Piękni i młodzi: Artur Siemaszko

Piłka nożna
Piękni i młodzi: Artur Siemaszko
fot. BI

W piątek początek nowego sezonu zarówno w Ekstraklasie jak i Fortuna 1 Lidze, więc w kolejnej odsłonie „Pięknych i Młodych” piłkarz, który idealnie łączy te rozgrywki. Artur Siemaszko w najwyższej klasie zadebiutował w Zagłębiu Lubin już w sezonie 2016/2017, ale nie miał szans na regularną grę. Przeniósł się na wypożyczenie na dobrze znany sobie teren do Olsztyna i pomógł Stomilowi w walce o utrzymaniu na zapleczu. Strzelił 11 goli i został wezwany przez „Miedziowych”. Ma dostać kolejną szansę.

Bożydar Iwanow: Jesteś bardziej związany z Dolnym Śląskiem czy z Warmią? Bo na jednym z portali jako miejsce urodzenia widnieje Wałbrzych…

 

Artur Siemaszko: Zdecydowanie z Warmią, z tym Wałbrzychem to jakaś duża pomyłka. Urodziłem się w Olsztynie i czuję się wychowankiem Stomilu, choć… tak naprawdę Orła Olsztyn, ale tego klubu już nie ma.

 

Jak trafiłeś do Lubina?

 

Po gimnazjum, w wieku 16 lat, pojawiała się taka opcja, głównie dzięki występom w reprezentacji młodzieżowej. Występowałem w meczach towarzyskich i choć nie grałem w nich za dużo zostałem zauważony. Obserwowano mnie też na nieoficjalnych Mistrzostwach Polski, gdzie wywalczyłem miano najlepszego zawodnika. Ale pierwszy kontakt miał miejsce po spotkaniu reprezentacji U16 trenera Mirosława Dawidowskiego. Odezwał się do mnie Jacek Jurkiewicz (odpowiadający za rekrutacją i skauting w Akademii KGHM Zagłębie przyp.BI).

 

Pierwsza próba zaistnienia w Ekstraklasie się nie powiodła. Pokazałeś się dopiero po powrocie do Stomilu. I wypromowałeś z powrotem do Ekstraklasy razem z innym młodzieżowcem, Wiktorem Biedrzyckim, który trafił do Górnika Zabrze…

 

Wypożyczenie do Olsztyna traktowałem przede wszystkim jako możliwość grania co tydzień na dobrym poziomie. I choć Stomil nie był w czołówce tak się złożyło, że wraz z Wiktorem trafiliśmy wyżej. Czasem warto zrobić – teoretycznie – ten krok niżej.

 

Nie miałeś zbyt dużej konkurencji w ataku. To ci pomogło w regularności grania co tydzień ale też wymagało wzięcia większej odpowiedzialności za losy zespołu, który był w beznadziejnej sytuacji.

 

Nie powiedziałbym, żeby do końca tak było. Przecież takie nazwiska jak Abbott czy Zahorski są wszystkim dobrze znane, i to nie tylko w 1 Lidze. Nie odbierałem tego w ten sposób, że mam pewne miejsce w składzie. A potem? Wiedziałem w jakim położeniu się znajdowaliśmy. Wiedziałem, czego ode mnie się oczekuje.

 

To, że wracałeś do rodzinnego miasta miało znaczenie?

 

Oczywiście, to też było istotnym czynnikiem kierunku wypożyczenia. Oferty były też z innych miast, ale spokojnie rozpatrywaliśmy je z rodziną. Ale tu miałem większe szanse. Jako młodzieżowiec i to stąd mogłem też dać klubowi punkty do Pro Junior System. Punkty i pieniądze. A wiemy jak z tym bywało ostatnio w Stomilu.

 

Nie jesteś tylko egzekutorem. Miałeś też kilka asyst.

 

Zawsze staram się pracować dla całej drużyny. Głównym celem było zdobywanie bramek ale jeżeli mogłem coś wykreować, kogoś obsłużyć dobrym podaniem to nie ma z tym problemu. Cztery razy się to udało. Ale najistotniejsze były i tak trafienia. W tej kwestii dużo od siebie wymagałem bo przecież jestem napastnikiem.

 

Rzadko kiedy młody piłkarz jest wyznaczony wykonywania jedenastek. Ty byłeś.

 

Numerem jeden był Grzegorz Lech. Ale z Górnikiem Łęczna mieliśmy taką sytuację: patrzę na Grześka, a znamy się nie od dziś, i widzę, że nie bardzo się „czuje”. Spytał się, czy chcę strzelać. Bez wahania podszedłem i od tego się zaczęło. Myślę, że Grzegorz widział, że zostawałem po treningach i ćwiczyłem ten element. Potem śmiał się, że musi mnie „młodego” promować, więc oddaje mi karne.  

 

Trener Kamil Kiereś cię chwalił, bo nawet cierpiąc na uraz przywodziciela zaciskałeś zęby i wychodziłeś na boisko.

 

Napędzało mnie to, że grałem u siebie, wiedziałem, że oczekiwania wobec mnie w Olsztynie są dość duże. To była końcówka sezonu, musiałem grać. Taki mam charakter. Oczywiście robiłem to z głową, żeby nie przytrafił się groźniejszy uraz. Dopóki mogłem biegać byłem do dyspozycji. Doktor Mariusz Siergiej aplikował leki przeciwbólowe choć da razy myślałem, że mimo to nie będę  w stanie pomóc. Ale „poszło”…

 

Jesteś młody, ale dobrze radziłeś sobie w kontaktach ze starszyzną.

 

To prawda. Z większością chłopaków znam się jeszcze z moich czasów juniorskich. Grześka Lecha, Piotra Skibę czy Janusza Bucholca pamiętam z mojego wcześniejszego pobytu w tym klubie. Do szatni wszedłem bez trudu. Finansowo nie było u nas za kolorowo, ale to atmosferą w szatni robi się wynik. Tym razem było to utrzymanie w lidze.

 

Na co liczysz w Lubinie?

 

Na co liczę….  Na regularne występy. Nie chcę sobie obiecywać za dużo. Potrzebuję czasu, tak było zresztą w Olsztynie. Ekstraklasa to na pewno inna piłka. Ja daje z siebie sto procent na każdym treningu i czekam na swoją szansę. Tak samo jeśli chodzi o kadrę U-21. Byłem już na konsultacji ale zmagałem się z kontuzją. Porozmawiałem z trenerem Czesławem Michniewiczem i chłopakami. Warunkiem kolejnego zaproszenia muszą być minuty i bramki. Jeśli to będzie się zgadzało, mam szansę.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze