Pindera: Synowie biją ojców? Nie zawsze

Inne
Pindera: Synowie biją ojców? Nie zawsze
fot. PAP

Puchar Świata w tenisie stołowym zdobył w Paryżu 21 letni Fan Zhendong, który w ćwierćfinale zdeklasował dwa razy starszego, słynnego Władimira Samsonowa. Z kolei 37 letni Timo Boll, w tej samej fazie turnieju pokonał rewelacyjnego, piętnastolatka, Tomokazu Harimoto.

Pojedynki mistrzów z różnych epok nie są w tej dyscyplinie niczym niezwykłym. Nawet podczas największych, prestiżowych imprez po obu stronach stołu stają tenisiści których dzielą dekady. Klasyczne wojny „ojca z synem” miały też miejsce w Paryżu, gdzie rozegrano 39 edycję Pucharu Świata w tenisie stołowym.


42-letni dziś Białorusin Władimir Samsonow dwukrotnie zdobywał to trofeum, ostatni raz w 2009 roku. Dwa razy młodszy Chińczyk, Fan Zhendong też ma na koncie dwa zwycięstwa w turnieju, który w całej jego historii wygrał tylko jeden Polak, nieżyjący już Andrzej Grubba.
Chińczyk ma dopiero 21 lat, a po pierwszy Puchar Świata sięgnął w wieku 19 lat. Jest jednym z największych talentów w historii tej dyscypliny, jednym z wielkich faworytów kolejnych igrzysk olimpijskich, które za dwa lata rozegrane zostaną w Tokio.


Kiedy w Paryżu zmierzył się w ćwierćfinale z Samsonowem jeden z komentatorów angielskiego Eurosportu użył określenia, że Fan Zhendong mógłby być synem Białorusina. Oczywiście, że mógłby, dzieli ich przecież 21 lat.


Kiedy Samsonow zdobył swój pierwszy medal mistrzostw świata (srebro w grze deblowej w 1995 roku) Chińczyka nie było jeszcze na świecie. Gdy dwa lata później grał pamiętny finał mistrzostw świata w Manchesterze z Janem Ove Waldnerem, Fan Zhendong miał kilka miesięcy, urodził się 22 stycznia 1997 roku.


Samsonow, który wygrał wtedy wszystkie mecze w turnieju drużynowym, w tym z Waldnerem, tamten finał z legendarnym Szwedem jednak przegrał. Przegrał też w Paryżu z Fan Zhendongiem, nie urwał mu nawet seta, choć w jednym z nich był tego bliski, przegrywając na przewagi.


Nie zawsze jednak „synowie biją ojców”, czasami bywa odwrotnie. 15 letni Japończyk Tomokazu Harimoto jest cudownym dzieckiem tenisa stołowego. Pobił już wszelkie możliwe rekordy jakie może pobić młody człowiek wygrywający prestiżowe imprezy.


Zapewne wierzył też, że w ćwierćfinale Pucharu Świata w Paryżu pokona 22 lata starszego Timo Bolla, siedmiokrotnego mistrza Europy. Niemiec dwukrotnie zdobywał Puchar Świata, dwa inne finały przegrał, raz był trzeci.


Kiedyś, jako szesnastolatek też wygrywał z najlepszymi na świecie, też był cudownym dzieckiem. Leworęczny, szczupły, wysoki. Znacznie wyższy od praworęcznego Harimoto, który jednak ciągle rośnie.


W Paryżu „ojciec” (Boll) nie dał się zdominować „synowi” (Harimoto). Co więcej, to on rozdawał karty, wygrał 4:1 i utarł młodzieńcowi nosa. Ale nie da się ukryć, że przyszłość należy do Japończyka. Za dwa lata, na igrzyskach w Tokio będzie zaledwie siedemnastolatkiem, a Niemiec prawie czterdziestolatkiem.


Wielki finał też był zderzeniem ludzi z różnych epok. Kiedy Fan Zhendonga nie było jeszcze na świecie, 16 letni Timo Boll w meczu Polska – Niemcy wygrał na warszawskim Torwarze oba pojedynki, w tym z Andrzejem Grubbą.


Ale w Paryżu młodszemu o 16 lat Fan Zhendongowi nie dał jednak rady. Przed rokiem w Liege, pokonał dwóch znakomitych Chińczyków, Lin Gaouyuana i Ma Longa, mistrza olimpijskiego z Rio de Janeiro i aktualnego mistrza świata, by dopiero w finale przegrać ze swoim rodakiem, choć urodzonym w Kijowie, Dimitrijem Owczarowem.


W podparyskim Disneylandzie górą był jednak Fan Zhendong. Oddał Niemcowi tylko jednego seta, pokazując chwilami tenis stołowy na kosmicznym poziomie. Tak grając może przegrać tylko z jednym ze swoich rodaków, inni są bez szans.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze