Marcin Lepa: Prowadziliśmy z Włochami 1:0, straciliśmy gola po rzucie karnym, chyba ewidentnym. Pana analiza tego spotkania?

 

Zbigniew Boniek:  Najważniejsze, że zaczęliśmy. Rozpoczęliśmy nowy cykl. Można powiedzieć, że remis sam w sobie nie jest najważniejszy. Mamy w perspektywie eliminacje mistrzostw Europy, wcześniej chcemy rozegrać wiele spotkań i w każdym grać o zwycięstwo. Wydaje mi się, że w tym meczu było dużo rzeczy pozytywnych i kilka nad którymi trzeba popracować. W pierwszej połowie z pewnością zasłużyliśmy na dwubramkowe prowadzenie, natomiast w drugiej trochę się uspokoiliśmy, graliśmy bardzo głęboko i zabrakło precyzji w wyprowadzeniu kilku piłek. Potem trochę opadliśmy z sił. Włosi atakowali nas topornie, nie tworzyli sytuacji. Rzut karny - my nie protestujemy. Ta sytuacja wyniknęła trochę z naszej winy, bo niepotrzebnie straciliśmy z przodu piłkę. Kuba mógł go też odpuścić, rywal wychodził z pola karnego. Takie sytuacje się zdarzają. Gramy dalej. Nie wiem, czy to już czas na optymizm. Widziałem, że trener prowadził drużynę podczas meczu. Taktycznie wyglądało to dobrze, mimo że piłkarze trenowali ze sobą zaledwie trzy-cztery dni. Dziś nie jest taki dzień, że można być zadowolonym. Oglądałem wcześniej naszą U-21 i muszę powiedzieć, że jeszcze mnie w żołądku ściska.

 

Ten mecz pokazał, że mamy szkielet drużyny?

 

Nie zawiedli też młodzi. Damian Szymański jak wszedł był bardzo waleczny, ambitny. Dużo biegał, przeszkadzał, starał się wychodzić z kontrą. Arkadiusz Reca, choć w Atalancie nie gra, ma potencjał. Jestem przekonany, że się podniesiemy i zaczniemy grać dobrą piłkę, ale na optymizm jest jeszcze za wcześnie. Musimy pracować.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.