W stolicy Niemiec Duplantis skoczył 6,05 i ustanowił rekord świata juniorów. Drugi był startujący pod neutralną flagą 21-letni Rosjanin Timur Morgunow – 6,00, a brązowy medal wywalczył rekordzista świata, starszy o 10 lat Francuz Renaud Lavillenie - 5,95. Na kolejnych pozycjach uplasowali się Polacy, Piotr Lisek (OSOT Szczecin) – 5,90 i Paweł Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) - 5,80.

- Tyczkarze uraczyli nas fantastyczny spektaklem. To było niesamowite widowisko, które rozgrywało się na niebotycznych wysokościach. Pięknie skakał Morgunow, a jeszcze piękniej Duplantis. Szwed był w stanie uzyskać 6,10, ale nie było już takiej potrzeby. Przy takim poziomie trochę +pokrzywdzeni+ zostali nasi zawodnicy, bo przecież przed każdym konkursem można się zastanawiać, czy wynik 5,90 da złoty, czy srebrny medal. Bo trzecie miejsce to minimum – przyznał.

Szymczak zwrócił uwagę, że Morgunow, a szczególnie Duplantis, zaliczali poszczególne wysokości z dziecinną wprost łatwością.

- Szwed zrobił ze zdecydowanie najtrudniejszej lekkoatletycznej konkurencji bardzo prostą rzecz. Skakał pięknie, z naturalną łatwością. Kiedy się na niego patrzyło, można było odnieść wrażenie, że każdy jest w stanie pokonać poprzeczkę zawieszoną na wysokości sześciu metrów. Może też rodzić się inne pytanie. Dlaczego inni nie skaczą po 6,50, jeśli tak młody i niepozornych chłopak bez problemu zalicza 6,05? – dodał.

Gdański szkoleniowiec przekonuje, że mistrz Europy, podobnie zresztą jak Lavillenie, znacznie odbiega warunkami fizycznymi od przyjętego w tej konkurencji ideału.

- Przeczytałem, że Duplantis ma 181 cm, chociaż wydaje mi się, że jest niższy. Za idealny wzrost dla tyczkarza uznaje się 195 cm, czyli tyle, ile ma Lisek. Wyższy wzrost to większy zasięg ramion i wysokość uchwytu, co pozwala używać twardszych tyczek, w których drzemie więcej energii. Piotr jest bardzo sprawny oraz wszechstronnie przygotowany i może uchodzić za ideał współczesnego tyczkarza. Moim zdaniem jest tylko za bardzo posągowej budowy i ma 3-4 kg mięśni na dużo. Taką porcję dołożyłbym natomiast Szwedowi – stwierdził Szymczak.

70-letni trener zapewnia, że wychowanie klasowego tyczkarza wymaga wielu lat ciężkiej pracy. Legendarny Siergiej Bubka został mistrzem świata w Helsinkach w 1983 roku w wieku 20 lat wynikiem 5,70, a granicę sześciu metrów po raz pierwszy pokonał dwa lata później.

- Kiedyś w wojsku szukano utalentowanych sprinterów. Nie brakowało osób, które na żużlowej bieżni potrafiły przebiec 100 metrów w 10,5. To był czas mierzony ręcznie, co odpowiadało wynikowi około 10,8 przy pomiarze elektronicznym. Sprawny człowiek z ulicy jest w stanie skoczyć o tyczce trzy metry, ale na osiągnięcie przyzwoitego poziomu potrzeba czasu. Nie ma oczywiście jednego wzorca, jednak mniej więcej po ośmiu latach powinien dojść do 5,60 – zauważył.

Duplantisa trenuje ojciec, który legitymował się wynikiem 5,80. A pierwszy skok Armand oddał w wieku czterech lat.

- Trudno nazwać czteroletnie dziecko profesjonalnym sportowcem, ale myślę, że po czterech latach zajęć ogólnorozwojowych Armand wszedł w normalny trening. Taka pracę mógł jednak wykonać tylko z ojcem, bo przecież nikt nie powierzy takiego berbecia obcej osobie. Szwed jest bardzo szybki, ma świetną technikę i czuje tyczkę. Duplantis senior bezwzględnie wykonał świetną robotę, jednak ten chłopak dostał dar od Boga. Greg trenował także starszego syna Adreasa, który nic wielkiego przecież nie osiągnął - podsumował Szymczak.