, ale bez nich niemożliwe jest pozyskanie najlepszych zawodników. Polskie kluby musiałyby wydawać na nich ponad połowę swojego budżetu, a to ciężko nawet nazwać rozrzutnością. Można jedynie powtórzyć sobie w duchu, że "pieniądze nie grają" i przypomnieć mecz ZAKSY z KMŚ. Szkoda tylko, że na Lidze Mistrzów nie da się dobrze zarobić, bo wówczas pogoń polskich klubów za potentatami byłaby zdecydowanie łatwiejsza.

Materiał o pieniądzach w europejskiej siatkówce w załączonym materiale wideo.