Po złotą piłkę France Football pewnie nigdy nie sięgnie. Nie ten format... popularności. Ale chyba nikt nie zaprzeczy, że N'Golo Kante jest kluczowym piłkarzem reprezentacji Francji - aktualnych mistrzów świata.


Zresztą z tą popularnością jest coraz lepiej. Po wygranej z Holandią w meczu Ligi Narodów na Stade de France mistrzowie świata kolejny raz - ale pierwszy przed swoimi kibicami - fetowali zdobycie tytułu. I to właśnie Kante był jednym z najgłośniej oklaskiwanych piłkarzy. Mało tego, to na jego cześć koledzy z drużyny wspólnie z 80 tysiącami fanów odśpiewali piosenkę, której słowa - do melodii szlagieru "Les Champs-Élysées" - są hołdem dla reprezentacyjnego pomocnika. A mało kto, zwłaszcza w Polsce, wie, że istotny wpływ na piłkarski rozwój Kante miał... polski trener.

 

Z Sanoka pod Paryż


Piotr Wojtyna, bo o nim mowa, przyjechał do Francji w 1989 roku, miał 23 lata. W Polsce grał w trzecioligowej Stali Sanok, z którego pochodzi.

W piłkę grał na tyle dobrze, że bez trudu znalazł miejsce w takich klubach jak Issy-les-Moulineaux czy USM Malakoff, które status miały półzawodowy, ale poziom naprawdę przyzwoity. Już wtedy pasjonował się wszystkim, co związane z pracą trenera. A tego bakcyla połknął podczas... lektury wywiadu z Henrykiem Kasperczakiem.

- Jechałem kiedyś na mecz i w drodze przeczytałem obszerny wywiad z Henrykiem Kasperczakiem w ,,Piłce Nożnej’’. Zafascynowała mnie jego osobowość i postanowiłem sam zostać trenerem. Moim zdaniem za trenera Kasperczaka Wisła Kraków grała najlepszy futbol w Polsce, do dzisiaj żaden zespół ligowy nie osiągnął poziomu tamtej Wisły - uważa Wojtyna. - Przykro mi, że w Polsce kuleje również piłka młodzieżowa, przecież my nie potrafimy pokonać nawet Wysp Owczych...

 

Nigdy nie zawodził i nigdy nie marudził


O futbolu, polskim i francuskim, można z Piotrem Wojtyną rozmawiać godzinami. O nim samym można z kolei poczytać w najpoważniejszych francuskich mediach. Bo N'Golo Kante często wspomina trenera, któremu wiele zawdzięcza. Potwierdzając przy okazji prawdziwość opinii, że jest nie tylko świetnym piłkarzem ale również sympatycznym facetem, któremu wielkie sukcesy nie zawróciły w głowie.

Czy można było wróżyć mu tak błyskotliwą karierę, kiedy stawiał pierwsze kroki w podparyskim Jeunesse Sportive Suresnes, do którego trafił, kiedy miał dziesięć lat i w którym spędził dziewięć kolejnych?

- Kiedy przyszedł do klubu jego inteligencja i pracowitość natychmiast rzucały się w oczy - wspomina Wojtyna.  - Był niesamowicie wytrzymały. Kiedy jego koledzy z zespołu byli wyczerpani, on nigdy nie wyglądał na zmęczonego. Co ważne, respektował wszystkie moje polecenia, nie marudził. Na treningowych gierkach często wstawiałem go do drużyny z najsłabszymi chłopakami, a on nigdy nie narzekał - podkreśla szkoleniowiec rodem z Sanoka. - Ze względu na swój ogromny talent i niesamowitą wydolność praktycznie od początku występował w wyższej kategorii wiekowej. I praktycznie nigdy nie zawodził - podkreśla, z nieskrywaną satysfakcją, może nawet dumą, Wojtyna.

 

Z Polski nikt nie dzwonił


52-letni dziś Piotr Wojtyna ma dyplom trenerski UEFA 1 i jest bardzo zadowolony z pracy z młodzieżą w Jeunesse Sportive Suresnes. A tej pracy nie brakuje. Jeszcze nie tak dawno, klub z siedzibą na brzegu Sekwany miał czterystu zarejestrowanych zawodników. Dziś jest ich grubo ponad tysiąc.

- A i tak nie możemy przyjąć wszystkich chętnych, którzy chcieliby kroczyć śladami N’Golo Kante, dumy naszego klubu. Brak nam po prostu boisk i ludzi do pracy - rozkłada ręce pan Piotr.

Z Polski nikt nigdy się z nim nie kontaktował. Nikt nie składał mu propozycji, by swoje zdobyte we Francji trenerskie wykształcenie i doświadczenie wykorzystał dla dobra polskiej piłki. By to dla naszej reprezentacji spróbował wyszkolić piłkarza pokroju N’Golo Kante. Szkoda.