PAP: Po zdobyciu mistrzostwa i Pucharu Polski przeważa radość czy raczej ulga, że skończył się trudny i nerwowy sezon?

 

Arkadiusz Malarz: Radość z tego, że osiągnęliśmy założone cele mimo problemów po drodze. Ten dublet smakuje wyjątkowo. Jednak zdajemy sobie sprawę, że po krótkim odpoczynku czeka nas wiele pracy. Nie możemy popełniać takich błędów, jak w ostatnich miesiącach. Nie chcemy dopuścić, aby kolejny sezon był dla nas równie ciężki.

 

Ciężki, ale również dziwny...

 

Dziwny w tym sensie, że szybko pożegnaliśmy się z marzeniami o grze w Lidze Mistrzów. Potem odpadliśmy z walki o Ligę Europejską. Zaczęliśmy słabo, ale później też nie wyglądało to lepiej. Mieliśmy dużo upadków, po których się podnosiliśmy. Jednak najważniejszy jest osiągnięty cel.

 

Na komentarz, że Legia jest najsłabszym mistrzem od dekady, odpowiedział pan, że inni są jeszcze słabsi. To oznacza, że poziom ekstraklasy się obniża?

 

Tego bym nie powiedział. Powtórzę, że to był dziwny sezon i to najlepsze określenie. Sytuacja w tabeli zmieniała się co kilka kolejek. Przecież w końcówce rundy zasadniczej nie było widać zdecydowanego lidera. Pomimo nie najlepszego sezonu i 11 porażek, osiągnęliśmy zakładany cel. Pokazaliśmy charakter, bo kiedy było ciężko, potrafiliśmy się otrząsnąć, zmobilizować i dać z siebie maksimum. Sukces osiągnięty w takich okolicznościach sprawia więcej radości.

 

Czyżby mentalności i siła psychiczna zdecydowała o waszym sukcesie?

 

Rzeczywiście mieliśmy mocne głowy, szczególnie w rundzie finałowej. Przecież w pierwszej kolejce tej fazy wszystkie trzy zespoły walczące o mistrzostwo przegrały. Później jednak nie mieliśmy sobie równych, bo zanotowaliśmy tylko jeden remis. Trzeba pamiętać, że z Lechem i Jagiellonią, które nas wyprzedzały, graliśmy na wyjeździe. Jesteśmy dumni, że zrobiliśmy to, co do nas należało.

 

Czy z perspektywy czasu zmiany trenerów przyniosły efekty?

 

Zaczęliśmy wygrywać, więc można powiedzieć, że przyniosło to zamierzone efekty. Nie ma sensu +gdybać+, co by się stało, gdyby nie zmieniono tych trenerów. W tym sezonie tak wiele się działo, że dokonaliśmy czegoś niesamowitego zdobywając mistrzostwo trzeci raz z rzędu. Zapisaliśmy się w historii klubu. To jest nagroda za wiarę do końca.

 

Prezes i właściciel Legii Dariusz Mioduski powiedział, że prawdopodobnym błędem trenera Romeo Jozaka był fakt, że zbyt mało korzystał z wiedzy swojego asystenta Deana Klafurica...

 

Ciężko mi się wypowiadać na ten temat, bo nie wiem, jakie relacje panowały między nimi. Z Klafuricem przede wszystkim mieliśmy dużo indywidualnych rozmów. On dotarł do chłopaków i to było najważniejsze. Rozpracowywał przeciwne drużyny na wszystkie możliwe sposoby. To też było kluczowe.

 

W tym sezonie było kilka momentów zwrotnych. Najważniejszym z nich było zwolnienie Jozaka?

 

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że tak, ponieważ odnieśliśmy sukces. Nie chcemy w przyszłym sezonie doprowadzić do tego, aby wszystko rozstrzygało się dopiero w ostatnich kolejkach. Po prostu musimy grać równo, aby nie mieć takich wzlotów i upadków.

 

Sami byliście zaskoczeni tymi upadkami, bo po zimowym okienku transferowym wydawało się, że jesteście zdecydowanym faworytem rozgrywek?

 

Często się nad tym zastanawialiśmy i nie potrafiliśmy znaleźć konkretnej przyczyny. Trenowaliśmy jak wcześniej, graliśmy z pełnym zaangażowaniem i koncentracją, a jednak traciliśmy punkty. Nie wiedzieliśmy, dlaczego nie zaskoczyło.

 

Czy pana zdaniem w obecnym składzie Legię stać na awans do Ligi Mistrzów?

 

Wierzę, że tak. Ostatnie mecze pokazały naszą siłę. Musimy jednak poprawić mankamenty, których było sporo. Wszyscy mówią, że od tego sezonu będzie trudniej awansować do tych rozgrywek, ale może się okazać, że będzie łatwiej. Jestem optymistą. Wiele osób skreślało nas w tym sezonie, a jednak wyszliśmy obronną ręką. Ostatnio staliśmy się drużyną, którą kłopoty tylko bardziej mobilizują. Musimy jednak od początku grać na swoim poziomie.

 

Zawsze chętnie angażuje się pan w promocję sportu wśród dzieci. Na czym polega pańska rola w akcji "Zostań gwiazdą futbolu" organizowaną przez MiniMini?

 

Bardzo chętnie przystąpiłem do tej inicjatywy. Dzieciaki z całej Polski mogą nakręcić filmik i pokazać w internecie na co je stać, ale żeby to zrobić muszą się ruszyć z domu, potrenować, co już jest wartością i dlatego do tego zachęcam. Laureaci akcji wystąpią w telewizji, w nowym programie sportowym, więc warto spróbować.

 

Kiedyś dzieci miały inne możliwości, a zapału jakby więcej...

 

Ja jako dziecko mogłem tylko pomarzyć o takich możliwościach. Smuci mnie jednak, gdy jadąc na trening mijam puste orliki. Chcę pomóc zaszczepić dzieciom miłość do sportu poprzez zabawę i rywalizację. To będzie kształtowało je później jako piłkarzy, ale przede wszystkim jako ludzi. A akcja, w którą się zaangażowałem, skierowana jest do dzieci, ale i do rodziców. Bo często to nasza wina, że idziemy na łatwiznę i dajemy dziecku tablet czy inne urządzenie, aby mieć chwilę dla siebie. Mam dwójkę dzieci i z żoną potrafimy im aktywnie zorganizować czas.

 

Akcja skierowana jest do dzieci w wieku 4-8 lat. To odpowiedni wiek, aby zaszczepić im miłość do sportu?

 

Nawet młodsi mogą już ćwiczyć, bo w mojej szkółce grają dzieci od trzeciego roku życia. Trenują dwa razy w tygodniu i nie mogą się doczekać kolejnych zajęć. Widzę wdzięczność rodziców, bo te dzieci są spełnione i świetnie się rozwijają.