Lorek: Woffy bliżej tytułu

Żużel
Lorek: Woffy bliżej tytułu
fot. PAP

Tai Woffinden przezwyciężył kryzys sprzętowy. Długo szperał w klamotach, aż wreszcie w Gnieźnie znalazł odpowiednią dla siebie jednostkę napędową. Brytyjczyk zyskał dodatkowy punkt przewagi nad najgroźniejszym rywalem w walce o mistrzowską koronę Bartoszem Zmarzlikiem. W niemieckim Teterow fenomenalnie ścigał się Australijczyk Jason Doyle.

Niemcy nie mogą się aktualnie poszczycić gwiazdą pokroju Egona Muellera, który w 1983 roku w Norden zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata. Król trialu, świetny tancerz, niewiele gorszy wokalista, a nade wszystko znamienity żużlowiec Egon Mueller. Z Ivanem Maugerem toczył rywalizację o bardziej drastyczny wymiar diety… Dziś Niemcy z mozołem odbudowują pozycję w światowym żużlu, choć wciąż dla naszych zachodnich sąsiadów najważniejszą odmianą wyścigów torowych pozostaje longtrack. Długie tory, zawrotne prędkości, trawiaste wały i uroczy, przaśny piknik w pobliżu saren i jeleni. Niemcy kochają speedway z dala od świateł wielkich miast. Alois Wiesboeck, Karl Maier, Klaus Lausch, Gerd Riss, Tommy Dunker, Andre Pollehn – Niemcy wychowali całą plejadę arcymistrzów długiego toru. To nie oznacza, że zapominają o klasyku. Martin Smolinski wygrywał GP Nowej Zelandii w Auckland w 2014 roku, a Kevin Wolbert, który w przeszłości był bardzo solidnym zawodnikiem Edinburgh Monarchs i Poole Pirates, pokazał w Teterow, że wie jak należy trzymać gaz. W piątej serii startów pokazał niezwykły kunszt i po zaciętej walce pozostawił w pokonanym polu uznanych mistrzów: Fredrika Lindgrena, Nickiego Pedersena i Przemysława Pawlickiego. Choćby za ten czarujący osiemnasty wyścig GP Niemiec obfitujący w jazdę w kontakcie, Maciej Janowski mógłby postawić wyśmienite piwo Kevinowi Wolbertowi. Kto wie czy ten punkcik skradziony Szwedowi przez Niemca nie okaże się bezcenny. Nieomal na wagę brązowego medalu... Maciej Janowski i Freddie Lindgren zgromadzili po 98 punktów po 9 turniejach GP i w sobotę 6 października w Toruniu rozgorzeje gigantyczna rywalizacja o trzecie miejsce w mistrzostwach świata. Ani Magic ani Fast Freddie nie zdobyli jeszcze medalu w cyklu Speedway Grand Prix, więc można spodziewać się iskier i szalonych szarży na MotoArenie w chłodny październikowy wieczór…

 

Gniezno prawdę ci powie

 

Szczęście w nieszczęściu, że w czwartym wyścigu GP Niemiec wrocławianin Maciej Janowski nie doznał złamania podczas karambolu z Craigiem Cookiem. Brytyjczyk nie bacząc na kiepskie warunki i siąpiący deszcz, zaatakował Polaka na szczycie wirażu walcząc o drugie miejsce. Cookie zahaczył o tylne koło motocykla Maćka i obaj zawodnicy runęli na tor. Craig doznał złamania nadgarstka, a obolały Magic walczył z bólem. Janowski zacisnął zęby i w powtórce wyścigu pokonał swojego przyjaciela Grega Hancocka.

 

Pogarszające się warunki skłoniły dyrektora zawodów Phila Morrisa do aktywności na torze. Ciężki sprzęt zwiózł błotnistą warstwę na wewnętrzną część toru. Zawodnicy przemarzli na kość, ale kosmetyka okazała się niezbędna. Co prawda Martin Vaculik wycofał się z turnieju na skutek bólu barku (Słowak solidnie zaparkował pod bandą w czwartym wyścigu), ale Maciej Janowski zdołał odsapnąć i pokazał, że jest charakternym chłopakiem. Magic w imponującym stylu zwyciężył w trzynastym wyścigu pokonując Bartosza Zmarzlika, Fredrika Lindgrena i Kaia Huckenbecka.

