Meksykanin Munguia jest jednym z najmniej znanych bokserskich młodych wilków, choć ma na koncie 29 zwycięskich pojedynków, w tym 25 wygranych przez nokaut. Ale dopiero ten ostatni, który zafundował Sadamowi Ali, znacznie starszemu i bardziej doświadczonemu olimpijczykowi z Pekinu sprawił, że zrobiło się o nim naprawdę głośno. Pamiętajmy, że Ali bronił w tym pojedynku pasa WBO, który zdobył pod koniec ubiegłego roku w starciu z odchodzącym na emeryturę Miguelem Angelem Cotto. Werdykt był wprawdzie dyskusyjny, nie brakowało opinii, że to słynny Portorykańczyk bardziej zasłużył na zwycięstwo, ale to już historia. Wydawało się, że Ali pocieszy się mistrzowskim tytułem dłużej, a tu nagle 21 letni Munguia wyskoczył jak diabeł z pudełka i go sponiewierał.

 

Meksykanin karierę zawodową zaczynał w wieku 16 lat, ale w tym kraju to norma. Bokserski świat usłyszał o nim w kwietniu tego roku, gdy szukano na gwałt rywala dla Giennadija Gołowkina. Wszystko z powodu dopingowej wpadki Saula Alvareza, który 5 maja miał stoczyć z Kazachem najbardziej kasowy pojedynek tego roku. W tej sytuacji naprędce wymyślono, że mógłby go zastąpić nieopierzony Munguia, chłopak z niższej kategorii (Gołowkin jest mistrzem wagi średniej).


Na szczęście dla młodego Meksykanina Komisja Sportowa Stanu Nevada ostatecznie nie wyraziła zgody na jego kandydaturę, za co później Munguia publicznie dziękował.


Dzięki tej decyzji dostał bowiem szansę zmierzenia się z mistrzem WBO wagi junior średniej, Sadamem Alim, gdy z powodu bliżej nieokreślonej choroby z walki z Amerykaninem jemeńskiego pochodzenia wycofał się Anglik Liam Smith. I tak oto Munguia zajął jego miejsce.


Komentowałem ten pojedynek i byłem zaskoczony tym, co pokazał 21 letni chłopak z Tijuany. To było jak wejście smoka. 12 maja ten młody, meksykański siłacz zmasakrował Alego. Na deski rzucił go już w pierwszej rundzie, by ostatecznie znokautować w czwartym starciu. Broniący tytułu Sadam Ali nie miał nic do powiedzenia, odbijał się o meksykańskiego wilczka jak od ściany, a każdy cios Meksykanina był zapowiedzią nadchodzącego nokautu.


Jaime Munguia ma znakomite warunki fizyczne (183 cm wzrostu), jest bardzo silny i nokautuje z obu rąk. Ale w wadze junior średniej nie ma już więcej tak słabych fizycznie mistrzów jak Ali. Liam Smith z pewnością też będzie trudniejszym rywalem od byłego już czempiona. A w niedalekiej przyszłości Munguia zamieni z pewnością kategorię na średnią i tam spotka się już z prawdziwymi siłaczami. Nie sądzę wprawdzie, by trafił kiedykolwiek na Gołowkina, bo ten do tego czasu zapewne zakończy karierę, bardziej prawdopodobne że pewnego dnia zderzy się ze swym rodakiem, Saulem „Canelo” Alvarezem. Najpierw jednak musi w sobotę poradzić sobie z Liamem Smithem, co nie będzie łatwe. Rodzina Smithów (czterech braci, oprócz Liama, są jeszcze starsi od niego Paul i Stephen, oraz młodszy Callum) jest boksersko bardzo uzdolniona, więc zadanie Munguia będzie miał trudne, ale wykonalne.


29 letni jeszcze Liam Smith (27 lipca skończy 30 lat) był już mistrzem WBO w tej wadze. Trzy lata temu sięgnął po ten pas wygrywając przed czasem z Davidem Ezequielem Romero w Liverpoolu. Stracił go 17 miesięcy później znokautowany w Arlington (Teksas) przez Saula Alvareza. Teraz spróbuje ten tytuł odzyskać walcząc z Munguią. Ale pamiętając to co ten młody meksykański wilk pokazał w starciu z Alim, stawiam na niego, bo ma naprawdę ciężkie argumenty w pięściach. Zdaje się, że znacznie cięższe niż słabszy fizycznie Anglik.

Skrót walki Ali - Munguia w załączonym materiale wideo.

 

Transmisja gali Munguia - Smith od 3.00 w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport!