Kowalski: O powołaniach dla Kuby decydują emocje selekcjonera?

Piłka nożna
Kowalski: O powołaniach dla Kuby decydują emocje selekcjonera?
fot. Cyfrasport

Jerzy Brzęczek wysłał powołania na mecze z Portugalią i Włochami. Podobnie jak podczas swoich pierwszych nominacji, zaprosił do drużyny najlepszych polskich zawodników i kilku takich, którzy mają szansę się w tym gronie znaleźć. Znów w kadrze znalazł się też Jakub Błaszczykowski. Zawodnik, który na razie dostaje powołania wyłącznie za niewątpliwe wcześniejsze zasługi, bo od początku sezonu nie zagrał ani minuty w Wolfsburgu. Ba, jedynie raz usiadł na ławce rezerwowych.

I to jest niewątpliwy zgrzyt. Można by oczywiście uznać, że jeden tego typu zawodnik, mający do tego tak piękną kartę w historii polskiej piłki, nie powinien nikomu wadzić. Choćby w roli rezerwowego, dobrego ducha drużyny czy „zadaniowca”, jakim był u poprzednika Sławomir Peszko. Może nawet warto kogoś takiego pociągnąć nieco za uszy, skoro znalazł się w futbolu klubowym na zakręcie, a będzie jeszcze w kadrze przydatny. Tylko tutaj właśnie jest wątpliwość. Za Kubą są dwa nieudane lata w Bundeslidze, nieco lepsze w kadrze, ale na pewno nie najlepsze w karierze. W grudniu stukną mu 33 lata, podczas mistrzostw Europy będzie się zbliżał do 35. Powiedzenie, że Kubą jest piłkarskim okazem zdrowia byłoby poważnym nadużyciem. Trudno też uznać go za typ zawodnika, który nie bazuje na przygotowaniu fizycznym, a jest wirtuozem, który radzi sobie i bez tego.

Niestety, jakby to brutalnie nie zabrzmiało, Kuba już wiele tej reprezentacji nie może dać i jest ewidentnie graczem schyłkowym, który schodzi ze sceny. Jeśli by wciąż grał i pokazywał, że jest w formie, nie byłoby żadnego problemu. Ale nie gra i jest bez formy. I to od długiego czasu. Owszem, Jan Bednarek z Southampton i Arkadiusz Reca z Atalanty Bergamo są w podobnej sytuacji i też zostali zaproszenia do kadry. Tylko, że oni są młodzi perspektywiczni, mimo wszystko się rozwijają albo przynajmniej jest nadzieja i czas, że się rozwiną, okrzepną. W przypadku Kuby takiej nadziei nie ma. Nie oszukujmy się.

Zanim Jerzy Brzęczek, którego w roli selekcjonera od początku byłem wielkim zwolennikiem, wysłał pierwsze powołania, w ogóle nie brałem pod uwagę, że o nominacji bądź jej braku dla siostrzeńca będą decydowały względy rodzinne. Choć od razu namiętnie dyskutowane były tego typu podejrzenia. Po prostu wydaje się, że ktoś, kto jest na tak cenzurowanym stanowisku, musi być ponad to. Ziarno wątpliwości w tej kwestii zostało zasiane, kiedy selekcjoner publicznie zasugerował, że w minionych latach Kuba był traktowany w reprezentacji bardzo niesprawiedliwie. Czyli działa mu się jakaś krzywda. A przecież obiektywnie, poza nielicznymi wyjątkami, był on noszony na rękach. Chuchali i dmuchali na niego kolejni selekcjonerzy, a dla kibiców jest po prostu ulubieńcem.

Taka zdumiewająca opinia jest jednak jakąś wskazówką. Widać jak trener spogląda akurat na tego zawodnika. Nie ma tu chłodnej rachuby, ale raczej emocje. Futbol bywa wyjątkowo przewrotny i może być tak, że taki irracjonalny wybór selekcjonera okaże się strzałem w dziesiątkę. Nic na to jednak nie wskazuje.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze