Igor Marczak: Jak przystało na walkę wieczoru - genialny pojedynek. Pierwsza runda dla rywala, który pokazywał mnóstwo technik, ale ty pokazałeś charakter i w drugiej rundzie wygrałeś przez techniczny nokaut.

 

Krzysztof Gutowski: Dobra walka może do oglądania dla widzów, ale ja nie jestem z niej zadowolony. Nie byłem stroną dominującą i przegrałem pierwszą rundę. Niewiele pamiętam, ale wydaje mi się, że przeciwnik miał dużą przewagę, a i w drugiej rundzie nie czułem się osobą, która prowadzi walkę po swojemu. Pamiętam, że kopnąłem go na tułów, widziałem, że to poczuł i rzuciłem więcej na szalę. Wsadziłem dużo sił w to, żeby spróbować go skończyć nawałnicą ciosów. Przeciwnik był mocny i wytrzymały.

 

Widać, że treningi w WCA pod okiem takich trenerów, jak Robert Jocz przynoszą rezultat. W twoim narożniku byli m.in. właśnie on, Bartosz Fabiński, Kamil Łebkowski. To naprawdę znani zawodnicy.

 

Zacząłem swoją przygodę z MMA z trenerem Joczem i cały czas ją kontynuuję. Uwielbiam mojego trenera i nie wyobrażam sobie trenowania MMA bez niego. Na szczęście był w moim narożniku. Gdyby nie on, to dziś mogłoby się nie udać wygrać tej walki.

 

Jak oceniasz całą inicjatywę, połączenie wojska i MMA?

 

Bardzo mi się podoba organizacyjnie, oprawa jest fajna. Sama inicjatywa żołnierzy walczących jest teraz dość krzykliwym tematem.

 

Cała rozmowa z Krzysztofem Gutowskim w załączonym materiale wideo.