Klopp, czyli trener, któremu nie brakuje miłości

Piłka nożna
Klopp, czyli trener, któremu nie brakuje miłości
fot. PAP/EPA

Nigdy nie osiągniesz sukcesu, nie wierząc i nie kochając swoich zawodników. Oni to czują i chcą za niego walczyć - o fenomenie Jurgena Kloppa opowiada niemiecki dziennikarz Raphael Honigstein, autor biografii o trenerze Liverpoolu.

Jurgen Klopp chyba lubi Polskę. Przed meczem Ligi Mistrzów Liverpool - Napoli jeden z zawodników celebrował urodziny, Klopp wyskoczył nagle i zaczął śpiewać „Sto lat, sto lat”.

 

Raphael Honigstein: Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Jurgen lubi Polskę ze względu na trzech Polaków w Borussii Dortmund, ale podczas pisania tej książki, w rozmach z ludźmi, odkryłem, że kibice z innych krajów znajdują coś fascynującego w Jurgenie. To coś, co trudno nazwać, przyciąga ich do niego.

 

Empatia?

 

Oczywiście, zgadzam się z Tobą. Jurgen jest świadomy tego, że utożsamia się zawodnikami, przybija z nimi piątki po meczu, jest z nimi cały czas, ale nie zapominajmy przy tym o jego ogromnej wiedzy trenerskiej i szkoleniowej. 

 

Najpierw porozmawiajmy o nim jako o człowieku, dopiero później jako o trenerze. Jest w nim coś takiego, że zupełnie nie przystaje do środowiska piłkarskiego, nie ma gwiazdorskich zachowań, skraca dystans.

 

Ludzie zawsze mówią, że pewnego dnia mógłby zostać prezydentem Niemiec, jest tak lubiany w swoim kraju. Jeśli Jurgen mógłby utworzyć swoją religijną sektę, ludzie by się tam zapisywali. Jurgen ma tą zdolność przyciągania ludzi i trzymania przy sobie i tutaj musimy przejść do futbolu, ponieważ tam niekoniecznie osiągasz sukces, jeżeli jesteś tylko miły. Musisz połączyć to z umiejętnością osiągania sukcesów i wygrywania. To jest największa zaleta Kloppa.

 

Kiedy poznałem po raz pierwszy Jose Mourinho w 2003 roku, widziałem w nim takie same cechy, jak u Jurgena. Kocha piłkę, kocha swoich zawodników i potrafi łączyć ludzi, ale teraz Portugalczykowi brakuje miłości do piłki, co w przeciwieństwie do Kloppa jest bardzo widoczne. Jurgen powiedział kiedyś, że nigdy nie osiągniesz sukcesu, nie wierząc i nie kochając swoich zawodników. Oni to czują i chcą za niego walczyć. Może Jurgen nie jest bezwzględny i nie stosuje wielu zmian, co może być jego minusem, ale tu jest ta różnica w stosunku do Mourinho. Zawodnicy odwdzięczają się Kloppowi swoją grą na boisku.

 

Jak poznałeś Jurgena Kloppa? Pamiętam go z meczów o utrzymanie w Bundeslidze, kiedy był jeszcze piłkarzem Mainz. Już wtedy biła z niego wielka charyzma.

 

Myślę, że mało kto zwracał na Jurgena uwagę, kiedy był zawodnikiem, ale to fakt, że od początku miał cechy przywódcze. Myślał i zachowywał się jak trener, ale dla Jurgena pozostanie w lidze było najważniejsze ze względów personalnych. Wszyscy myśleli, że jeśli spadną z ligi, nic się nie stanie, ale Jurgen był młodym ojcem, kiedy urodziło mu się dziecko, miał 23 lata. To było czysto personalne, aby zachować status w tej lidze, ponieważ chodziło też o kwestie finansowe. Miał osobiste motywacje, aby pozostać w tej lidze. Może dlatego biła z niego taka charyzma.

 

Kiedy rozmawiałem na potrzeby mojej książki o Kloppie z Adamem Lallaną, zawodnikiem Liverpoolu, z jego relacji wynika, że Jurgen sam przyznaje, iż nie był dobrym piłkarzem. Myślę, że to surowa ocena, a sam Lallana przyznał, że gra Jurgena nie była taka zła. To był duży, silny środkowy obrońca, który miał dobre cechy jako zawodnik.

