Iwańczyk: Polacy, nic się nie stało!

Piłka nożna
Iwańczyk: Polacy, nic się nie stało!

Mentalnie – bez zastrzeżeń. Podziały w grupie – nie było. Atmosfera – wzorcowa. Przygotowanie taktyczne – lekcja odrobiona. Przygotowanie fizyczne – bardzo dobrze. Stałe fragmenty gry – pod kontrolą. Baza w Soczi – bez zarzutu. Zawodnicy – sztab trenerski zadowolony. Jest tylko mały problem: Polacy przegrali dwa mecze, z bilansem goli 1-5 zajmują ostatnie miejsce w grupie i jako jedna z najgorszych na razie drużyn z kolejnego mundialu wracają po trzech spotkaniach.

Obecności trenera Adama Nawałki i kapitana reprezentacji Roberta Lewandowskiego dziennikarze i kibice domagali się już po przegranej inauguracji z Senegalem. Na konferencje przybywali jednak bohaterowie drugiego planu, którzy niewiele mieli do powiedzenia, a już na pewno nie to, czy zespół narodowy trawią problemy, które za chwilę mogą wyrzucić go z mundialu. Poniedziałkowe wyjście najważniejszych ludzi tej reprezentacji miało więc charakter symboliczny – jeszcze przed ostatnim spotkaniem z Japonią miało być próbą podsumowania kolejnej utopionej imprezy w XXI w. Okazało się jednak, że właściwie nic się nie stało, dominacji rywali należało się spodziewać, być może nawet nie pasujemy do mundialowego towarzystwo, ale generalnie wszystko jest ok.


Reprezentacje poprzednich selekcjonerów momentów nam nie dostarczały. O ćwierćfinale Euro mogliśmy tylko marzyć, podobnie jak i o brawurowo przebrniętych eliminacjach, i to dwa razy z rzędu. Jest jednak subtelna różnica. Gdyby w kadrze wciąż grał Artur Boruc, czy np. Michał Żewłakow i odgrywaliby oni w drużynie kluczową rolę, powiedzieliby wprost, że mundial został spieprzony, a my piłkarze jesteśmy „patykami”, którzy po prostu nie dźwignęli zadania.


Cytuję słowa obu wspomnianych, jakie padały po przegranych imprezach. Być może nie pozwalały one wyciągać wniosków na przyszłość, ale przynajmniej oczyszczały atmosferę, ucinały spekulacje, dawały asumpt pod nowy początek kolejnych eliminacji.


Z obecną kadrą jest problem. Szczęściem już nie tylko wynikowy, bo to pierwsza zawalona impreza, ale z mechanizmami, które w niej obowiązują. Mam wrażenie, że PR-owe reguły nie pozwalają wyjść poza schemat. Nie wiem, czy narzucone, czy też wytworzone naturalne, ale wręcz groteskowe. I tak dowiedzieliśmy się dziś, że do mentalnego nastawienia zespołu nie można mieć zastrzeżeń. Podziały w grupie, o których mówią dziennikarze, są jedynie wymysłem. Generalnie atmosfera miała być wzorcowa i impregnowana na wyniki. Przygotowanie taktyczne to pieczołowicie odrobiona lekcja. Przygotowanie fizyczne, którego mankamenty widoczne były gołym okiem, też było/jest bardzo dobrze. Stałe fragmenty gry, do których przyczepiał się nawet Maciej Rybus, były pod kontrolą, względnie piłkarz w oficjalnej wypowiedzi popełnił „słowny lapsus”. Baza w Soczi – bez zarzutu. Zawodnicy – sztab trenerski jest z nich bardzo zadowolony. To tyle z trenera Nawałki, który publicznie uznał, że spotkania z dziennikarzami nie są miejscem na takie rozważania.


Głos zabrał i kapitan. Jego słowa obiegły już media, ale wybrzmiało z nich tyle, że polski futbol nie ma potencjału na mundial (Lewandowski też?), drużynie narodowej brakuje jakości (Lewandowskiemu też?), a piłkarze między wierszami ostrzegali nas przed tym. Słowem kapitan spostponował kolegów, bo sam usprawiedliwił się, że żyje z podań, a takich przez 180 minut nie dostawał, mając przy sobie dwóch, a nawet trzech przeciwników.


Nie należę do oszalałych kibiców, którzy widzieli w Polakach przyszłych mistrzów świata. Polski futbol ma ograniczenia, pierwsza reprezentacja wciąż przykrywa jego prawdziwe problemy, a nawet doskonale przygotowany turniej dla dzieci, którego finał oglądamy co roku na Narodowym, nie zastąpi systemowego planu. Takiego, który nie pozwoliłby później Lewandowskiemu i spółce narzekać, że nie wyszkolono go, by mijał pięciu i strzelał gole. Ale jest też coś takiego, jak poczucie odpowiedzialności. Zawaliłeś, uderz się w piersi, nawet jeśli drażni to twoją dumę. Zasada „to nie ja, to kolega” to domena uczniaków z podstawówki. Poważnym facetom nie przystoi.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze