Ostatnie dwa wyścigi w klasie królewskiej były popisem jazdy Marqueza, który w końcu znalazł sposób na pokonanie Doviego, coś z czym miał problemy w zeszłym sezonie. Jak sam przyznał po wyścigu w Buriram, miał wrażenie, że obaj zawodnicy zamienili się rolami. To, dosiadającemu Ducati, zawodnikowi z Forli zależało w ostatnim zakręcie bardziej na zwycięstwie, co skrupulatnie wykorzystał, jeżdżący nad wymiar cierpliwie w tym sezonie, Marquez.
 
Ostatni wyścig, był także powrotem do formy, dla zawodników Yamahy. Maverick Viñales w końcu dojechał w wyścigu na podium, wyprzedzając Valentino Rossiego w walce o trzecie miejsce. Co ciekawe, w wywiadzie dla włoskiej telewizji, Viñales przyznał, że nie czuje się specjalnie wspierany, w tym trudnym sezonie przez ekipę. Problemy z motocyklem i jego nie konkurencyjność, gorąca atmosfera na linii Viñales - Forcada i brak wyników, wymagają pomocy od ekipy. Tej jednakże brakuje, jak powiedział hiszpański zawodnik Yamahy. Motegi ma być punktem zwrotnym dla japońskiej ekipy. Zmiany w strukturze zespołu, zatrudnienie Michelle Gaddy oraz zmiany w balansie motocykla powinny przynieść efekty. Czy tak się stanie, o tym przekonamy się już w piątek. Bo właśnie pierwszego dnia, nad torem mają wisieć deszczowe chmury, a właśnie w takich warunkach w poprzednich sezonach, problemy Yamahy były gigantyczne.
 
Niestety, w Japonii możemy nie zobaczyć na torze Jorge Lorenzo. Ogromny highside w Tajlandii, odnowienie kontuzji nogi oraz złamanie w lewym nadgarstku, nie napawa optymizmem. Szczególnie problem z ręką wydaje się być kluczowy, na tym niezwykle wymagającym torze typu „stop&go”. Na obiekcie, na którym mocne hamowania są kluczem do sukcesu. Ostateczna decyzja, co do startu zapadnie już w piątek podczas pierwszej sesji treningowej.
 
Czy Marquez zostanie mistrzem już w Motegi? Czy będzię musiał poczekać do GP Australii, które dało nam gigantyczne emocje rok temu. O tym przekonamy się już w niedzielę.