Wimbledon: W podróży za historią, za Federerem

Tenis

Czas to kategoria ulotna. 36-letni Szwajcar Roger Federer skutecznie temu zaprzecza. W 2008 roku stworzył epicki, finałowy bój z Hiszpanem Rafaelem Nadalem na korcie centralnym Wimbledonu. Sympatycy tenisa liczą, że 15 lipca, w dniu finału mistrzostw świata w piłce nożnej, będzie powtórka. Los podarował im szansę.

Pulsowanie Wimbledonu. Termin, który użył przed laty Bohdan Tomaszewski potęguje wyobrażenie o majestatycznym turnieju przy Church Road w Londynie, szczególnie w pierwszych dniach The Championships. Wówczas na kilkunastu bocznych, mniejszych kortach toczy się rywalizacja tenisistów mających jedno marzenie: dostąpienia zaszczytu gry na korcie centralnym, a później triumfu w Wimbledonie. Zaszczyt tym większy, gdy z uwagą przypatruje się grze zawodników loża królewska. Roger Federer pierwszy raz zagrał na nim w IV rundzie w 2001 roku. Huragan braw niósł 19-latka do wielkiego sukcesu, zwycięstwa nad Amerykaninem Pete’em Samprasem w 5. setach. Schodzący z kortu Federer wysłał w kierunku rozentuzjazmowanej publiczności całusa. Wimbledon pokochał go na zawsze.

Historia lubi pomagać. Przychodzi na ratunek, gdy szukamy punktu odniesienia lub dokonujemy syntezy wydarzeń, których jesteśmy świadkami. Wizja romantycznego Wimbledonu roztaczała się nad All England Tennis and Croquet Club już w latach 70. XIX wieku, a więc co najmniej dwie dekady przed spotkaniem w paryskim Sorbonie przedstawicieli federacji sportowych, którzy wraz z baronem Pierre de Coubertinem mieli wskrzesić ideę nowożytnych igrzysk. Na przełomie XIX i XX wieku sport został zbudowany na fundamencie ducha rycerskości i stanowił uniwersytet moralnego doskonalenia. Z czasem zmieniła go komercjalizacja. Na największych stadionach co kilka, kilkanaście lat pojawiali się inni bohaterowie, podobnie było na korcie centralnym Wimbledonu. Nie sposób wymienić wszystkich jednym tchem, ale warto począć starania, aby zrozumieć dzisiejszą okładkę 12-stronnicowego dodatku do londyńskiego „The Times”.

Brytyjczycy postanowili umieścić na niej Rafaela Nadala, w bezrękawniku (signum temporis?) i Rogera Federera. W tytule pada pytanie o rewanż? Nieprzypadkowo. 10 lat temu Szwajcar Roger Federer po 5. wimbledońskich triumfach z rzędu grał o szósty. Przeciwnik już wtedy jawił się jako mistrz kortów… ziemnych, bo trawa była matecznikiem Maestro z Bazylei. 6 lipca 2008 roku na rozegranie najdłuższego finału Wimbledonu potrzebowali pięciu godzin bez dwunastu minut. Prawdziwy maraton. Reżyserem wydarzeń - deszcz, ponieważ nad kortem nie było jeszcze zasuwanego dachu. Na końcu szczęście Rafaela Nadala. Hiszpan wygrał 6:4, 6:4, 6:7(5), 6:7(8), 9:7. Złote trofeum grawerował przez 35 lat (1979-2014) Polak, Roman Żółtowski. Rafael Nadal odbierał je w blasku fleszy przy akompaniamencie księżyca. Wimbledon powoli tulił się do snu, ale tenisiści zdążyli zakończyć dżentelmeńską rywalizację przed egipskimi ciemnościami. Na kanwie wydarzeń z roku 2008 roku powstał film dokumentalny „Strokes of genius”. Uderzenie geniuszu jakie przez ponad dekadę prezentują Szwajcar i Hiszpan jest mistrzostwem najwyższej próby. W 2010 roku tenisista z Majorki drugi raz był najlepszy w Wimbledonie, po spotkaniu z Czechem Tomasem Berdychem. Natomiast duet szwajcarsko-hiszpański grał ze sobą w finale Wimbledonu również w 2006 i 2007 roku. Z tym drugim rokiem wiążę się zabawna historia, do której Helwet wraca z uśmiechem.

