- Prawie dwudziestu, łącznie z trenerami i sztabem. Wierzyliśmy w to zwycięstwo od początku do końca. Mimo tego, że we Włoszech zagraliśmy trzy kwarty na dobrym poziomie, a potem rywale nam odjechali - dodał.

Najstarszy zawodnik drużyny trenera Mike'a Taylora podkreślił siłę poniedziałkowego rywala biało-czerwonych.

- Wyszliśmy naprzeciw kompletnej drużynie. Bo wszyscy gracze Chorwacji – od „piątek” po „jedynki” to zawodnicy naprawdę wartościowi. Nie wspominając już o tych grających w NBA. Na papierze Chorwaci mieli lepszy zespół od Włochów, ale daliśmy im radę. Może nie wszystko układało się idealnie w każdym momencie, ale zagraliśmy naprawdę mądrze w obronie i daliśmy z siebie wszystko pod koszem - analizował.

Mierzący 206 cm Hrycaniuk z powodzeniem walczył pod tablicami z wyższymi od siebie środkowymi z NBA - Ivicą Zubacem (216 cm, Los Angeles Lakers) i Ante Zizicem (210 cm, Cleveland Cavaliers). 34-letni Polak miał najwyższy w drużynie biało-czerwonych wskaźnik efektywności gry (19), zdobył 14 pkt, przy skuteczności z gry 66,7 procent, zebrał z tablic dziewięć piłek.

- Nie miałem nic do stracenia. Nie można przecież wyjść, położyć się czy przyjąć łokcia na głowę. Trzeba się postawić i spróbować zaatakować zanim przeciwnik ciebie zaatakuje. Starałem się więc robić wszystko, aby te wielkoludy miały pod koszem trudniej. Staraliśmy się ich podwajać z Aaronem Celem, Tomkiem Gielo, Krzysiem Sulimą. Wszyscy zagraliśmy bardzo dobrze, blisko maksimum możliwości - ocenił.

Pochodzący z Myśliborza weteran reprezentacji nie jest pewny, czy był to jego najlepszy mecz w reprezentacji.

- Nie wiem. Ważne jest dzisiejsze zwycięstwo. Kiedyś miałem już kilka fajnych występów, ale ten pozostanie w mojej pamięci, bo u siebie w domu, przed własnymi kibicami i przeciwko superdrużynie Chorwacji – przyznał.

Przed siedmiu laty, podczas mistrzostw Europy na Litwie, Hrycaniuk grał w reprezentacji, która sensacyjnie pokonała ówczesnego wicemistrza świata Turcję.

- W tamtej drużynie z obecnego składu był także Adam Waczyński. Ale nie ma co żyć historią. Ważna jest teraźniejszość i przyszłość. Jesteśmy dziś na innym etapie. Gramy o awans do mistrzostw świata. Ta wygrana na pewno nas zmotywuje do dalszej pracy, da nam wiarę w siebie na następne okienka. Wiemy jednak jak długa, ciężka i wyboista droga przed nami – zakończył Hrycaniuk.

Kolejne mecze w grupie J kwalifikacji mistrzostw świata Polska (bilans 4-4) rozegra z 29 listopada z Holandią (3-5) na wyjeździe i 2 grudnia z Włochami (6-2) u siebie.