Maciej Turski: Andrzej Fonfara po dwunastu latach wrócił do Warszawy. Z taką publicznością, z takim wsparciem nie mogło być chyba inaczej?

 

Andrzej Fonfara: Publiczność i oprawa całej gali wywołały u mnie większą tremę niż sama walka. Dziękuję kibicom, doping był bardzo mocny, także dziękuję.

 

Jeśli chodzi o przebieg pojedynku, na pewno spodziewałeś się, że to będzie niewygodny rywal. Często zmieniał pozycję i to na pewno sprawiało sporo problemów.

 

Na pewno tak. Kiedy ustawiłem się do jakiegoś ataku, on zmieniał pozycję. Nie mogłem go złapać, bo był naprawdę dobrze przygotowany. Oczywiście, byłem silniejszy, ale w drugiej rundzie rozciął mi łuk brwiowy. To dało mi do myślenia. Nie myślałem już o taktyce, tylko o tym rozcięciu. (...) Ja wszystko widziałem, chciałem, żeby się wystrzelał, nie chciałem ruszyć na wariata, kilka razy go ładnie skontrowałem. Powoli dobierałem mu się do skóry. Kilka rund rozbijania i mogłem go skończyć całą serią ciosów.

 

Jesteś zawodnikiem, który uwielbia wymiany ciosów.

 

Oczywiście, że tak. W tej walce mogłem sobie na to pozwolić. W wadze cruiser nie mogę tak boksować. (...) Mam nadzieję, że dałem dobre show.