Obaj zawodnicy dotarli do finału po długich i wyczerpujących pojedynkach. W pierwszym meczu półfinałowym Kevin Anderson pokonał Johna Isnera 7:6 (8-6), 6:7 (5-7), 6:7 (9-11), 6:4, 26:24, po prawie siedmiogodzinnym maratonie. To drugi pod względem długości mecz w historii tego turnieju.

- Nie wiem, co powiedzieć w tym momencie. Gra w takich warunkach była naprawdę trudna dla nas obu. Na koniec masz wrażenie, że w tym spotkaniu był remis, ale ktoś musiał wygrać. Znam Johna od wielu lat, to świetny facet. Szczerze mówiąc, napędzał mnie swoją dobrą grą przez całą moją karierę – skomentował zmęczony tenisista z RPA.

Kilka chwil później na ten sam kort wyszli Novak Djokovic i Rafael Nadal. Ich mecz miał okazać się dwudniową batalią, przerwaną z powodu ciszy nocnej przy stanie 6:4, 3:6, 7:6 (11-9) dla Serba i wznowione w sobotę. Decydujący set długo nie przynosił rozwiązania, a widzowie mogli oglądać w ich wykonaniu efektowne zagrania. Djokovic ostatecznie pokonał Nadala 6:4, 3:6, 7:6 (11-9), 3:6, 10:8.

Djokovic powraca do formy po półtorarocznej przerwie. Rok temu poniósł porażkę już w ćwierćfinale brytyjskiego turnieju i zakończył sezon wcześniej z powodu kontuzji łokcia. Zaczął ponownie błyszczeć w maju tego roku, a dotarcie do finału Wimbledonu potwierdza, że czuje się na kortach coraz lepiej. Jeśli w niedzielę uda mu się wygrać, będzie czwarty na liście tenisistów, którzy mają na swoim koncie najwięcej wygranych w Wielkim Szlemie. Przed nim znajdą się tylko Roger Federer (20), Rafael Nadal (17) i Pete Sampras (14).

Na jego drodze do trzynastego wielkoszlemowego tytułu stanie rozstawiony z „ósemką” Anderson. To dopiero drugi finał Wielkiego Szlema w jego karierze, a jeśli uda mu się wygrać, będzie drugim najstarszym zawodnikiem, który dokonał tego w erze open. Dla 32-latka sam finał jest już sukcesem. Wygrywając w półfinale z Isnerem po raz pierwszy zapewnił sobie wejście do pierwszej piątki światowego rankingu. W zeszłym sezonie w finale w Nowym Jorku przegrał z Hiszpanem Rafaelem Nadalem. W Wimbledonie zaś jego najlepszym wynikiem była 1/8 finału.

Zawodnik z RPA ma za sobą znacznie cięższe mecze. Podczas gdy w ćwierćfinale reprezentant Serbii pokonał Kei Nishikoriego w dwie i pół godziny, Anderson grał z Rogerem Federerem ponad cztery. Pojedynek z Isnerem również może odbić się na tenisiście.

- Oczywiście chciałbym skończyć półfinał wcześniej, ze względu na regenerację. W niedzielę będę grał z jednym z najlepszych tenisistów wszech czasów – powiedział Anderson po półfinałowym spotkaniu.

Tenisiści mierzyli się w przeszłości sześciokrotnie. Aż pięć z tych meczów wygrał zawodnik z Belgradu, w tym oba dotychczasowe spotkania w Londynie - siedem lat temu w drugiej rundzie i w 1/8 finału w 2015 roku.

Spytany o to, czy uważa się za faworyta meczu, Djokovic odpowiedział, że trudno jest wskazać zwycięzcę finału.

- Kevin zdecydowanie gra najlepszy tenis w swoim życiu. Wygrał dwa wspaniałe pięciosetowe pojedynki. Sądzę, że nie ma wiele do stracenia i myślę, ze zaprezentuje mocny tenis– dodał.

Transmisja finału Anderson - Djokovic w Polsacie Sport. Początek o godzinie 15.00