Na inaugurację drugiego turnieju ELBS biało-czerwoni przegrali z Włochami 4:8. To była trzecia porażka z rzędu podopiecznych Marcina Stanisławskiego, którzy za wszelką cenę potrzebowali odbudowania.

Rywal był trudny, bowiem w Mińsku przyszło im się mierzyć z gospodarzami, reprezentacją Białorusi. W tej edycji ELBS wiodło im się znacznie lepiej, bo zaczęli ją od trzech zwycięstw i tylko jednej porażki. Ku zaskoczeniu kibiców to goście dyktowali warunki; już po pięciu minutach gry wynik otworzył Tomasz Późniak i to biało-czerwoni przez większość czasu byli na prowadzeniu.

Mimo przewagi 3:1 i 4:2 - jeszcze w ostatniej tercji, gospodarze zremisowali zdobywając kontrowersyjne bramki i doprowadzili do dogrywki. Trzy dodatkowe minuty również padły łupem Białorusi i to w najgorszym momencie. Na piętnaście sekund przed końcem czasu piekielnie mocno ze stojącej piłki uderzył doświadczony Ivan Kanstantsinau, a pika po koźle wykiwała Macieja Marciniaka. Trybuny eksplodowały, a biało-czerwoni nie zdołali doprowadzić do remisu. To czwarta porażka biało-czerwonych z rzędu.

 

Polska - Białoruś 4:5 (4:4 po regulaminowym czasie gry)