Legia została mistrzem po raz trzeci z rzędu, choć tym razem w trakcie sezonu nie brakowało zawirowań w klubie. Dwa razy zmienił się trener, w październiku doszło do ataku kibiców na piłkarzy po przegranym 0:3 meczu z Lechem w Poznaniu, a jeden z podstawowych graczy Michał Kucharczyk został czasowo odsunięty od pierwszego zespołu i przeniesiony do drużyny rezerw.

 

"Ten rok był tak ciężki, że to mistrzostwo smakuje jeszcze bardziej słodko niż poprzednio. To historyczny tytuł, bo trzeci z rzędu - tego oficjalnie Legia jeszcze nigdy nie miała. Myślę, że wszyscy w klubie i kibice doceniają jeszcze bardziej to, że przeszliśmy przez naprawdę trudny okres i na końcu udało się determinacją, naszym genem zwycięstwa i walką do końca osiągnąć sukces" - powiedział Mioduski po odebraniu pamiątkowej statuetki od prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

 

Podobnie jak w dwóch poprzednich sezonach, tytuł Legia zapewniła sobie dopiero w ostatniej kolejce, tym razem po wygranej walkowerem z Lechem w Poznaniu, gdzie kibice gospodarzy doprowadzili do przerwania spotkania. Goście prowadzili wówczas 2:0.

 

Mioduski przyznał, że ewentualna dominacja Legii w polskiej ekstraklasie - taka jak np. Bayernu Monachium w Niemczech czy Juventusu Turyn we Włoszech - byłaby niekorzystna dla krajowego futbolu. - Z jednej strony oczywiście zawsze chcę, żeby Legia była mistrzem Polski, ale też zależy mi na tym, żeby to była jak najmocniejsza liga. Im lepszą mamy konkurencję, tym sami jesteśmy silniejsi. Wbrew temu, co powszechnie się mówi, poziom piłki w Polsce wcale nie jest taki słaby. Wystarczy porozmawiać z trenerami z zagranicy, którzy tutaj przyjeżdżają. Oni powiedzą, że to jedna z najtrudniejszych i najbardziej konkurencyjnych lig. Wyłączając te pięć czołowych lig, które są na trochę innym poziomie, nie mamy się czego wstydzić - podkreślił prezes Legii.

 

W niedzielę w ostatniej kolejce ekstraklasy spotkanie w Poznaniu zostało przerwane w 77. minucie przy wyniku 2:0 dla Legii, po tym jak kibice gospodarzy wrzucili na boisko race, a potem sami wbiegli na plac gry. Tego samego wieczoru zdecydowano o przyznaniu walkowera warszawskiemu klubowi, który zachował trzypunktową przewagę nad wicemistrzem Jagiellonią Białystok. - Cały czas czekaliśmy w szatni, bo decyzja miała być podjęta szybko. Było trochę radości, śpiewów, zabawy. Później jeszcze wyszliśmy do naszych kibiców, którzy na nas czekali. Dosyć humorystycznie zrobili repliki medali, które normalnie byłyby nam wręczane, i przekazali je wraz z pucharem piłkarzom. Było trochę śmiechu - relacjonował Mioduski.

 

Już przed rozpoczęciem meczu wiadomo było, że w przypadku zdobycia tytułu piłkarze Legii nie będą dekorowani na stadionie w Poznaniu. Feta mistrzowska ma się odbyć w poniedziałek o 17.30 na Placu Zamkowym. - W niedzielę wieczorem w Warszawie na stadionie mieliśmy małą celebrację z rodzinami i pracownikami klubu. To była długa noc, a dziś czeka nas kolejna - zakończył prezes Legii.