Maciej Turski: Liczyłeś na walkę o pas już w kolejnym pojedynku? Czy spodziewałeś się, że trzeba będzie sobie na to jeszcze zapracować?

 

Gracjan Szadziński: Nigdy nie ukrywałem, że pas jest moim marzeniem. Cały czas czekam na szansę walki o tytuł i na pewno będę cieszył się, jeśli taką dostanę. Na razie jednak muszę skupić się na nadchodzącym zadaniu.

 

Czujesz, że Twoja osoba jest nieco bardziej rozpoznawalna? Dostrzegasz większe zainteresowanie swoją osobą po trzech kolejnych wygranych i dwóch efektownych nokautach w organizacji KSW?

 

Czuję się doceniony. Czuję, że te treningi w piwnicach cz na przerwach lekcyjnych miały sens. Dostaję odpowiedź, że musiałem po prostu na to czekać i to było mi pisane. Wszystko zaczyna się teraz układać w jedną całość i zawsze o tym marzyłem, żeby ktoś mnie dostrzegł i mnie docenił.

 

Zostałeś dostrzeżony, jesteś bardziej rozpoznawalny, ale cały czas jesteś niezwykle pokornym facetem. Jest gdzieś niewidzialna ręka, która nie pozwala Ci odlecieć za wysoko?

 

Może pozory wskazują na coś innego, ale ja jestem normalnym chłopakiem. I jestem też bardzo cierpliwy, choć jeśli ktoś się postara, to zdoła wyprowadzić mnie z równowagi. Miałem w swoim życiu wiele wzlotów i upadków. Raz było lepiej, raz gorzej. Ludzi pojawiali się i znikali. Życie mnie nauczyło, że nie można pajacować. Pajacujący zawsze skończy jak pajac.

 

Spodziewałeś się, że w kolejnej walce przyjdzie Ci zmierzyć się z Marianem Ziółkowskim? Jak usłyszałeś jego nazwisko to poczułeś się nieco zaskoczony?

 

Nie ukrywam, że myślałem o kimś innym i jestem zaskoczony. Nie chciałem z tamtym rywalem walczyć, bo prywatnie się lubimy. Ciężko bije się swoich kolegów. Było zaskoczenie, ale zdążyłem obejrzeć już wszystkie walki Mariana. Z trenerami już pracujemy nad taktyką i postaramy się wykorzystać każdy błąd.

 

Jak możesz scharakteryzować styl Mariana? Ciężko oceniać go przez pryzmat ostatniej walki, bo przecież w ostatniej chwili wskoczył do rozpiski na walkę z Kleberem Koike Erbstem...

 

Zawodnik walczący z chłodną głową, bardzo rozsądnie i ekonomicznie. Marian ma na swoim koncie prawie 30 pojedynków, więc ostatni pojedynek może być tylko jedną ze wskazówek. Jest wiele innych, ważniejszych, które dały mi sporo odpowiedzi.

 

Doświadczenie będzie jego największym atutem?

 

Na pewno pod tym względem ma przewagę. Ma też dobre warunki fizyczne i jest dobrym grapplerem. Zawsze powtarzam, Mike Tyson też był niski i nikt nie sprawiał mu kłopotu. Nie styl walczy, tylko człowiek. Wygra ten, który będzie tego bardziej pragnął.

 

Zawsze stawiasz sobie za cel znokautować swojego przeciwnika? To jest dla Ciebie sprawa priorytetowa?

 

Analizuję każdą sekundę walki, analizuję każdy oddech mojego rywala. Szukam idealnego momentu i czekam na błąd swojego przeciwnika. Nie ma idealnych zawodników i każdy popełnia błędy.

 

Zawsze podkreślasz, że starasz się wejść w głowę Twojego przeciwnika, a kibice często widzą tylko brutalne nokauty. Chyba nie do końca jesteś tak prostym, schematycznym zawodnikiem...

 

Zwracam uwagę na wszystkie szczegóły - od spojrzenia, oddechu, ruchu klatki piersiowej po pracę rywala już trakcie walki. Wszystko jest dla mnie ważne. Nie będę dokładnie zdradzał, jak to wygląda w praktyce. Całokształt daje mi odpowiedzi, gdzie mogę szukać swojej szansy.

 

Jakiej walki chcesz w Gliwicach?

 

Chcę walczyć do ostatniej kropli krwi i potu. Wbrew pozorom nie chcę nokautu. Chcę, żebyśmy wstawali i padali cali we krwi, a na koniec wygrał po prostu lepszy.

 

Wygrana będzie przepustką do walki o pas?

 

Mam nadzieję, ale o tym nie myślę. Porozmawiamy o tym po zakończeniu pojedynku.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Gracjanem Szadzińskim!