Pal licho, że część kibiców reaguje tak bezrefleksyjnie. Oby tylko nie udzieliła się to naszemu sztabowi trenerskiemu (najbardziej liczebnemu w historii), bo to byłby wstęp do kolejnej klęski. Jeśli trener nic nie zrobi, nie zareaguje, znów wystawi ten sam skład, to nie damy rady także z Kolumbią i z Japonią zagramy o honor.

 

Powiedzmy sobie wprost, to nie była żadna przypadkowa porażka. Taką, po jakiejś twardej walce moglibyśmy przełknąć i uznać, że się zdarza. Sęk w tym, że zespół zagrał beznadziejnie. Piłkarze poruszali się po boisku ospale, żeby nie powiedzieć jak muchy w smole. Brakowało świeżości, szybkości, ewidentnie odstawaliśmy fizycznie. Drużyna niby personalnie podobna do tej z eliminacji, ale jednak zupełnie inna. Jakby na zaciągniętym hamulcu. To jest właśnie najbardziej rujnujące nasze nadzieje, bo nikt nie oczekiwał aż takiego zjazdu. Można było spodziewać się drużyny trochę lepszej, trochę słabszej, ale chyba nie aż tak odbiegającej od naszych przyzwyczajeń. Przecież poza jednostkami (Michał Pazdan, Maciej Rybus) większość zagrała znacznie poniżej swoich możliwości. Właśnie na mundialu, gdzie mieli osiągnąć apogeum w swojej zawodowej drodze...

 

Niestety, zachodzi obawa, że stare demony wróciły i po raz kolejny przesadzono z intensywnością obciążeń podczas przygotowań. Nasza postawa była bowiem niemal identyczna jak w pierwszych meczach nieudanych turniejów w 2002, 2006, 2008 i 2012 roku. Wtedy też selekcjonerzy przedobrzyli. Teraz niby Adam Nawałka miał odwzorować sposób podejścia do mistrzostw sprzed dwóch lat, gdzie wreszcie się przełamaliśmy, ale słychać było, że jednak sporo dołożył. A piłkarze popracowali fizycznie dużo mocniej. Jeśli to prawda, że zbyt mocno, pozostaje minimalizować skutki.

 

Ale na pewno nie można spokojnie oczekiwać z założonymi rękami na drugi mecz z nadzieją, że nagle z Kolumbią ekipa w tym układzie zaskoczy. Trener Nawałka pokazał, że potrafi reagować już w trakcie meczu z Senegalem i na drugą połowę zmienił ustawienie. To zbyt mało, teraz trzeba pomyśleć o personaliach. Żelazny skład i przywiązanie selekcjonera do swoich żołnierzy tak skuteczne przez lata teraz ewidentnie przestaje działać (w tym kontekście jednak szkoda, że nie załapali się do Rosji młodzi, jak Sebastian Szymański czy Szymon Żurkowski). Sytuacja absolutnie dojrzała do tego, aby trener zerwał z przyzwyczajeniami i solidnie w składzie pogmerał. Być może już teraz potrzeba radykalnych działań (ofiar) i ruchów, które zaskoczą rywali.

 

Wierzę, że Nawałka to trener, który z kadrą nie doszedł jeszcze do ściany i potrafi to zrobić. Te pięć przed meczem z Kolumbią to kluczowy czas w jego pracy z reprezentacją.