Igor Marczak: Arsenal - Sporting wydawał się najciekawszym meczem trzeciej kolejki Ligi Europy. Londyńczycy wygrali i trzeba przyznać, że Unai Emery odmienił tę drużynę.

Artur Wichniarek: Arsenal wygrał jedenasty mecz z rzędu licząc wszystkie rozgrywki. To ich najlepszy wynik od 2007 roku. Sporting w pierwszej połowie walczył, ale w drugiej już nie udało się zatrzymać rywali. Nie było to jednak pasjonujące spotkanie. Unai Emery odmienił styl Arsenalu. Ostatnie trzy sezony Arsene'a Wengera były nudne. Przewidywalna gra i słabe wyniki. Przyszedł Emery, który miał nieudaną przygodę w Paris Saint-Germain. Start w Londynie też miał nie najlepszy, bo przegrał kilka spotkań na początku sezonu. Widać, że codzienna, mozolna praca i analiza przynoszą efekty. Trzeba przyznać, że poukładał drużynę. Arsenal będzie chciał zapewne wygrać Ligę Europy, by zapewnić sobie grę w Lidze Mistrzów. Przez te rozgrywki łatwiej to zrobić niż przez Premier League.

W środę grali Polacy w Lidze Mistrzów. Jak Pana zdaniem zmienili się Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński od kiedy trenerem Napoli jest Carlo Ancelotti?

Trudno powiedzieć. W meczu z PSG spodziewaliśmy się, że któryś z nich wyjdzie w pierwszej jedenastce. Ancelotti na to się nie zdecydował i było widać dlaczego. Chciał zagęścić środek pola, usiąść na rywalu, a wiadomo, że do takiej gry dwójka Polaków nie jest przystosowana. Zieliński wszedł niespodziewanie, bo Lorenzo Insigne doznał urazu. Po pięciu minutach nie wiedział, gdzie jest, gdyż nie był dobrze rozgrzany i go przytkało. Później lepiej wszedł w spotkanie. Milik grał krócej, ale od razu po wejściu miał sytuację. Obaj na pewno muszą walczyć, by grać w pierwszym składzie.

Pan przez lata związany z ligą niemiecką, więc przejdźmy do Borussii Dortmund, która zachwyca w tej edycji Ligi Mistrzów.

Chyba nikt nie spodziewał się, że efekty pracy Luciana Favre przyjdą tak szybko. Początek sezonu Borussii był przeciętny, ale obecnie zarówno w lidze, jak i Lidze Mistrzów grają bardzo dobrze. Nikt nie przypuszczał, że spotkanie z Atletico Madryt tak się potoczy. Diego Simeone dostał lekcję pokory. Jego drużyna jak przegrywa to 0:1 lub 1:2, a w tym meczu porażka aż 0:4. Borussia wyrasta na drużynę, z którą trzeba się liczyć.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.