„Miałem szczęście do ludzi, którzy dołożyli swoje cegiełki do mojej zawodniczej kariery. I cieszę się, że wielu z nich przybyło do stolicy na mój występ na tak wspaniałym obiekcie. Do zawodowego grania w superlidze już nie wrócę, ale będę trenował młodzież w Drzonkowie i jeszcze rywalizował w zawodach pokazowych” – powiedział 43-letni Błaszczyk.

Jeden z najwybitniejszych polskich tenisistów stołowych, multimedalista mistrzostw Europy i kraju, z kibicami pożegnał się podczas drugiej edycji "Pingpongowego PGE Narodowego", zorganizowanej przez Polski Związek Tenisa Stołowego. To niezwykła impreza, z myślą o dzieciach i młodzieży, ale też dorosłych, amatorach – mająca na celu popularyzację tenisa stołowego. W sobotę na płycie PGE Narodowego rozstawionych było 100 stołów, na których grali i początkujący, i zawodowcy.

 

Błaszczyk zaprosił swoich rywali i jednocześnie przyjaciół Szweda Joergena Perssona (jeszcze niedawno razem grali w superlidze w Palmiarni Zielona Góra), Austriaka Wernera Schlagera i Samsonowa. Persson i Schlager to dawni mistrzowie świata, Białorusin – wicemistrz. Błaszczyk był mistrzem kontynentu w mikście z Ni Xia Lian (Luksemburg), zdobywał srebrne medale, m.in. w deblu z Tomaszem Krzeszewskim (oba sukcesy w 2002 roku) oraz brązowe.


„Widać nie był mi pisany medal ME w singlu czy medal igrzysk. W 2000 roku w Bremie, w ćwierćfinale mistrzostw Europy, prowadziłem z Chorwatem Zoranem Primoracem 2:1 w setach i 5:0 w czwartym... Ale z drugiej strony rozegrałem wiele znakomitych turniejów, a swoimi medalami z różnych imprez mógłbym obdzielić wielu zawodników. Jest mi bardzo miło, że mogę zakończyć karierę na PGE Narodowym, na tak świetnie przygotowanym evencie. Atmosfera jest znakomita” – podkreślił w rozmowie z PAP.

Zanim rozpoczął się turniej gwiazd, Błaszczyk i Norbert Stolicki dali pokaz umiejętności, grali np. trzema piłeczkami jednocześnie, Lucjan grał obiema rękami, raz prawą, raz lewą, a potem odbijał piłeczkę... żelazkiem.

W półfinałach Samsonow wygrał z Perssonem 2:1, a ponieważ ze względu na kłopoty transportowe spóźnił się Schlager, dlatego z Błaszczykiem zagrał 15-letni mistrz Europy kadetów w singlu i deblu Maciej Kubik. W trzecim secie Kubik wygrywał 5:3, ale ostatecznie zwyciężył rutyniarz. W finale Błaszczyk pokonał Samsonowa 2:0 (11:9, 11:7).

„Gdyby Lucek dysponował serwisem Tomka Krzeszewskiego, osiągnąłby jeszcze większe sukcesy, może zostałby mistrzem świata” – uważa były trener reprezentacji Stefan Dryszel.

Pałeczkę po mistrzu Błaszczyku, czterokrotnym olimpijczyku, ma szansę przejąć właśnie Kubik. W sobotę zmierzył się w pojedynku ze Schlagerem, ostatnim mistrzem globu pochodzącym z Europy. Austriak wywalczył tytuł w 2003 roku w Paryżu, czyli wtedy kiedy na świat przyszedł Kubik. „Cieszę się, że wygrałem z takim zawodnikiem 2:0” – przyznał Kubik, którego w niedzielę czeka debiut w superlidze w Olimpii-Unii Grudziądz.

Po zawodach Błaszczyk rozdał mnóstwo autografów i piłeczek oraz pozował do zdjęć. A wspomnieniom nie było końca... „Dwa razy z Tomkiem Krzeszewskim byli blisko medalu olimpijskiego, w 2000 i 2004 roku. Czasem brakowało mu zimnej głowy. Kiedyś tacy zimni i wyrachowani byli Szwedzi. I chyba dzięki temu oraz odporności psychicznej tak wiele osiągnęli w tenisie stołowym” – stwierdził Dryszel.

Persson wspominał swoje pojedynki przeciwko Błaszczykowi. „Rozegraliśmy wiele świetnych meczów, szczególnie pamiętam finał debla podczas ME w Bratysławie w 1996 roku (Persson i Jan-Ove Waldner pokonali Andrzeja Grubbę i Błaszczyka). A dziś spotykamy się na tak pięknym stadionie narodowym, na którym dodatkowo widownia jest na wyciągnięcie ręki”.

Popisy Błaszczyka i jego zagranicznych kolegów oglądało mnóstwo młodzieży. „Promocja tenisa stołowego na płycie głównego PGE Stadionu Narodowego to wydarzenie bez precedensu. To ważne, aby połączyć gwiazdy naszego sportu z młodzieżą, z amatorami. Trzeba mieć w życiu motywację, trzeba mieć wzorce, ale przede wszystkim należy ciężko pracować. W Azji sześć-osiem godzin dziennie to norma, więc my, chcąc im dorównać, nie możemy trenować o połowę krócej” – uważa prezes PZTS Dariusz Szumacher.

Podczas święta tenisa stołowego nie mogło zabraknąć również medalisty MŚ i ME Leszka Kucharskiego, partnera deblowego nieżyjącego Andrzeja Grubby.