Radwańska przegrała w poniedziałkowy wieczór w Nowym Jorku z Niemką Tatjaną Marią 3:6, 3:6. Tym samym po raz pierwszy pożegnała się z tym turniejem już po meczu otwarcia. W Wielkim Szlemie przydarzyło się jej to po raz czwarty w karierze. Kryzys związany ze spadkiem formy i częstymi kłopotami zdrowotnymi trwa u 29-letniej Polki już drugi sezon.

 

"Za długo trwa już ten regres. Fajnie by było, gdyby pojawił się przy niej ktoś nowy, nowe pomysły. Brakuje świeżości, czegoś nowego. Wszystko jest powtarzane. To już taki moment, że pojawia się przyzwyczajenie. Odnoszę wrażenie, że jest w tym takie przynudzenie - jeździmy wszyscy razem, od lat ten sam skład, rutyna" - ocenił sytuację wokół krakowianki Ostrowski.

 

Obecny rok będzie siódmym pełnym sezonem współpracy Radwańskiej i trenera Tomasza Wiktorowskiego. Drugim szkoleniowcem byłej drugiej rakiety świata jest jej mąż Dawid Celt. Ostrowski jest zdania, że zawodniczka powinna wzorować się na Kerber i dokonać zmiany w sztabie.

 

"Angelique miała genialny sezon z Torbenem Beltzem, a potem słaby i sięgnęła po kogoś nowego. I nie musi to być wcale najwyższa półka, ale może ktoś młodszy, pełen pasji, zaangażowania. Świeża krew" - argumentował szkoleniowiec tenisa.

 

Krakowianka słynie jednak z tego, że nie lubi zmian i ceni sobie stabilizację.

 

"Zmiana wydaje mi się mimo wszystko koniecznością. Gdyby pojawił się ktoś młody z nowymi pomysłami... Kerber dzięki temu wygrała w lipcu Wimbledon. Z Beltzem została numerem jeden w rankingu, ale mimo wszystko go potem zwolniła. Zaryzykowała i się opłaciło" - przekonywał Ostrowski.

 

Coraz częściej pojawiają się głosy, że Radwańska jest już coraz bliżej zakończenia kariery. Sama także w wywiadach nieraz podkreśla, że rozgrywanie często meczów, podróże oraz rywalizowanie z liczną grupą młodych oraz silnie uderzających rywalek jest dla niej coraz trudniejsze.

 

"Dlatego warto by było przynajmniej na zakończenie jeszcze raz spróbować. Jak tego nie zrobi, to się nie dowie, z czego wynika ta rutyna. Czy to kwestia sztabu, czy całego tenisa. Powinna powalczyć do końca i starać się na koniec sezonu wpuścić do sztabu trochę świeżej krwi" - zaznaczył ekspert.

 

Jego zdaniem duże znaczenie dla losów poniedziałkowego pojedynku miało bardzo dobre przygotowanie taktyczne Marii.

 

"Zagrała pod tym względem rewelacyjnie. Dopuszczała do maksymalnie czterech uderzeń w wymianie, nie dawała szansy +Isi+ na rozkręcenie się. Krakowianka lubi grać siłą przeciwniczek, o ile te uderzają mocno... ale też oczywiście nie za mocno. Niemka na taką grę jej nie pozwoliła. Za sprawa jej slajsów, to Agnieszka musiała uderzać, sama zaczynać. Skracanie wymian wybiło ją z rytmu. Nie mogła posyłać swoich najlepszych uderzeń, np. skrótów, bo nie było kiedy" - analizował.

 

Jak dodał, Maria zaskoczyła Polkę też serwisem.

 

"Demolowała nim wręcz. Nawet jeśli nie wygrywała nim bezpośrednio punktów. A przy serwisie +Isi+ bardzo szybko przejmowała inicjatywę, grając - mówiąc fachowo - uderzenia defensywne przy jednoczesnym ataku, czyli podcinała piłkę i szła do siatki. Wymuszała na Isi uderzenia i ta musiała z takiej niewygodnej piłki mijać" - zwrócił uwagę.

 

Ostrowski przyznał, że 70. w rankingu WTA Maria nie była "nie do ugryzienia".

 

"Oczywiście, były u Agnieszki szanse na przełamanie, ale rywalka bardzo dobrze skracała grę, a Polka nie potrafiła się w tym odnaleźć. To wszystko. Niemka na pewno dobrze przeanalizowała poprzednie spotkania z Radwańską, bo wcześniej dostała od niej straszne lanie. Isi ten poniedziałkowy mecz nie wyszedł i tyle. W takich kategoriach trzeba to oceniać" - podkreślił.