 

Mieszkam w Londynie od 1993 roku, więc obserwowałem karierę Jurgena z dystansu, ale osobiście poznaliśmy się podczas meczu Ligi Mistrzów Arsenal - Borussia Dortmund w sezonie 2013/14. To był jego ostatni rok w niemieckim zespole. Po meczu przeprowadziłem z nim wywiad i zapytałem żartobliwie, czy może czas pomyśleć o karierze w Premier League. Jurgen spojrzał na mnie poważnie i odpowiedział: „Tak. Mówię po angielsku, więc widzę siebie w tej lidze”. Gazety to rozdmuchały, poszła plotka, że Klopp idzie do angielskiej ligi, w Dortmundzie zaczęło się robić nieciekawie. Kiedy przyszło do rewanżu, Jurgen podszedł do mnie i stwierdził: ładnie rozdmuchałeś tę historię. Nie wiem, czy był wtedy miły, czy nie, ale to było nasze pierwsze spotkanie na żywo.

 

Jak ewoluował Jurgen Klopp, jeśli chodzi o warsztat piłkarski będąc najpierw trenerem Mainz, potem Dortmundu, a teraz Liverpoolu?

 

Jeśli chodzi o pierwszą pracę Jurgena w Mainz, on już zaczął myśleć o karierze trenerskiej w trakcie tej piłkarskiej. Nie tylko myślał o swoich boiskowych zadaniach, ale także zaczął postrzegać futbol szerzej, jak prawdziwy trener. Wolfgang Frank był dla niego jak drugi ojciec, a na pewno ojciec jego pracy trenerskiej. To był trener, który zrewolucjonizował niemiecki futbol. Kiedy wszyscy grali systemem z libero, on zaczął grać czwórką w linii, co było nie do pomyślenia w tamtych czasach.

 

Klopp wprowadzał w życie pomysły Wolfganga Franka i Mainz awansowało po trzech sezonach walki o awans. Zawodnicy byli do tego przyzwyczajeni, więc poszło całkiem gładko. Drużyna z Moguncji przeszła rewolucję i z drużyny, która była kandydatem do spadku zaczęli grać o większą stawkę.

 

W Borussii to był już naturalny progres. Jurgen dostał lepszych zawodników i mógł połączyć swój pomysł na grę z nienagannym pressingiem, który nękał wiele zespołów. Zarówno w Mainz jak i Dortmundzie nikt nie oczekiwał rezultatów jakie osiągał Klopp, ale pamiętam, że nawet w książce jest przytoczona rozmowa trenera z młodym Hummelsem i Suboticiem, 19-letnich stoperów, do których Jurgen wprost powiedział: „Chłopcy, w takim wieku jesteście lepszymi obrońcami niż ja byłem kiedykolwiek. Nie mogę udzielić wam już więcej rad”. Jurgen uczył się razem z nimi i to spowodowało ten niesamowity sukces klubu, który razem wtedy osiągnęli.

 

Aktualnie jest etap Liverpoolu, gdzie wszyscy już oczekują osiągnięć w wykonaniu Kloppa i jego zespołu, on musi coś wygrać. Aktualnie było to wszystko na zasadzie czarnego konia, nie było presji na wyniki, ale aktualnie Jurgen doszedł do punktu, gdzie ma odpowiednich zawodników i oczekiwania, które musi spełnić wobec kibiców oraz zarządu klubu.

 

Co ma w sobie takiego Mainz? Wiem, że to jeden z najlepszych ośrodków szkoleniowych w Niemczech, ale to też jest wylęgarnia talentów trenerskich. Jest Klopp, jest Thomas Tuchel, który podąża praktycznie tą samą drogą, choć są kompletnie różni.

 

W Moguncji wyjątkowe jest zawsze to, że nie kupuje się tam wielkich nazwisk głównie ze względu na finanse. Tam trzeba było zawsze wymyślić własny system, aby osiągać satysfakcjonujące wyniki. Popularne w niemieckim futbolu było ściąganie zawodników i dopasowanie do nich trenera, który to wszystko ogarnie. W Mainz trzeba było znaleźć człowieka, który przygotuje odpowiedni system. To bardziej strategiczne podejście i wiele klubów to teraz kopiuje. Wszyscy starają się odnaleźć odpowiedni system i pracować z zawodnikami, których już mają, dostosowują ich do systemu, którym klub zamierza grać. W tym momencie to się odbiło echem w całych Niemczech i jest to trudne dla Mainz, które musi znaleźć nowy sposób na osiąganie wyników odpowiednich dla klubu. Coraz trudniej w ten sam sposób pokonywać przeciwników, ale właśnie na tym polegała cała sieć Mainz. Aktualnie takim głośnym nazwiskiem trenerskim jest Marco Rose z Salzburga, który grał z Jurgenem Kloppem w Mainz, i to może być jeden z najlepszych trenerów w Bundeslidze, jeśli nie zdecyduje się trenować w innym kraju.

