Ani nie jest tak dobrze jak wydawało się po debiucie Jerzego Brzęczka, ani tak tragicznie jak we wtorek. Spokojnie. Jeszcze nic się nie stało. Ta drużyna nagle nie będzie za każdym razem nas zachwycać. Tym bardziej, że pozbawiona była wczoraj piłkarzy, bez których jakość gry niestety nie miała prawa wyglądać tak jak z ich wsparciem zespołu w biało-czerwonych strojach.

W pomeczowym wywiadzie Jerzy Brzęczek słusznie zauważył, że test z Irlandczykami dał mu więcej w kontekście materiału do analizy niż występ w Bolonii. Selekcjoner już wie, że dokonał słusznego wyboru bramkarza numer jeden i jest nim Łukasz Fabiański. Oczywiście oficjalnie tego nie powie, ale w sposobie gry budowania akcji z wykorzystaniem właśnie tej pozycji zawodnik West Ham nogami gra zdecydowanie lepiej od swego ex kolegi z Arsenalu. Że trafił z Arkadiuszem Recą, bo ten ma na tyle dobre warunki fizyczne i szybkość, że Maciej Rybus wcale nie musi spać spokojnie myśląc o swoim miejscu na lewej obronie. Chyba, że Reca na dłużej zagości na ławce Atalanty Bergamo…  

Adam Nawałka wcale się nie pomylił, nie korzystając z Karola Linettego podczas mistrzostw świata w Rosji. Brzęczek dowiedział się też, że ciągle musi się zastanowić nad zestawieniem boków pomocy, bądź modlić się o powrót do regularnego grania Kamila Grosickiego. Że granie na dwójkę napastników nawet trafiających seryjnie w Serie A nie da mu tego samego, co mogą zrobić „Lewy” z „Zielem”. Tym bardziej, że wcale tym kończącym akcje zespołu nie musi być gwiazdor z Monachium.

Że Jakub Błaszczykowski… No właśnie, tu jest największy problem. Bo jestem sobie w stanie wyobrazić, że wczorajszy sto drugi występ w narodowych barwach będzie jego ostatnim. Jeżeli trener Bruno Labbadia obejrzał dwa mecze Polaków z udziałem Kuby to raczej nie doznał olśnienia, że sadzanie go na ławce bądź trybunach Wolfsburga było nierozsądne.