Piłka nożna

Liga Mistrzów i Liga Europy w Polsat Sport...

Bożydar Iwanow: Rozmawiamy krótko po obejrzeniu meczu Standardu Liege z Ajaksem Amsterdam w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Wicemistrzowie Holandii prowadzili na wyjeździe już 2-0, skończyło się na 2-2. To jakiś wyznacznik dla piłkarzy Jagielloni czy Lecha, co może ich czekać w konfrontacjach z belgijskimi klubami?
 
Mariusz Moński: Nie do końca. Standard gra trochę inaczej od drużyn flamandzkich, bardziej opierając się na szybkości i umiejętności dryblingu swoich graczy. Gent i Genk grają bardziej odpowiedzialnie. Nie ma takiego „szaleństwa” jak w wykonaniu Standardu i pewnie takich błędów w obronie nie będą popełniać.
 
Rywal Lecha, Racing Genk tracił po sezonie zasadniczym do lidera aż 23 punkty do Brugii. To przepaść. 
 
Trzeba brać pod uwagę, że po rundzie regularnej w Belgii dzieli się punkty, tak jak kiedyś u nas. Więc nikt – poza Anderlechtem - się z Brugią nie ścigał. Celem dla Genku i Gandawy były europejskie puchary. I to osiągnęli.. 
 
Polacy nie zawojowali ostatnio ligi belgijskiej. Jej pułapu nie przeskoczyli Filip Starzyński czy Rafał Wolski. Bazując także na tych faktach, polskie drużyny też powinny mieć olbrzymie problemy.
 
Ten drugi nie podbił tej ligi ze względów na braki fizyczne. Starzyński - bo miał problemy z adaptacją i zbyt wolną grę. Tam nie ma tyle czasu na podejmowanie decyzji, co u nas. Patrząc na aktualne transfery Lecha to klub z Poznania sięgnął po piłkarzy, którzy już potrafią grać po europejsku, więc powinno to wyglądać inaczej. Poza tym, ilu Polaków gra w pierwszym składzie Lecha? Czterech? W Jagiellonii jest podobnie. Ważne jest to, czy ci zagraniczni, szczególnie z Lecha, będą w stanie wznieść się wyższy poziom, zrobić tzw. różnicę. Tyle, że „Kolejorz” trafił na dużo silniejszego rywala niż Jaga. A zarówno Genk jak i Gandawa nie zagrają tak otwartego futbolu jak Rio Ave. Oba prezentują bardzo uporządkowany futbol.
 
Gdzie personalnie znajdują się ich największe atuty?
 
W Genku przede wszystkim środek pola, obok Brugii najsilniejszy w lidze. Defensywny pomocnik z Norwegii Sander Berge, za którego Sevilla oferuje 15 mln euro. Środkowy Rusłan Malinowski, Ukrainiec, który lewą nogą z wolnych ma nieprawdopodobną powtarzalność i każdy jego strzał niesie ze sobą zagrożenie. Lech musi unikać fauli przed szesnastką. Hiszpan Alejandro Pozuelo, którego zmiennikiem jest Jakub Piotrowski. Do tego szybcy skrzydłowi. Lech przy grze trójką w obronie może mieć kłopot, tym bardziej, że boczni obrońcy też się włączają. Wahadłowych z Poznania może czekać dużo pracy.
 
Jeśli mowa o Gent to w Polsce najbardziej znany jest oczywiście Vadis Odjidja-Ofoe. Miał nie grać, ale podobno już trenuje. To on miał być liderem w tym sezonie, ale zobaczymy. W mojej opinii kluczowi są jednak piłkarze ofensywni. Na środku ataku Nigeryjczyk Taiwo Avoniyi, wypożyczony z Liverpoolu, silny, nie do przestawienia. Roman Jaremczuk z Ukrainy czy Yuya Kubo to bardziej „podwieszeni” napastnicy niż typowi skrzydłowi.  Pozostali bardzo solidni, ale nie wybitni.
 
Jakub Piotrowski zapisał się dwiema asystami w rewanżu drugiej rundy kwalifikacji z luksemburską Folą Esch. W lidze jednak ostatnio nie zagrał. Co to dla niego oznacza?
 
Będzie grywał, ale mało. Jako zmiennik Malinowskiego bądź Pozuelo. Lub wtedy, gdy będą oni odpoczywać albo leczyć kontuzje. Innych szans na grę raczej nie ma. Z Folą po prostu zagrało mnóstwo rezerwowych.
 
Jak oceniasz szanse polskich klubów?
 
Powiem tak... Jagiellonia ma w teorii łatwiejszego przeciwnika, ale Lech po transferach wydaje się dziś silniejszy niż w ubiegłym sezonie. Być może i od „Jagi”.  Ale wydaje mi się, że drużyna z Białegostoku prędzej poradzi sobie z Gandawą niż Lech z Genkiem. Oba te kluby potrafią jednak przegrać w europejskich pucharach z dość przeciętnymi zespołami, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by się nie przestraszyć i mieć wiarę, że można ich przejść.
 
Transmisja z meczu Jagiellonia - KAA Gent już w czwartek od 19:20 w Polsacie Sport!