 

W Niemczech mamy tak naprawdę dwie sieci szkoleniowe. Pierwsza była w Mainz, druga w Stuttgracie. Te dwa miejsca miały wielki wpływ na niemiecki futbol. Uli Hoeneß powiedział, że taktyka jest tylko dla małych drużyn, bo w Niemczech mieli takich zawodników, że nikt nie myślał o taktyce. Mainz było taką małą drużyną, która musiała o niej myśleć i poszukać rozwiązań oraz odpowiednich narzędzi do tego przedsięwzięcia. Stąd tak duża inwestycja w trenerów. Przede wszystkim pionierem był Wolfgang Frank, który zaczął wprowadzać swoje idee w życie czerpiąc je także z Austrii. Tu niestety wchodzą w grę pieniądze i stąd biorą się te duże i małe drużyny. Małe drużyny częściej potrzebują trenerskiego geniuszu.

 

Przejdźmy teraz do Jurgena Kloppa. Kiedy ogłoszono, że to Niemcy będą organizowali Mistrzostwa Europy w 2024 roku niemieckie media wzięły się za próbę określenia składu i ławki trenerskiej na tą imprezę i tu padły tylko dwa nazwiska: Jurgen Klopp i Thomas Tuchel. Reinhard Grindel także wypowiadał się na ten temat i wcale nie zaprzeczył.

 

Jeśli Joachim Low nie osiągnie satysfakcjonujących wyników na najbliższych Mistrzostwach Europy, federacja na pewno zadzwoni do Jurgena Kloppa. Fani Liverpoolu mogą być spokojni, nie zrezygnuje on od razu, ponieważ niemiecka federacja będzie musiała wykonać telefon pierwsza. Aktualnie bardziej ekscytująca jest dla niego praca na co dzień z zawodnikami, a nie reprezentacją, gdzie tak naprawdę duże mecze są rozgrywane co dwa lata. Być może to kiedyś się stanie, ale aktualnie przed Jurgenem o wiele bardziej interesujące zadania.

 

Jurgen Klopp jest takim szkoleniowcem, który poświęca całego siebie dla wykonywanego zawodu. Człowiek nie ma jednak nieskończonych pokładów energii i wystarczy prześledzić metamorfozę Niemca choćby z meczu Napoli - BVB, gdzie został wyrzucony na trybuny, a choćby aktualnie. Jurgen Klopp dając całego siebie nie może tak postępować, nie może pracować na takich obrotach wiecznie. Czy ten styl pozwoli mu jeszcze pracować 10 lat czy może krócej?

 

Myślę, że Jurgen i tak się uspokoił. Już nie próbuje odgryźć ucha sędziemu technicznemu. Miłość do piłki i to dawanie całego siebie sprawia, że to dla Jurgena naturalne. Kiedy przejął Mainz i prowadził swój pierwszy mecz, na stadionie pojawiło się trzy tysiące ludzi co było normalną frekwencją na tamte czasy i ten zespół. Tak szalał wtedy przy linii, że kibice myśleli, że to część show meczowego, że to ma tak wyglądać. Uważam, że o ile Jurgen jest teraz starszy, spokojniejszy i doświadczony, to zawsze będzie tę energię uzewnętrzniał. Nie tylko dla siebie, ale także dla osób zgromadzonych na stadionie, bo dla niego najważniejsza jest rozrywka. 

 

Zazdroszczę ci znajomości z takim geniuszem.

 

Nie nazwałbym się jego przyjacielem. Pisząc tę książkę starałem się zachować pewien dystans. Kiedy przychodziłem na konferencję, nie zadawałem mu pytań, które mógłbym wykorzystać w tej książce, bo tak się umówiliśmy. Nie staram się być tego typu dziennikarzem, który chce być przyjacielem zawodników czy menedżerów. Oczywiście Jurgen pozwolił mi na rozmowy z rodziną, najbliższymi, rodziną Wolfganga Franka, ale kiedy je przeprowadzałem, zawsze pytali się Jurgena czy to jest w porządku. Klopp lubi książkę, którą o nim napisałem, najważniejsze było pokazanie prawdy w tej książce i zachowanie w niej dystansu.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze