O kuriozalnej sytuacji przed rozpoczęciem gali w Legionowie opowiedział promotor Babiloński. Mający zadebiutować na zawodowym ringu Łęgowski w ostatniej chwili odmówił pojedynku z Karpecem. Początkowo starcie było umówione na sześć rund w limicie do 71 kg, jednak zaraz po ważeniu polski pięściarz miał... szantażować rywala, proponując mu mniejszy limit wagowy i cztery rundy.
 
Karpec, który przegrał siedem ostatnich pojedynków się zgodził, jednak Łegowski... wycofał się z pojedynku w ostatniej chwili. Sytuacja oburzyła nawet Mateusza Borka, który komentował ją na Twitterze:
 
 
- Z niczym takim się jeszcze nie spotkałem, w dodatku w dniu gali. Szkoda, że tej walki nie będzie, bo nastawialiśmy się na kawał dobrego boksu. Łęgowski lub jego zespół nie zgodził się na 150 gram ponad limit rywala, po prostu spakował się i wyjechał - opowiedział Babiloński.
 
- Chciał być twardym negocjatorem, ale mu nie wyszło. W walce o mistrzowski pas taka różnica wagi ma znaczenie, w takim pojedynku rezygnuje się wówczas ze stawki, jaką jest mistrzostwo świata. Ale w tym wypadku niepoważna historia - skrytykował zachowanie pięściarza Janusz Pindera.
 
Cała dyskusja w załączonym materiale wideo.