Aleksandra Szutenberg: Co zaskoczyło w tych powołaniach?

 

Roman Kołtoń: Jerzy Brzęczek buduje w trudnych okolicznościach, bo nie ma rozbiegu, nie ma możliwości sprawdzenia w meczu towarzyskim. Musi eksperymentować w spotkaniu o stawkę, a w Lidze Narodów wypadałoby się przecież pokazać. Nie mówię, by awansować do turnieju finałowego - choć marzyć zawsze można - to zostać w dywizji A wśród dwunastu najlepszych ekip. Mamy cztery oficjalne mecze z Włochami oraz Portugalią, więc nie jest to łatwa sytuacja dla nowego selekcjonera.

 

Ma na kim budować reprezentację po swojemu?

 

Ma na kim budować. To nie jest tak, że nie ma fundamentu, bo jest w bramce Fabiański, Glik w obronie, Krychowiak w pomocy i Lewandowski w ataku. Jak dobrać piłkarzy do tych zawodników? Jest Zieliński, który miał być rewelacją mundialu, ale dopiero dojrzewa, by dopiero teraz brać na siebie odpowiedzialność, jeśli chodzi o reprezentację. Pierwsze koty za płoty, to pierwsze powołania nowego selekcjonera. Pamiętamy, jakich piłkarzy powołał Adam Nawałka i później już nigdy więcej tego nie zrobił. To jest tak, że próbuje. Chce pokazać pewnymi nazwiskami, że ma inne myślenie niż poprzedni selekcjoner. W wielu aspektach może się zgadzać, ale chce pokazać także innych piłkarzy - jak swoich podopiecznych z Wisły Płock.

 

Jakie są problemy tej reprezentacji?


Pierwszy problem to brak partnera dla Kamila Glika. Naturalnym wyborem był Jan Bednarek, który grał na mundialu, ale nie gra teraz w Southampton. Marcin Kamiński miał jechać za Glika na mundial, ale niedawno zmienił klub i jeszcze nie zagrał żadnego oficjalnego meczu. Dalej jest linia pomocy. Kiedyś rzuciłem, że "Polska skrzydłowymi stoi", ale teraz raczej nie bardzo... Grosicki niepowołany - to mnie trochę razi. A jest Błaszczykowski, a obaj przecież nie grają. Ich sytuacja jest podobna. Jeśli zaprasza się piłkarzy niegrających, a "Grosika" nie ma, to jest to problem.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.