Starcie Khabib - McGregor szybko zostało okrzyknięte największym w historii mieszanych sztuk walki. I nie ma co się dziwić, oczekiwania były gigantyczne. Na hit składało się wiele czynników. Najważniejszym były oczywiście gigantyczne umiejętności obu zawodników, ale istotną rolę odegrała też ich wzajemna niechęć do siebie, a także długo oczekiwany powrót McGregora do MMA.

 

W listopadzie 2016 Irlandczyk znokautował Eddie'ego Alvareza i jako pierwszy w historii został posiadaczem dwóch pasów mistrzowskich jednocześnie. Od tego czasu jednak nie walczył ani razu, przez co tytuły zostały mu odebrane. Jeden z nich, ten w kategorii lekkiej, trafił do Nurmagomedova, który w kwietniu tego roku pewnie pokonał Ala Iaquintę.

McGregor zaczął odważnie, od wywierania presji. Rosjanin jednak zaskakująco szybko przeniósł walkę do parteru, a to przecież nie udawało mu się zbyt często - zazwyczaj potrzebował kilku prób. Zdołał przytrzymać Irlandczyka do końca rundy. W drugim starciu dorzucił też aspekty stójkowe, zwalając rywala z nóg potężnym prawym. W parterze była to gra do jednej bramki.

W trzeciej rundzie obudził się McGregor, a Khabib lekko zwolnił. To stworzyło szansę Irlandczykowi, który nie był jednak w stanie zagrozić Dagestańczykowi w stójce. Ten przyspieszył w czwartej odsłonie i wtedy załatwił sprawę. Kiedy walka trafiła do parteru, zajął mu plecy i zapiął ciasne duszenie. McGregor odklepał!

Wynik walki:

Khabib Nurmagomedov (27-0, 8 KO, 9 SUB) pokonał przez poddanie (duszenie zza pleców) w czwartej rundzie Conora McGregora (21-4, 18 KO, 1 SUB)