 

Kolega klubowy Janowskiego ze Sparty Wrocław Tai Woffinden nie zdradzał oznak paniki. Sugerował, że owszem, jego przewaga nad Zmarzlikiem stopniała po GP Słowenii, ale zamiast ronić łzy, wybrał się do pierwszej stolicy Polski, aby znaleźć optymalną furę. Jacek Trojanowski słynie z anielskiej cierpliwości, więc przerzucił masę silników, ale sumienna praca opłaciła się. W Gnieźnie Woffy znalazł to czego szukał i w Teterow rozkręcał się z wyścigu na wyścig. Co prawda w dziesiątym biegu Bartosz znalazł sposób na Woffindena, ale im bliżej finału, tym bardziej wyrazistym zawodnikiem stawał się Tai. Woffinden wie jak ważne jest losowanie numerów startowych przed piątkowym treningiem. Ostatnio nie miał szczęścia, ale w Niemczech Tai wylosował piąty numer, który uwolnił go od notorycznej jazdy po równaniu toru. Woffinden lubi żartować, ale potrafi oddzielić pracę od sfery prywatnej i kiedy nadszedł czas na wypełnienie obowiązków zawodowych, nie zawiódł brytyjskich fanów. Umie wykrzesać niezbędne źdźbło koncentracji, nie pcha się w sytuacje pachnące gipsem. Perfekcyjnie zrealizował plan taktyczny. - Miałem pojechać tak, aby nie uronić choćby oczka przewagi nad Zmarzlikiem. Dołożyłem punkt i mam bagaż w postaci 10 oczek. To nie oznacza, że czuję się mistrzem świata, ale dobry występ w Teterow pozwala mi zrelaksować się przy córce i żonie, a ponadto nabrać sił przed decydującym starciem w Toruniu – rzekł uradowany Woffy.

 

Zakładając, że Bartosz Zmarzlik zdobędzie komplet punktów na MotoArenie (teoretycznie taki scenariusz jest możliwy), Woffinden potrzebuje 12 punktów w Grodzie Kopernika, aby po raz trzeci sięgnąć po złoty medal IMŚ. Jego menedżer i mechanicy zarezerwowali VIP-owską lożę w Toruniu jeszcze przed feralnym występem Brytyjczyka w Krsko. Mawiają, że mistrzowie powinni być pewni siebie i pielęgnować w sobie instynkt zabójcy…

 

Niezłomny Doyley

 

Tor w Teterow liczy sobie 314 metrów. Łuki łudząco podobne do tych, na których Doyley śmigał za czasów kadencji w Leicester Lions… Australijczyk uwielbia angielskie agrafki, więc w Niemczech czuł się jak ryba w wodzie. Po dwóch seriach startów tylko Doyley był niepokonany. W dwunastym wyścigu Jason przespał start, dziarsko walczył o lepszą pozycję, ale zahaczył o bandę. Opanował swojego mustanga, podniósł się w ekspresowym tempie i kontynuował jazdę. Doyley nie znosi kłaniać się w pas dygnitarzom (wszak to Australijczyk, więc wzorem przodków obmyśla sposób jak uciec z kolonii karnej na Ziemi Van Diemena). „Myślałem, że będę zmuszony prosić o dziką kartę na sezon 2019, ale byłem bardzo skupiony w Teterow. W Toruniu nie będzie łatwo, bo na MotoArenie wielu zawodników potrafi się napędzać, więc jeszcze nie mogę czuć się bezpiecznie w gronie ośmiu czołowych zawodników globu. 16 punktów w Teterow to znakomity wynik. Drugie miejsce w Krsko, druga lokata w Teterow. Rozkręcam się podczas europejskiej jesieni. Lepiej późno niż wcale” – rzekł Doyley, który jeszcze nigdy nie ukończył startów w cyklu Speedway GP na pozycji gorszej niż piąta… Aktualnie Jason okupuje szóste miejsce, więc powinien wykonać jeszcze jeden kangurzy sus, aby dochować tradycji.

 

I pomyśleć, że zimą 2013/2014 Doyley miał problemy z uzyskaniem wizy do Wielkiej Brytanii. Korowody z pozwoleniem na pracę, brak możliwości jazdy w dwóch klubach na Wyspach Brytyjskich, mozolna wspinaczka w Orle Łódź i fantastyczny występ na stadionie w Bydgoszczy podczas Drużynowego Pucharu Świata. - Różni ludzie podpowiadali wówczas Lemo (Markowi Lemonowi, menedżerowi reprezentacji Australii - przyp. red.), żeby nie powoływał Doyle’a, bo są lepsi kandydaci od Jasona… Czułem potworny ból w klatce piersiowej w Bydgoszczy, ale zwlokłem się z łóżka i zdobyłem najwięcej punktów dla kadry kangurów. Więcej niż Darcy Ward i Chris Holder… A potem w Lonigo podczas GP Challenge udowodniłem niedowiarkom, że Doyley to gość z żelazną wolą walki. Oto jestem… – mówi z satysfakcją w głosie Australijczyk. W dniu GP w Toruniu Jason Doyle będzie obchodził 33 urodziny. Idealny moment na prezent…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze