Apokalipsa na Stade de France

Piłka nożna

W trudnych warunkach rozpoczęli swoją mundialową przygodę Trójkolorowi. Mecz na Stade de France odbył się w apokaliptycznych warunkach klimatycznych, zarówno dla piłkarzy, jak i dla kibiców. Mimo niesprzyjającej aury na trybunach zasiadło ponad 70 000 widzów.

W pierwszym z trzech meczów przygotowawczych do MŚ Les Bleus gładko pokonali zespół Republiki Irlandii 2:0. Irlandczycy przypominali raczej trzecioligowców, praktycznie ani razu nie zagrozili bramce strzeżonej przez Steve’a Mandandę, który zastąpil kapitana Hugo Llorisa. Nie było widać u Irlandczyków tej tradycyjnej determinacji, do której nas przyzwyczaili. Didier Deschamps chciał wypróbować kilka wariantów, które częściowo się sprawdziły.

Ostatnio wiele krytyki spotkało linię obrony, jednak tym razem od początku na jej bokach zagrali Djibril Sidibé i Benjamin Mendy i to oni byli wielką satysfakcją selekcjonera, który na konferencji pomeczowej wyraził swoje zadowolenie z ich postawy: "Djibril wraca pomału do swojej normalnej dyspozycji, a Benjamin jakby ponownie debiutował po kontuzji. Zagrał sześćdziesiąt minut, bo nie było sensu ryzykować. Brakuje mu meczowego rytmu, to dla niego ważny etap" - skomentował powrót swoich etatowych zawodników na boki obrony. Na pytanie czy jego zespół spełnił oczekiwania, sternik Francuzów odpowiedział: "Nie chciałbym przesadzać, ale panowaliśmy nad sytuacją, zmęczyliśmy naszą grą Irlandczyków, w końcu zabrakło im sił. Pod względem intencji, ruchliwości i dyspozycyjności, wykonaliśmy kawał dobrej roboty".

Dobre wrażenie zrobiła trójka Kylian Mbappé, Olivier Giroud, strzelec 31 gola w kadrze (tyle samo ma Zinedine Zidane) i Nabil Fekir, którzy starali się grać widowiskowo i pomagać w akcjach ofensywnym bocznym obrońcom.

Na początku na ławce rezerwowych Trójkolorowych zasiedli tacy zawodnicy jak Griezmann, Pogba, Dembele, Lemar, Kanté, Thauvin czy Lloris. Szczęśliwy Deshamps, że może liczyć na tak bogatą kadrę. Deschamps chciał jednak zapoznać się z potencjałem, jakim dysponują jego pozostali kadrowicze i dlatego nie można wyciągać z tego meczu daleko idących wniosków.

W piatek na Trójkolorowych czeka juz rywal z wyższej półki, wielki nieobecny na mistrzostwach świata. Na Allianz Riviera w Nicei zagości bowiem reprezentacja Włoch Gianluigiego Buffona i będzie chciała udowodnić, że niesłusznie odpadła w barażach do mistrzostw świata. Francja - Włochy to zawsze smaczny kąsek, wielki klasyk, nie ma mowy o grze na zwolnionych obrotach. To mecz o duży prestiż.

Tadeusz Fogiel, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze