Nikt nie żąda od Polaków powtórki sprzed czterech lat, wiedząc jaki jest układ sił. Faworytami są Rosjanie, Amerykanie, może jeszcze Francuzi i Brazylijczycy, którzy mają jednak kłopoty kadrowe. Polacy jeśli zaatakują, to z drugiego szeregu. Ale na poprzednich mistrzostwach świata też tylko niepoprawni optymiści widzieli ich na podium.

 

Owszem, wtedy mieliśmy Mariusza Wlazłego, był Michał Winiarski i Paweł Zagumny, ale w tego pierwszego, który wracał po długiej przerwie do reprezentacji nie wszyscy wierzyli. Ówczesny trener kadry Francuz Stephane Antiga też ledwo co zdjął krótkie spodenki zawodnika Skry Bechatów i gdyby nie pomógł mu Philippe Blain, doświadczony rodak, to kto wie jakby to się skończyło.

 

Efekt był zdumiewający i czego, by nie mówić, zaskakujący. Polacy zostali mistrzami świata, a Wlazłego uznano nie tylko najlepszym atakującym imprezy, ale też MVP turnieju.

 

Czy teraz też możemy liczyć na miłe niespodzianki?

 

Vital Heynen prowadzi naszą reprezentację dopiero od maja, tak jak wtedy Antiga. Ma w składzie kilku siatkarzy, którzy grali w tamtych mistrzostwach (Paweł Zatorski, Fabian Drzyzga, Piotr Nowakowski, Michał Kubiak, Dawid Konarski), ma Bartosza Kurka, który wypadł z niej w ostatniej chwili.

 

Dziś w zupełnie innym miejscu kariery jest Kubiak, kapitan tej drużyny i jej ostoja. Nie bójmy się tego określenia. Na Kubiaka można liczyć, jemu nie drżą ręce w ważnych momentach, jest liderem. I nawet jak ma słabszy dzień jest bardzo potrzebny tej drużynie, którą w specyficzny sposób dowodzi Heynen.

 

Takiego trenera jeszcze nie mieliśmy, jest inny niż wszyscy jego zagraniczni poprzednicy. Nie każdemu zresztą się powiodło, nie każdy doczekał, by poprowadzić nasz zespół w mistrzostwach świata. Raul Lozano był tym pierwszym, który wprowadził po latach braku wielkich sukcesów Polaków na salony, zdobywając z nimi tytuł wicemistrzów świata w 2006 roku w Japonii. Cztery lata później jego rodak, Daniel Castellani, choć w poprzednim sezonie sięgnął po pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Europy, poniósł klęskę, za co zapłacił stanowiskiem. Dziś już mało kto pamięta w jakich okolicznościach i jak wyglądały tamte mistrzostwa, gdzie włoscy organizatorzy bawili się regulaminem jak zabawką.

 

Andrea Anastasi, następca Castellaniego zaczął z przytupem, od trzeciego miejsca w Lidze Światowej i brązowego medalu mistrzostw Europy, choć miał poważne kłopoty kadrowe. Rok później Polacy wygrali Ligę Światową pierwszy raz w historii i zawiedli na igrzyskach w Londynie. Po kolejnej porażce na ME w 2013 roku Anastasi stracił pracę, a ten który go zastąpił (Stephane Antiga) dokonał cudu. Na organizowanych w Polsce mistrzostwach świata poprowadził naszych siatkarzy po złoty medal.

 

I to był koniec jego sukcesów. Przegrane ME rok później potraktowano z przymrużeniem oka, ale porażka w Rio de Janeiro (2016) sprawiła, że nie przedłużono z nim kontraktu.

 

Najkrótsza jest historia Ferdinando De Giorgiego. Wystarczyło, że potknął się podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy i już go nie było.

Teraz szansę spróbuje wykorzystać Vital Heynen, który cztery lata temu doprowadził Niemców do półfinału MŚ. Przegrali tam z Polakami, ale napsuli im sporo krwi, a w meczu o trzecie miejsce pokonali Francuzów.

 

Heynenowi co niektórzy zarzucają, że wciąż nie ma pierwszej szóstki, ale  być może on wcale takiej nie szuka. Ma 14 dobrych siatkarzy i zamierza z nich mądrze korzystać w długim, ciężkim turnieju jakim są mistrzostwa świata.

 

Ma za to kilka postaci, na których może się oprzeć. Numer jeden to oczywiście Kubiak, prawdziwy lider i dowódca na boisku. Coraz pewniejszy jest też 23-letni przyjmujący Artur Szalup, człowiek na trudne chwile. Wchodzi i bije, widać że się nie boi. Są naprawdę bardzo dobrzy środkowi: Nowakowski, Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski. Ten ostatni, najmłodszy, kapitan złotej reprezentacji juniorów, która wygrała wszystko co było do wygrania, w debiucie był rewelacją Ligi Narodów, świetnie grał w kilku towarzyskich meczach reprezentacji. Na libero Zatorskim belgijski szkoleniowiec też może polegać, a gdyby miał zadyszkę, to jest przecież Damian Wojtaszek. Ta samo jak na przyjęciu Olek Śliwka, czy Bartosz Kwolek, ze wskazaniem na tego pierwszego.

 

Rozgrywających ma doświadczonych, Drzyzga i Grzegorz Łomacz prezentują podobny poziom, choć różni ich charakterystyka rozegrania, co Heynen z pewnością wykorzysta w zależności, kto będzie naszym rywalem.

 

Zostaje atak, i tu jest problem. Na razie. Z trójki atakujących (Kurek, Konarski, Damian Schulz) żaden nie daje gwarancji. Heynen chyba najbardziej liczy na Kurka wierząc w jego potencjał, ale ma świadomość problemu, dlatego zabiera na MŚ aż trzech zawodników na tej pozycji. A bez skutecznego atakującego trudno będzie skutecznie walczyć z najlepszymi.

 

Trzy zwycięstwa w Memoriale Huberta Wagnera ( z Kanadą, Francją i Rosją), dwie wygrane z Belgią przed wylotem do Bułgarii dają nadzieję, że jest dobrze. Niczego jednak nie zapewniają. Dla Polaków mistrzostwa rozpoczynają się 12 września meczem z Kubą. Później gramy z Portoryko, Finlandią, Iranem i Bułgarią. I dobrze byłoby wygrać grupę z kompletem zwycięstw, bo to bardzo pomoże w drugiej fazie mistrzostw.

 

Wszystko dopiero przed nami.