Na łamach branżowego, szwajcarskiego czasopisma „Style” można przeczytać interesujący wywiad z Rogerem Federerem. Pierwsze pytanie dziennikarki Niny Huber natychmiast przywołuje wspomnienia. - Jaki był Twój najśmieszniejszy moment na kortach tenisowych – pyta Huber. Roger mówi o ceremonii wręczenia pucharu za triumf w Wimbledonie 2007. - Kiedy wygrałem finał byłem bardzo podekscytowany i zdenerwowany. Chciałem założyć długie spodnie, które zostały zaprojektowane na ten turniej. Kiedy próbowałem włożyć ręce do kieszeni spodni, spostrzegłem że założyłem je odwrotnie. Było już za późno na zmianę – wspomina szwajcarski tenisista. Mistrz pozował do zdjęć w dość zabawnych okolicznościach. Warto podkreślić, że moment był dość osobliwy. Federer wygrał 5. raz z rzędu Wimbledon, a kronikarze tenisa nawiązywali do zwycięstw Szweda Bjorna Borga w latach 1976-1980. Nawiasem mówiąc Borg oglądał finał Federera z Nadalem z loży królewskiej. Wynik na korcie: 7:6(7), 4:6, 7:6(3), 2:6, 6:2. Wimbledon 2007 został zapamiętany również z innego powodu, niż triumf Szwajcara. Dach kortu centralnego był całkowicie otwarty. Poprzedni został usunięty na potrzeby remontu. Dziennikarz Chris Bowers wspomina o niewimbledońskiej atmosferze z tego tytułu.

Wracając do wywiadu Federera w „Style” na uwagę zasługuje szacunek jakim Szwajcar obdarza fanów. Jaką rolę pełnią dla Ciebie fani - pyta Huber. – Są niesamowicie ważni w mojej karierze. Fani tworzą dla mnie rodzaj domu, niezależnie gdzie jestem. Pomagają mi przy najcięższych porażkach i są ważnym powodem dla którego wciąż gram – komentuje Szwajcar, po czym dodaje, że bez nich już 6 lat temu mógł zakończyć karierę. Przykładem najwierniejszego kibica Federera jest Hinduska Sunita Sigtia, od kilku lat podróżuje za ulubionym tenisistą, między innymi na Wimbledon. W 2012 roku przekazała w Dubaju do rąk Szwajcara szmaragd Ganesha, symbol wszelkiego powodzenia, dobrobytu i obfitości.  Kilka miesięcy później Federer wygrał Wimbledon. Kiedy pojawiła się pierwszy raz na Wimbledonie? W momencie legendarnych wydarzeń, w 2008 roku. – Jak obejrzysz pierwszy raz Federera zostajesz uzależniony – opowiada portalowi Liveminit - Sigtia, dla której będzie to jedenasta z rzędu wyprawa do Londynu. Fanka uległa również powszechnej kulturze tatuaży i postanowiła, że na plecach będzie dzierżyć logo RF, a na prawym ramieniu kopię autografu Rogera Federera. To nie koniec, ponieważ gdy Szwajcar zakończy karierę, Hinduska planuje kolejny tatuaż, tym razem z liczbą wygranych Wielkich Szlemów. Na razie byłaby to dwudziestka.

- Jestem filantropem – tak Roger Federer w „Style” opisuje siebie, własną wrażliwość w stosunku do małych dzieci z afrykańskich, biednych krajów. Z jego inicjatywy powstała fundacja, która pomaga im w edukacji, a rozgrywanie charytatywnych meczów z udziałem chociażby założyciela Microsoftu przybliża do zebrania funduszy na ten cel.

O szczerej miłości fanów podczas kariery przekonał się również Rafael Nadal. W Rio de Janeiro kibice na korcie posługiwali się hasłem: jeśli tenis jest narkotykiem, to Rafa jest moim dealerem. Ciekawie było w Melbourne, gdzie fani porównali cenę piwa, a także biletu na kort Roda Lavera do bezcennej możliwości obejrzenia na żywo Hiszpana w bezrękawniku.  Miłość nie zna granic. Finał Federer – Nadal podczas Wimbledonu byłby wydarzeniem, kolejny raz w ich przypadku, historycznym. Oceanem radości dla kibiców. Rozstawienie im sprzyja, zagrają z „jedynką” i „dwójką” i są rzecz jasna w innych połówkach drabinki. Trener Hiszpana Francisco Roig mówił przed Wimbledonem o sytuacji, kiedy Federer poinformuje o zakończeniu kariery. Podobno Nadal miałby wówczas uczynić podobny krok…

Pierwszy w tegorocznym Wimbledonie zagra Roger Federer. O godzinie 13:00 czasu lokalnego zgodnie z obowiązującą tradycją, jako mistrz poprzedniej edycji otworzy turniej. Rok temu w trzech setach Federer pokonał Chorwata Marina Cilicia i ósmy raz triumfował.  Dzisiaj w I rundzie rozegra spotkanie z Serbem Dusanem Lajoviciem. Zanim panowie zagrają pierwszą piłkę, to polscy sympatycy tenisa pomyślą, jak co roku, o słynnym powitaniu: Halooo tu Wimbledon, które do mikrofonu Polsatu Sport mówił Bohdan Tomaszewski.

Michał Krogulec

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze